Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Vader „Welcome To The Morbid Reich”

1 Września 2011

Jakże mocno swego czasu zwątpiłem w zespół Vader. Spisywałem ten zespół niemalże na straty, lecz nie robiłem tego bez powodu. Z pewnością takie a nie inne reakcje spowodowane były wielokrotnymi zmianami w składzie, a właściwie problemami Petera z uformowaniem trwałego zestawu muzyków. Swoją rolę w umacnianiu mojego zwątpienia odegrała również płyta "Necropolis", którą niezmiennie ośmielam sobie poczytywać za najsłabszą płytę długogrającą w dyskografii naszej "ekstremalnej dumy narodowej". Słabszej nawet od niesłusznie pojechanej z błotem "The Beast", na której zespół kombinował z nieco melodyjniejszymi (ale też bez przesady!) dźwiękami. Problemem "Necropolis" było - proszę mi wybaczyć neologizm - jej "przewiwczarkowanie".

Płytę właściwie od początku do końca napisał i nagrał Peter, a przecież dysponował podówczas bardzo dobrymi muzykami, w osobach Wacława "Vogga" Kiełtyki i Tomasza "Reyasha" Rejka. Jednak z nie do końca wyjaśnionych przyczyn ci dwaj panowie nie znaleźli się w studiu, a Peter nagrał prawie wszystkie gitary - w tym większość solowych, polegających głównie na "masturbowaniu wajchy", wydającej z siebie ekstatyczne jęki: "łi-łi-łi-łi-łał-łoł. Nagrał również basy, a także, co nie zdarza się często w Vaderze - napisał większość tekstów. Gdyby nie perkusja Pawła Jaroszewicza i kilka gościnnie zagranych solówek znanego z Esqarial Marka Pająka (o którym później), to album mógłby być sygnowany nazwiskiem lidera Vader, chyba, że przyjmujemy założenie, że państwo (w tym przypadku zespół) to Piotr "Peter" Wiwczarek.

Z dużym niepokojem, a przy tym i ciekawością śledziłem doniesienia o powstawaniu nowego długogrającego krążka. Zwiastuny płyty wypuszczane w sieć pozwalały mi nabierać optymizmu. Z radością przyjąłem fakt, że do zespołu przyjęty został Marek Pająk, a gdy dowiedziałem się, że Peter w pracy nad nowym albumem zapalił mu zielone światło, to byłem o nowy album całkowicie spokojny. Do tej pory jedynie Mauser otrzymywał dyspensę na wnoszenie wkładu w postaci własnych kompozycji do zdominowanego przez "Generała" repertuaru zespołu, i choć jego kompozycje naturalnie były dopasowane w stu procentach do stylu Vader (w innym przypadku oczywiście by nie przeszły przez cenzorskie ucho lidera), to jednak wyczuwało się w nich tę nutkę świeżości, której powolutku zaczęło brakować Peterowi. Jednakże po nagraniu bardzo udanego albumu "Impressions In Blood", na którym Mauser rozwijał skrzydła jako vaderowski kompozytor numero secundo (skomponował cztery kompozycje), współpraca obu panów dobiegła końcowi.

Nowy album, zatytułowany "Welcome to the Morbid Reich" po licznych problemach ujrzał wreszcie mroki nocne. Tytuł nawiązuje do wiekowej już, bo wydanej na początku lat dziewięćdziesiątych demówki "Morbid Reich", a autorem okładki jest Zbigniew M. Bielak. Wspomnieniowego charakteru płyty dodaje z pewnością umieszczenie nowej wersji utworu z debiutanckiej płyty o tytule "Decapitated Saints", co w wolnym tłumaczeniu można rozumieć jako "Ścięci święci". Produkcji albumu podjęli się rozchwytywani ostatnimi czasy bracia Wiesławscy, którzy swoją pracę wykonali jak zwykle z pełnym profesjonalizmem i znajomością fachu.

Na płycie znajduje się czternaście numerów (w tym dwa instrumentalne oraz dodatkowo dwa covery). Muzyka oscyluje oczywiście wokół zagadnienia, jakim jest "styl zespołu Vader", tak więc wszystkie elementy charakterystyczne dla zespołu są na swoim miejscu, ale najważniejsze jest to, że zostały zaserwowane w bardzo smakowitym, krwistym, świeżuteńkim sosie. Wydaje mi się, że spora w tym zasługa Marka "Spidera" Pająka, który skomponował 1/3 materiału, a także utkał wiele bardzo dobrych, melodyjnych solówek. Dodać również należy, że płytę promuje uwity przez Pająka "Come To See My Sacrifice", co jest nie lada precedensem, gdyż bodajże pierwszy raz w historii tego zespołu, utworem promocyjnym stała się kompozycja nie skomponowana przez Piotra Wiwczarka - odpowiada on jedynie za tekst.

Cieszy wielce fakt, że Peter nie chciał być od nowego kolegi gorszy i przyłożył się do swoich partii solowych. Vaderowe "masturbowanie wajchy" często na tym albumie ustępuje miejsca przemyślanym partiom solowym, dzięki czemu pojedynki gitarowe Peter - Spider wypadają znakomicie! Wystarczy posłuchać, co panowie wyrabiają w "The Black Eye", "Only Hell Knows" czy w kapitalnym, okraszonym bardzo melodyjnym początkiem "Don't Rip The Beast's Heart Out". Kolejną zaletą, a właściwie drobną nowinką stylistyczną, stały się skrzeczące nakładki wokalne, dzięki czemu wokale Petera (którego, żeby nie było, zawsze podziwiałem za głęboki, stylowy growling) nabierają niekiedy wczesnodeicideowskiego demonizmu. Kolejnym ubarwieniem kompozycji stają się przydające utworom przestrzeni klawiszowe tła stworzone przez "parapeciarza" Vesanii - Siegmara, który już od kilku lat współpracuje z zespołem. Na poprzednim albumie za przerywniki odpowiadał sam Peter, i moim zdaniem, bardzo dobrze zrobił składając ponownie Siegmarowi "propozycję nie do odrzucenia", gdyż na Necropolis przerywniki stawały się ot, nudnymi wypełniaczami.

W przypadku Vader daje się zauważyć pewna regularność, jaką jest przeplatanka: lepszy album - słabszy album. Po słabszych albumach, za jakie zwykło się uznawać "The Beast" i "Necropolis", na Petera, jako głównodowodzącego, rzucano gromy, wylewano pomyje, wypominano pożeranie własnego ogona, zapamiętałość w wypracowanej stylistyce i brak odwagi w eksperymentowaniu. Jest to zrozumiałe, że Peterowi niezbyt przyjemnie czytywało się tego typu recenzje, ale ten gniew, który gdzieś głęboko zapewne w nim kiełkował po średnio udanych opiniach na temat "Miasta umarłych" rozkwitł bardzo udanym, ciężkim jak diabli, agresywnym i rozpędzonym "Welcome To The Morbid Reich"! Duża w tym zasługa perkusji, za którą odpowiada już ex-perkusista Vadera - Paweł Jaroszewicz. Trzeba przyznać, że pożegnał się z zespołem kawałem świetnie wykonanej roboty. Raduje się serce i dusza moja, iż Peter nieco opamiętał się w swym dążeniu do miana "Rogera Watersa polskiego death metalu" i pozwolił swojemu nowemu "Gilmourowi" wnieść sporo od siebie, dzięki czemu album zdobędzie, jak już nie zdobył, mocną pozycję w dyskografii grupy.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
12.8.2011

Wydawca:
Nuclear Blast

Lista utworów:

Ultima Thule (utwór instrumentalny) – 0:48
Return to the Morbid Reich – 3:26
The Black Eye – 4:12
Come And See My Sacrifice – 4:44
Only Hell Knows – 2:13
I Am Who Feasts Upon Your Soul – 4:50
Don't Rip the Beast's Heart Out – 3:58
I Had A Dream... – 3:02
Lord of Thorns – 2:38
Decapitated Saints – 2:41
They Are Coming... (utwór instrumentalny) – 1:46
Black Velvet and Skulls of Steel – 3:19
Troops of Tomorrow (cover The Exploited) (utwór dodatkowy) – 4:56
Raping the Earth (cover Extreme Noise Terror) (utwór dodatkowy) – 1:54

Informacje o wykonawcy

Vader

Inne recenzje tej płyty

Inne recenzje płyt wykonawcy

Vader - Vader. Wojna totalna
Vader „Vader. Wojna totalna&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Paweł Lach
Vader - Tibi et Igni
Vader „Tibi et Igni &rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Kamil Pietrzyk
Vader - Revelations
Vader „Revelations&rdquo
Ocena: 4.54.54.54.54.5 (4.5)
Autor: Mariusz "Consus" Kabała
Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.