Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Riverside „Memories In My Head”

19 Września 2011

Sto lat, sto lat, niech grają, grają nam!

Warszawski zespół progmetalowy Riverside świętuje w 2011 roku swoje dziesiąte urodziny. Okrągłe jubileusze sprzyjają refleksjom, analizom dni minionych, wspominkom, a także zmuszają do stawiania pytań dotyczących przyszłości zespołu: czym jeszcze zdoła zaskoczyć, na co jeszcze jego członków stać. Na pewno stać jeszcze na wiele, gdyż Riverside to zespół niezwykle pracowity: ma na swoim koncie cztery albumy studyjne, dwa minialbumy oraz płytę koncertową, a nie należy zapominać o wyczerpujących trasach koncertowych oraz udziałach muzyków w innych projektach. Jednakże w przypadku warszawiaków ta pracowitość przyniosła należyte uznanie i w kraju, jak i za granicą.

Wspomnieniowy charakter wydawnictwa doskonale oddaje tytuł minialbumu - "Memories In My Head". Dla przypomnienia dodajmy, iż jest to druga epka w historii zespołu. Pierwsza ukazała się w 2005 roku i jej nazwa to... "Voices In My Head". Z okazji dziesięciolecia warszawiacy sprezentowali swoim wielbicielom pół godziny dźwięków pełnych melancholii i refleksji, w których zawierają się trzy premierowe (jak można szybko i sprawnie policzyć - średnia trwania jednego utworu wynosi 10 minut), bardzo rozbudowane kompozycje. Poza ukazaniem się epki, Riverside bardzo aktywnie świętuje swoje urodziny, czy to grając trasę koncertową po Europie, czy to komponując zalążki utworów na następną długogrającą płytę. Nawał zajęć nie przeszkadza również basiście i wokaliście grupy - Mariuszowi Dudzie - pracować nad kolejnym wydawnictwem solowego projektu - Lunatic Soul.

Na pierwszy rzut oka uwagę przyciąga okładka, po raz kolejny stworzona przez Travisa Smitha, rysownika słynącego z grafik takich zespołów jak Opeth czy Death. Być może dokonam w tym miejscu nadinterpretacji, lecz ten postapokaliptyczny krajobraz, utrzymany w szaro-czarnych barwach, z ledwie widocznymi sylwetkami dwóch ludzi stojących pod blednącym księżycem oraz mającym niewątpliwie symboliczne znaczenie zegarkiem zakopanym w ziemi - budzi w mojej głowie skojarzenia z książką "The Road" Cormaca McCarthego, przeniesioną na ekran kinowy w 2009, z Viggo Mortensternem w roli głównej oraz po części z filmem Davida Lyncha pod tytułem "Głowa do wycierania". Ów zakopany zegarek wskazuje godzinę 10:10, co jest oczywistym nawiązaniem do jubileuszu zespołu. W jednym z wywiadów wyczytałem, że inspirujący się filmem i literaturą Duda czytał powieść McCarthy'ego, a Davida Lyncha zalicza w poczet swoich ulubionych reżyserów. W tym samym wywiadzie basista i wokalista zespołu zapowiada, że nowy album powinien ukazać się w 2012r., i być może z racji na tę datę i przepowiednie związane z końcem świata, będzie poruszał w tekstach tematykę postapokaliptyczną.

"Memories In My Head" jest zapewne przedsmakiem tego, co nastąpi w przyszłości. Trzeci z utworów - "Forgotten Land" zbliża się swoim przekazem do bestsellerowej powieści "Droga", za którą jej autor otrzymał nagrodę Pulitzera. Podobnie jak w powieści, ojciec tłumaczy synowi, dlaczego ten świat, w którym niegdyś żyli, doczekał się upadku:

"People felt strong and powerful; Proud of their wealth
All of them believed they were kings of the whole world
They started to take more and crossed the borderlines
Called themselves gods above everything and everyone"

Również początek płyty zaskakuje dusznym, psychodelicznym klimatem, jakby wyjętym z wyżej wspomnianej "Głowy do wycierania". Dopiero około drugiej minuty, do tego pozornego chaosu generowanego przez nie do końca dające się scharakteryzować dźwięki gitary, wkradają się klawisze Michała Łapaja, do których dołącza gitara basowa i śpiew Mariusza Dudy, któremu w tle przygrywa niepokojący akompaniament. Nie ulega wątpliwości, że Riverside nieustannie poszukuje nowych muzycznych rozwiązań, czy idąc za Czesławem Miłoszem - "form bardziej pojemnych". Interesująco brzmią pojawiające się orientalizmy ("Goodbye Sweet Innocence", "Living in the Past") oraz bogactwo dźwięków wygrywanych przez muzyków. Spośród instrumentów na czoło wysunięty został bas, co cieszy mnie niesamowicie, gdyż jestem fanem talentu Mariusza Dudy jako basisty, ale i pozostali muzycy mają okazję, aby dodawać coś od siebie. Popisy Michała Łapaja raz przypominają partie Richarda Wrighta z najlepszych czasów Pink Floyd, kiedy ów klawiszowiec nie był jeszcze tłamszony przez wybujałe ego Rogera Watersa ("Dark Side Of The Moon" czy "Wish You Were Here"), a raz Jona Lorda, którego zresztą Łapaj jest wielbicielem. Gitary Piotra Grudzińskiego wspaniale rzeźbią w tle, by raz na jakiś czas wyjść przed szereg.

Być może wadą tego wydawnictwa jest właśnie ograniczenie gitarowego czadu. Zespół zdecydowanie postawił na klimat. Nie uświadczymy na "Memories In My Head" zbyt wielu ostrych wejść gitary, jak to bywało na "Second Life Syndrome" czy "Anno Domini High Definition". Również Mariusz Duda jako wokalista pokazuje szerokie spektrum swoich możliwości, śpiewając w charakterystycznym dla siebie nieco wilsonowskim stylu, niekiedy ozdabiając muzykę wokalizami, a niekiedy wchodzeniem w krzykliwe rejestry, lub jak w "Living in the Past" - wykorzystaniem psychodelicznego falsetu, jakiego nie powstydziłby się Mike Patton w którymś ze swoich chorych projektów.

"Memories In My Head" choć jest tylko epką (gdyby zespół "dorzucił" jeszcze ze dwie kompozycje, to spokojnie wyszedłby z tego album długogrający), to przynosi obszerne nagromadzenie dźwięków. Fani otrzymują od zespołu trzydzieści dwie minuty wielowątkowej, rozbudowanej muzyki, pełnej niepokojącego i melancholijnego nastroju, okraszonej popisami muzyków, spośród których dominują klawisze Michała Łapaja oraz bas Mariusza Dudy. Można wyjść z założenia, iż dewizą zespołu Riverside jest niezmiennie "rozwijać się i nie stawać w miejscu". Z jednej strony sposób komponowania utworów i ich aranżacji jest na tyle rozpoznawalny, to z drugiej widać, że panowie poszukują nowych inspiracji. Muzyka progresywna idealnie sprawdza się do tego, aby realizować za jej pośrednictwem nieograniczone zasoby pomysłów, oferuje muzykom dużą swobodę i wolność, ale także niesie ryzyko przedobrzenia i zanudzenia słuchacza na śmierć, w szczególności jeśli nie jest on wielkim apologetą muzyki progresywnej. Na szczęście warszawiakom do tych czarnych scenariuszy jeszcze daleko, toteż z okazji urodzin życzę im, aby w dalszym stopniu owocnie czerpali pomysły ze studni bez dna, jaką potrafi być ludzka wyobraźnia.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (2)
dodajdo

Komentarze

ytseman23

15:42, 20-02-2014 | zgłoś

Według mnie 7/10 - jest lepiej niż dobrze, ale jeszcze nie bardzo dobrze. Minialbum z raptem trzema kawałkami, ale że ich długość jak najbardziej trzyma standardy progresywnego grania, to w sumie otrzymaliśmy ponad 32 minuty muzyki. Po kilku coraz ostrzejszych płytach, tutaj mamy woltę i powrót do klimatów znanych z debiutu i takich numerów jak ?The Same River", "In Two Minds" czy "Out Of Myself" (...) Cała mini-recenzja, a także pozostałe płyty Riverside (i nie tylko) są opisane na moim blogu http://ytseman.blogspot.com/2013/10/tresciwa-seria-po-riverside-cz-2.html

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
20.6.2011

Wydawca:
ProgTeam

Lista utworów:

Goodbye Sweet Innocence - 10:39
Living In The Past - 11:58
Forgotten Land - 9:57

Informacje o wykonawcy

Riverside

Inne recenzje płyt wykonawcy

Riverside - Rapid Eye Movement
Riverside „Rapid Eye Movement&rdquo
Ocena: 4.54.54.54.54.5 (4.5)
Autor: Ewa Chowańska
Riverside - Out of myself
Riverside „Out of myself&rdquo
Ocena: 55555 (5)
Autor: Bartłomiej "Eternus" Biga
Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.