Kr’shna Brothers „Food For Live, Spirit For Fuck”
16 Października 2011
Pierwszy album Kr'shna Brothers postrzegany jest przede wszystkim jako polska odpowiedź na szalejącą rewolucję grunge'u. Lider grupy - Shadok wcale się z tym nie kryje (o czym możecie przeczytać w zamieszczonym u nas wywiadzie). Jednak postrzeganie Kr'shna Brothers jako zespołu grungowego byłoby zbytnim uproszczeniem. O ile jeszcze maniera wokalna Jacka Adamczyka wyraźnie kojarzy się ze sceną Seattle, o tyle muzyka dosyć często ociera się o heavy metal.
"Food For Live, Spirit For Fuck" jest kopalnią świetnych riffów, jednych z najlepszych, jakie powstały w naszym kraju. Wystarczy przywołać "We Know How To Kill", z którego potem Kazik zrobił wielki rockowy hit "Artyści". Takich mocno rozpędzonych gitarowych diamentów jest tu więcej ("Just Once", "Rise And Fall Down" czy "The Salvation Souls"). Bardzo ciekawie prezentuje się cover utworu Marka Grechuty - "Dni Których Nie Znamy". Pomimo, że zagrany w tempie szybszym niż orygyinał i przyprawiony ciężkim brzmieniem gitary, nadal zachowuje klimat wyczarowany kiedyś przez Grechutę, co należy uznać za dużą sztukę. Drugi zaśpiewany po polsku utwór na płycie - "Tu i Tam" - pokazuje zespół w nieco innym świetle. Ta spokojna, melancholijna ballada, która równie dobrze mogłaby znaleźć się w repertuarze Chłopców z Placu Broni, jest ładnym zwieńczeniem płyty, choć niekoniecznie pasującym do reszty.
Bardzo oryginalne brzmienie, jakie wypracowali na swoim debiutanckim krążku Kr'shna Brothers jest przede wszystkim zasługą gry Tomka Goehsa. Jego potężne, zazwyczaj ultraszybkie i precyzyjne uderzenia wydają się być fundamentem, na którym zespół oparł brzmienie. Słuchając tej płyty ma się wręcz wrażenie, że partie perkusji zostały celowo wysunięte na pierwszy plan, co nie jest w tym przypadku oskarżeniem. W moim przekonaniu żaden zespół, z którym porównywani są czasem Kr'shna Brothers (Alice In Chains, Soundgarden) nie miał w swoim składzie tak dobrego pałkera. Zresztą umiejętności pozostałych muzyków także nie budzą wątpliwości. Co do wokalu - Jacek Adamczyk jest znacznie bardziej przekonujący, gdy śpiewa w języku polskim. Jeśli mogę czynić jakieś zarzuty pod kątem tego krążka, to dotyczą one właśnie śpiewania w języku angielskim. Choć zespół i tak w swoim czasie miał rzeszę fanów podejrzewam, że miałby ich znacznie więcej gdyby Adamczyk śpiewał po polsku.
"Food For Live, Spirit For Fuck" to naprawdę udany album, który już dawno powinien doczekać się reedycji. Paradoksalnie, choć Kr'shna Brtohers nagrali go blisko dwadzieścia lat temu, wciąż brzmi więcej niż dobrze, co szczególnie warte jest pokreślenia. Moda na takie granie przecież tak naprawdę nigdy nie umarła, więc spokojnie możecie wpuścić ten album do odtwarzacza i bez wcześniejszego spoglądania na datę jego nagrania!
Tommy




Aktualności


Komentarze