Mastodon „The Hunter”
3 Stycznia 2012
Muzyczne ewoluowanie potrafi zabrać w regiony, o których początkowo się nawet nie śniło. Kto w chwili ukazania się pamiętnego debiutu King Crimson spodziewał się, że kilkanaście lat później zespół ten wyda całkowicie odmienny "Discipline"? Kto zakładał po przesłuchaniu pierwszego albumu Pink Floyd, że w przyszłości formacja ta stworzy monumentalny "The Wall"? I wreszcie - kto, po zapoznaniu się z niszczycielską siłą "Remission", mógł przypuszczać, że dokładnie ci sami ludzie dziewięć lat później będą odpowiedzialni za "The Hunter"?
Mastodon zaczął jako reprezentant masywnego sludge metalu, pokazując zarazem predyspozycje do tworzenia kompozycji złożych i rozbudowanych. Płynność w żonglerce różnorodnymi motywami wyszła grupie na dobre. Od debiutu w 2002 roku, poprzez kolejne płyty "Leviatan" i "Blood Mountain", zyskiwał na pewności siebie, krystalizując swoje brzmienie i coraz śmielej podążając w stronę muzycznej psychodelii. Manifestem pomysłowości okazał się czwarty w dorobku "Crack the Skye" - concept album, opowiadający w siedmiu aktach skomplikowaną historię osadzoną w realiach dworu rosyjskiego i nie tylko. Muzycznie dzieło składało się z epickich przestrzeni, łączyło dynamikę z sunącymi, atmosferycznymi tłami klawiszowymi. Temu wcieleniu Mastodon najbliżej było do lat 70-tych, kiedy niepodzielnie panował rock progresywny.
Od tej ważnej, muzycznej deklaracji dojrzałości artystycznej minęły zaledwie dwa lata. Pozostało pytanie - którą ścieżkę obrał zespół przy tworzeniu materiału na swoje piąte studyjne wydawnictwo? Brakowało wyraźnych wskaźników, stanowczo potwierdzających kierunek dalszych poczynań formacji. Pozostawało czekać...
... i w końcu zmierzyć się z "The Hunter". Pierwsze donosy świadczyły o przebojowości, ale nie eliminowały potęgi i siły, znanych z pierwotnego wcielenia Mastodon. Ostatecznie trzeba jeszcze dorzucić brawurę poznawczą, która doprowadziła do zaszczepienia na grunt zespołu konstrukcji łagodnych, jednak niebanalnych. To połączenie - świeżych, niezwykle lotnych i przyjemnych elementów z dobrze znanym, masywnym szkieletem - dało formułę, która zagwarantowała Łowcy eklektyzm i nową siłę. To nie jest klasyczny przykład kroku do przodu. Mastodon, postępując naprzód, odskoczył zarazem lekko w bok. Dało to bardzo korzystny efekt.
Na pierwszy rzut ucha "The Hunter" poraża chwytliwością. Piorunujący riff "Curl of the Burl" śni się nocami, a lekkość i radość bijąca z głównego motywu "Blasteroid" dają pretekst do obaw, czy aby słuchamy właściwego zespołu. Niby oprawa graficzna okładki utrzymana jest w znajomej estetyce, ale głośniki czasem pozostają w konsternacji... Wszelkie wątpliwości rozwiewają masywne "Black Tongue" czy "All The Heavy Lifting", który mógłby się spokojnie znaleźć się na "Leviatan" czy "Blood Mountain". Takich mocnych uderzeń nie brakuje - "Spectrelight" to czysta energia i jazda bez trzymanki natomiast "Bedazzled Fingernails" stanowi przykład jak łączyć gęsty klimat z podniosłym szaleństwem.
Fanów psychodelicznych odlotów nie pozostawi obojętnymi klimatyczny, "kosmiczny" "Stargasm". Do puli tego typu kompozycji można także zaliczyć świetny "Thickening", złożony jakby z trzech części, gdzie każda mogłaby posłużyć za bazę dla autonomicznego utworu. Natomiast szczytem odwagi było umieszczenie na płycie "Creature Lives", który mógłby posłużyć za wzniosły, stadionowy hymn. Gdyby tego było mało, prawdziwie radiowy potencjał posiada "Dry Bone Valley", jednak można być spokojnym, że szybsze tempo i mocniejszy refren odstraszą większość rozgłośni. Nie można nie wspomnieć o dwóch niezwykłych balladach - tytułowej, przejmującej "The Hunter" z krzykliwą, płaczącą solówką gitarową oraz zwieńczającej krążek "The Sparrow", która przywodzi miejscami na myśl Pink Floydowska aurę...
Muzycy ciągle rozwijają swój techniczny warsztat, co znajduje swoje odbicie zwłaszcza w warstwie wokalnej. Liczne, sprawnie prowadzone harmonie robią wrażenie. Ogromnym skarbem, który jest z pełną świadomością wykorzystywany, jest różnorodna barwa poszcególnych głosów wokalistów, co daje niesamowite urozmaicenie twórczości zespołu. Za to chyba najprostsze w swojej karierze ścieżki perkusji nagrał Brann Dailor, jednak nie można mówić o ascetycznej prostocie.
Można z czystym sumieniem zakładać, że kiedy członkowie grupy stawiali swoje pierwsze muzyczne kroki, przez głowy nie przechodziła im myśl, że 2011 rok przyniesie im wydawnictwo takiego pokroju. "The Hunter" to świetny materiał, który udowadnia bardzo wysoką formę zespołu. Wydaje się, że o rozwój formacji można być spokojnym. Poprzednia dekada utwierdza w przekonaniu, że każdy kolejny krok stawiany jest rozważnie, z zachowaniem wszelkiej staranności o końcowy efekt. W przypadku poszukującej grupy zawsze pozostaje pytanie - co dalej? Jakie wartości muzyczne przyniesie następne, już szóste dzieło Mastodon? Czuję się niezmiernie szczęśliwy, że mogę zadać takie pytanie, a zarazem nie znam na nie odpowiedzi.
Zbigniew Rogulski


Mastodon
Aktualności


Komentarze