Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Kate Bush „50 Words For Snow”

11 Stycznia 2012

Kate Bush to artystka zdecydowanie niesamowita i niebanalna od początków swojej kariery muzycznej, a od debiutu minęły już 34 lata. Przez te lata Angielka dojrzewała zarówno biologicznie, jak i artystycznie, wznosząc swoją twórczość na coraz to wyższe poziomy. Choć zdecydowanie bardziej cenię jej pierwsze dokonania z najcudowniejszych dla muzyki lat siedemdziesiątych (właściwie to przełomu 70/80), respektuję również płyty późniejsze, a także występy gościnne (poruszający "Don't Give Up" Petera Gabriela). Wraz z wiekiem wokalistka coraz mniej przypomina swoje dawne nawiedzone, uroczo rozwydrzone wcielenie sceniczne. Dzisiaj Kate Bush jest stateczną panią o chlubnej przeszłości artystycznej, której nie towarzyszą (i nigdy nie towarzyszyły) skandale obyczajowe, czy parcie na szkło. Od zawsze broni swojej prywatności jak lwica, od wielu lat nie koncertuje, coraz rzadziej pojawia się w mediach, sporadycznie udziela wywiadów, by właściwie dawać o sobie znać wyłącznie w czasie premiery nowego wydawnictwa.

W minionym 2011 roku Kate Bush postanowiła zrekompensować swoim fanom aż sześcioletnie milczenie dwoma wydawnictwami. Pierwszym z nich było "Director's Cut", na który złożyły się odgrzewane i doprawione kotlety z albumów "The Sensual World" i "The Red Shoes". Drugim wydawnictwem jest natomiast album z premierowym materiałem, zatytułowany "50 Words For Snow". Przyznaję, że byłem bardzo ciekawy nowego albumu, jednak postanowiłem go przesłuchać dopiero, gdy spadnie śnieg, aby móc w pełni wczuć się w zimowy klimat. Długo musiałem czekać, ale w końcu doczekałem się, czego rezultatem jest niniejsza recenzja.

Ze sporym niepokojem podchodzę do płyt zawierających bardzo długie kompozycje (chyba że jest to jazz albo rock progresywny). Zwykle obawiam się dłużyzn i uczucia nudy, a jak wiadomo, nie ma większego grzechu artysty wobec słuchacza niż wprawianie go w znudzenie. Pod tym względem nowy album Kate Bush jest bardzo specyficzny, albowiem artystka tym razem postawiła na maksymalną oszczędność w środkach, na muzyczną ascezę, ograniczając instrumentarium niemalże do głosu i pianina. Sekcja rytmiczna oczywiście pojawia się na płycie, ale jej rola została zepchnięta na drugi plan. Kompozycje są bardzo długie, wielokrotnie odnosiłem wrażenie, iż zanadto wydłużone, przez co wymagają od słuchacza sporego samozaparcia w docieraniu się z materiałem. Płyta jest flegmatyczna jak stereotypowy Brytyjczyk, kompozycje porażają zimowym chłodem, a Kate Bush budzi skojarzenia z baśniową Królową Śniegu. Niestety Królowa Śniegu w kilku momentach sprawiła, iż piszący tę recenzję stary niedźwiedź o mało co nie zasnął.

Zdecydowanie pierwsza połowa płyty więcej wymaga od słuchacza, gdyż trzy kompozycje trwające bagatela pół godziny bardzo leniwie toczą się ku końcowi. Druga połowa jest już nieco przyjemniejsza, gdyż zawiera się w niej specyficznie chwytliwy "Wild Man" czy jak na tę płytę dość żywiołowy utwór tytułowy. Jakkolwiek kompozycje konsekwentnie obfitują mroźnym klimatem, to nie mogę odpędzić się od refleksji, że trwa to za długo i jest to zbyt monotonne. Dla przeciwwagi pojawiają się również momenty znakomite, w których Bush udowadnia, że jej głos i styl śpiewania są nie do podrobienia, czy to w iście syrenich dźwiękach "Snowflake", czy w zmysłowo wyrecytowanej wyliczance w duecie z obdarzonym niskim głosem aktorem - Stephenem Fry'em jaką jest utwór tytułowy, z charakterystycznymi tylko dla Bush nawiedzonym śpiewem w refrenie, który przywołuje echa jej dawniejszych płyt. Ciekawe wrażenie robi również bardzo emocjonalna kompozycja "Snowed In At Wheeler Street", zaśpiewana w duecie z Eltonem Johnem, którego ciepło brzmiący baryton doskonale współgra ze zmysłowym śpiewem Kate.

Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie nowego albumu Kate Bush. Jest to z pewnością najbardziej wymagający i najtrudniejszy w recepcji album autorki takich hitów jak "Wuthering Heights" czy "Running Up That Hill". Na "50 Words For Snow" nie uświadczymy przebojów, a jedynie siedem powolnych, zmysłowych, nieco zbyt długich ascetycznych kompozycji. Obawiam się, że będę do tej płyty niezbyt często wracał, jedynie zimą, w czasie wyjątkowych mrozów czy obfitych opadów śnieżnych, o ile nie będę wolał lepić bałwana. Płyta wymaga specyficznej wrażliwości, ponieważ nie każdy jest w stanie wysiedzieć godzinę przy utworach skutych lodem, choć pół żartem, pół serio można rzec, że w wyniku gościnnego udziału Eltona Johna i Stephena Fry'a zaświeciła na tej płycie tęcza.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.11.2011

Wydawca:
Fish People

Lista utworów:

Snowflake - 9:55
Lake Tahoe - 11:26
Misty - 13:49
Wild Man - 7:16
Snowed in at Wheeler Street - 8:11
50 Words for Snow - 8:10
Among Angels - 6:55

Informacje o wykonawcy

Kate Bush

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.