Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Mad Season „Above”

15 Stycznia 2012

Mad Season to supergrupa powstała w 1995 roku, w której skład wchodzili John Baker Sanders, Barrett Martin (Screaming Trees), Mike McReady (Pearl Jam) i Layne Staley (Alice in Chains). Kwartet zdołał nagrać tylko jedną płytę - "Above". Płytę, która w historii muzyki zapisała się grubszą i piękniejszą czcionką niż niejedna rozbudowana dyskografia. Największą uwagę przykuwa obecność w Mad Season Layne'a Staleya. To on napisał wszystkie teksty i grał w zespole pierwsze skrzypce. Powtórka z Alice in Chains? Bynajmniej. Layne odkrywa przed nami nieco inne oblicze swojego artystycznego "ja". "Above" to łyk świeżego powietrza, większa wszechstronność, ujmująca swoboda i subtelność, to wyzwolenie Alicji z krępujących ją łańcuchów. Niestety, dla Layne'a wolność wcale nie oznaczała szczęścia, a jego Kraina Czarów już nigdy nie uwolniła się spod rządów Brązowej Królowej.

Pogłębiające się problemy z heroiną i coraz większa psychiczna defragmentacja są emocjonalną osią, na której zbudowany został album. Samotność, frustracja, zagubienie i apatia bezlitośnie tłumiąca wolę walki to główne motywy przewijające się przez teksty utworów. Nie jest to jednak pełen tandetnego patosu lament w wydaniu His Infernal Majesty, lecz coś działającego na o wiele głębszej, osobistej płaszczyźnie. Coś, co porusza i wywołuje szczerą empatię, co fascynuje nie tylko swoim olbrzymim pokładem emocji, ale także niezwykłym kunsztem wykonania. Layne zawsze miał dobre pióro, ale tym razem wzniósł się ponad wszystko, czego dokonał w Alice in Chains - zespole, w którym pod koniec swojej muzycznej kariery zdawał się nie czuć zbyt dobrze. Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by zauważyć, że w którymś momencie jego entuzjazm wyparował. Słuchając "Above" można odnieść wrażenie, że dawna energia powróciła, nawet jeżeli jej owoce przybierają tak strasznie smutną, przerażającą formę świadectwa powolnego upadku pięknego człowieka.

Co do samej muzyki, "Above" wymyka się wszelkim próbom jednolitej klasyfikacji, zabierając nas w niesamowitą podróż pełną rozmaitych wrażeń. Już pierwszy utwór, "Wake Up", zapowiada coś bardzo obiecującego. Delikatny, bluesowy rytm i spokojny wokal pozwalają zmysłom wyciszyć się, by za chwilę zmiażdżyć je przejmującym, rockowym uderzeniem i na koniec wrócić do punktu wyjścia. Co więcej, każdy z wspomnianych etapów odzwierciedla zmieniający się stan psychiczny artysty. To właśnie stanowi o sile dobrego albumu - forma nadążająca za treścią... a może odwrotnie? Jednak "Wake up" to dopiero początek. Chwilę potem do naszych uszu dolatuje nabierająca rozpędu, perkusyjna lokomotywa zamieniająca się w hard rockowy klasyk - "X-Ray Mind". Odrobinę relaksu zapewnia poruszająca, liryczna ballada - "River of Deceit" i wyjątkowo lekkie w odbiorze "I'm Above", które jest chyba najmniej wyrazistym i najsłabszym punktem albumu. Niby do niczego nie można się przyczepić, ale melodie w ogóle nie zapadają w pamięć i nie kuszą, by do nich powrócić.

Następny utwór nadrabia jednak wszystkie braki poprzednika. "Artificial Red" to prawdziwy bluesowy majstersztyk z nieziemskim klimatem paraliżującym wszystkie połączenia neuronowe. Przed nami jeszcze intrygujące, mocno grunge'owe "Lifeless Dead", histeryczne, najpikantniejsze z całej paczki "I Don't Know Anything" i "Long Gone Day" - najbogatsza instrumentalnie, lekko jazzowa perełka. Chwytliwy rytm wybijany przez bębny i bas wzbogaca finezyjny dźwięk saksofonu i głęboki, ciepły głos występującego gościnnie Marka Lanegana ze Screaming Trees, który razem z Laynem tworzy naprawdę udany wokalny duet (widać to szczególnie na koncercie "Live at the Moore"). Krążek uzupełniają instrumentalne szaleństwo pod tytułem "November Hotel" (mimo wszystko mogłoby być trochę krótsze - pod koniec do drzwi zaczyna pukać nuda) i senne, klimatyczne "All Alone".

Ze święcą można szukać albumów, na których każdy utwór trzyma poziom. Zawsze znajdzie się przynajmniej jedna wpadka wyglądająca jak "koham cię" w romantycznym liście miłosnym. Oczywiście odbiór muzyki jest subiektywny, a o gustach podobno się nie dyskutuje, ale mogę z czystym sumieniem obiecać, że czas poświęcony na przesłuchanie "Above" nie będzie czasem straconym.

Karol Piotrowski

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (3)
dodajdo

Komentarze

Corpseone

20:58, 19-01-2012 | zgłoś

Uwielbiam Alice In Chains, a Mad Season uważam za wybitną odskocznię Layne'a od macierzystego projektu. Płyta znakomita, szkoda, że tylko jedna, bo jednak u Cantrella Staley nie miał szansy aż tak wyeksponować swoją psychiczną defragmentację (poza "Tripodem", na którym napisał większość tekstów). Kawałek z Laneganem to mistrzostwo świata, coś iście cudownego. Moi pozostali ulubieńcy to Wake Up i Lifeless Dead.

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
14.3.1995

Wydawca:
Columbia

Lista utworów:

Wake Up - 7:38
X-Ray Mind - 5:12
River of Deceit - 5:04
I'm Above - 5:45
Artificial Red - 6:16
Lifeless Dead - 4:29
I Don't Know Anything - 5:01
Long Gone Day - 4:52
November Hotel - 7:08
All Alone - 4:12

Informacje o wykonawcy

Mad Season

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.