Agressiva 69 „Republika 69”
17 Stycznia 2012
Nagrać świetną płytę w dzisiejszych czasach, kiedy wydaje się, że wszystko już wymyślono, a każdy pomysł dostatecznie wyeksploatowano, to sprawa niełatwa. Tym bardziej, nagranie albumu z coverami zwykle staje się strzałem w stopę, w szczególności, gdy dany album cechuje monotematyczność, tj. ogranicza się do twórczości jednego zespołu. Kilka lat temu death metalowcy z Six Feet Under, pod wodzą ex-growlera Cannibal Corpse, nagrali własną wersję kanonicznego albumu "Back In Black". Niewątpliwie muzycy, którzy są wielkimi fanami braci Young, czerpali z tego niesamowitą frajdę, to jednak album spotkał się z chłodnym przyjęciem słuchaczy. W owej recenzji będzie jednak mowa o muzyce nieco ambitniejszej niż uwielbiane przeze mnie AC/DC.
Pod koniec minionego roku krakowska Agressiva 69 wypuściła na rynek okolicznościowy album z przeróbkami utworów nieistniejącego już zespołu-legendy. Okazja ku temu idealna, gdyż premiera płyty zbiegła się w czasie z dziesiątą rocznicą przedwczesnego odejścia lidera Republiki - wspaniałego muzyka, tekściarza, obdarzonego niebywałą wrażliwością wokalisty, jakim bez wątpienia był śp. Grzegorz Ciechowski. Nie jest to pierwszy kontakt krakowian z twórczością legendarnej grupy - panowie sięgali w swojej przeszłości po ich utwory. Nie dziwi więc fakt, że porwali się na nagranie długogrającej płyty poświęconej Republice, ale czy aby czasem nie porwali się z motyką na słońce?
"Republika 69" składa się z dziesięciu utworów, które tworzą swoisty "the best of". Są tu utwory głównie znane z wczesnych dokonań zespołu ("Kombinat", "Biała Flaga", "Telefony" czy wykonany również na pierwszej płycie Obywatela G.C. - "Tak długo czekam (Ciało)", ale i pojawia się rodzynek nieco późniejszy, czyli "Przeklinam cię za to" z płyty "Siódma pieczęć", a także ciekawostka, niepublikowany dotychczas utwór "Pornografia". Brakuje mi w trackliście kilku sztandarowych pozycji, lecz nie zamierzam wybrzydzać, gdyż Torunianie stworzyli w swojej historii tak wiele genialnych utworów, że starczyłoby na obdzielenie kilka krążków. Należy dodać, iż w nagraniach wziął udział Zbigniew Krzywański, uważany za prawą rękę Grzegorza Ciechowskiego, toteż gitarzysta z pewnością czuwał, aby należycie podejść do muzycznej spuścizny zmarłego przed dekadą lidera, i przesadnie jej nie sprofanować, do czego na szczęście nie doszło.
Nie da się ukryć, że muzycy podeszli do twórczości śp. Grzegorza Ciechowskiego i spółki z szacunkiem, choć obawiałem się, że twórczość nowofalowego zespołu święcącego triumfy w latach osiemdziesiątych nie wypadnie korzystnie w wykonaniu muzyków uprawiających rock industrialny. Jak się okazało, zdehumanizowana elektronika, nisko strojone gitary i melodeklamujący, pozornie pozbawiony emocji wokal - doskonale wpasowały się w kompozycje, które niegdyś zachwycały swoim nowatorstwem, niepowtarzalnością, a także pełnym ekspresji śpiewem późniejszego Obywatela G.C., któremu uroku dodawała niewielka, drobniuteńka (z pewnością nie tak wyrazista jak u Muńka Staszczyka) wada wymowy oraz specyficzny sposób frazowania i sylabizowania rewelacyjnych tekstów własnego autorstwa. Niejeden dzisiejszy czterdziesto-pięćdziesięciolatek nosił swego czasu grzywkę "na Ciechowskiego".
Nie o to wszak chodzi, aby podrabiać, lecz by podejść do twórczości Republiki "po swojemu". Choć na tej płycie znajdują się wyłącznie covery, w dodatku mocno przesiąknięte stylistyką Agressivy 69, to nie ukrywam, iż zachowują ducha pierwowzoru. W większości przypadków rozwiązania aranżacyjne, jak i eksperymenty brzmieniowe sprawdzają się doskonale, czy to ciężkie, dynamiczne gitary w "Kombinacie" oraz "Telefonach", fantastyczna solówka na saksofonie w "Mojej Krwi", złowieszczo brzmiące "Przeklinam cię za to" lub naszpikowane industrialnymi loopami "Tak długo czekam (Ciało)", które, choć w nowej interpretacji wypadło świetnie, gubi gdzieś naszpikowany zniecierpliwieniem podmiotu lirycznego erotyzm pierwowzoru na rzecz zlodowaciałego ponuractwa, które wypadło w tym kontekście nad wyraz przekonywająco.
Moim zdecydowanym faworytem jest "Na barykadach walka trwa" wykonany o wiele szybciej niż oryginał, co przyniosło doskonałe rezultaty, spotęgowane świetnie brzmiącym, przepuszczonym przez efekty śpiewem Tomasza Grocholi. To chyba jedyny przypadek na płycie, gdzie przeróbka podoba mi się minimalnie bardziej niż pierwowzór. Nie do końca przekonuje natomiast "Arktyka", ponieważ oryginał to czołówka moich faworytów, i nowa wersja stanowi dość ciężki orzech do zgryzienia, mimo że doceniam w niej wszelakie elektroniczne smaczki aranżacyjne, to jednak drażni mnie leniwe, jednomiarowe tempo i monotonny wokal.
Nagrywanie płyt z coverami to ryzyko, na jakie nie każdy może sobie pozwolić, lecz jak mówi mądra maksyma: "kto nie ryzykuje, ten nie je". Trzeba mieć niewątpliwie pomysł i wizję, aby brać na warsztat kompozycje kapeli tak ważnej dla polskiej sceny rockowej, jaką była Republika. Z okazji dziesiątej rocznicy śmierci Grzegorza z Ciechowa oddano hołd niesamowitemu twórcy, i to, czy zabieg ten się powiódł - jest tematem do dyskusji, podlegającym wyłącznie subiektywnym odczuciom. W moim odczuciu powiódł się, a przecież zmierzenie się z takimi utworami jak "Biała Flaga", "Kombinat" czy "Moja Krew" podnosi każdemu śmiałkowi poprzeczkę na bardzo duże, podniebne wręcz wysokości. Agressivie 69 udało się do tej poprzeczki doskoczyć, lecz jej nie przeskoczyli, co było do przewidzenia, choć historia zna bardzo nieliczne przypadki przeróbek doskonalszych niż oryginały. Z pewnością coverowanie dokonań nieistniejących zespołów przysługuje się pielęgnowaniu pamięci o ich twórczości i przekazywaniu jej młodszym pokoleniom, zbuntowanym wobec globalnej sławy Lady Gagi, Justina Biebera, e tutti quanti. Jeżeli jakiś młody człowiek, zwolennik mocniejszego uderzenia, sięgnąwszy po tę płytę, zainteresuje się twórczością Republiki, to już sam ten fakt będzie można poczytać za niebywały sukces.
Kamil Pietrzyk


Agressiva 69
Aktualności


Komentarze