Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »
Redakcja poleca:


Black Label Society „The Blessed Hellride”

The Blessed Hellride to czwarta studyjna płyta Black Label Society. Zespołu w którym na czele stoi legendarny gitarzysta Zak. Wylde. Co więcej, podczas produkcji tego albumu poszedł krok dalej - samemu odwalił całą robotę zespołu, bowiem w nielicznym gronie instrumentalistów "użytych" do produkcji krążka, poza samym Zakkiem, znalazł się tylko Craig Nunenmacher (perkusista). Co zatem wyszło Zakkowi zamiast zespołowego albumu? Zobaczcie sami.

Stoned And Drunk otwiera przed nami tajemniczy dźwiękowy tunel, wszechogarniający narastający niepokój unosi przygotowuje nas do szybkiej, konkretnej "miazgi", trochę niezręcznie połączonej ze wstępem. Utwór surowy, szalony, lecz, jakby bez pomysłu.

Taki jest wstęp do śmiertelnej, motocyklowej przygody z The Blessed Hellride, płyty którą w całości można określić tymi właśnie trzema słowami. Surowa, szalona... bez pomysłu.

Minęło 5 minut, pierwsza lekcja grzmotu wg profesora Wylde'a za nami. Black Label Society wita nas dość klasycznie. Bo czego, jak nie kolejnej młućki o alkoholowych libacjach, można było się spodziewać na wstępie. To ani źle, ani dobrze. Po prostu normalnie.

Cisza w klasie, czas na lekcję drugą. Temat prowokacja.

Doomsday Jezus, postrzegany jest przeze mnie jako jeden z najlepszych kawałków w albumie. Mocne wejście, połączone z genialną zagrywką w refrenie. To prawdziwie pole do popisu dla iście Osbournowskiej barwy głosu Zakka. Samym riffem muzyk także wyraźnie nawiązuje do twórczości Ozzy'ego.

Gotowi na dalsze lekcje? Zapiszcie w zeszytach: Jak zrobić hit(?)

Ano po prostu, nagrać jednego małego Stillborna na płycie. Słuchając tego utworu trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z (jakże odważną) kopią Zeppelinowskiego Imigrant Song. Pulsująca gitara w tle, ten "zjazd" w okrzyku... Tak kojarząca się kompozycja niemal od momentu nagrania obrasta w swojego rodzaju hitową moc. Dzięki temu zainteresuje się nim niejedna rozgłośnia radiowa... MTV itd. Czy wspomniałem o gościu? Bo do hitu najlepiej takowego zaprosić. I dobrze by było, żeby był sławny. Weźmy na przykład takiego Ozzy'ego Osbourne'a. Chyba powinien wystarczyć. Dzięki jego wstawce wokalnej podczas refrenu Stillborn jeszcze bardziej zyskał na sile. Mimo wszystko jednak, mimo wszelkich starań, hit pozostanie tylko hitem. Tak samo na tej płycie, jak i na tysiącu innych. To po prostu niewypał.

Lekcja czwarta: wgniatanie w fotel.

Suffering Overdue. Tutaj potęga gitary wylde'a nie ma sobie równych. Ten numer to doskonałe połączenie miażdżącej metalowej mocy, i skocznego, rock'n'rollowego kopniaka. Oczywiście całość zwieńczona niecodzienną solówką, doskonale zgrywającą się z melodyką tła. Bezkompromisowy, nie pozostawia żadnych wątpliwości, to zdecydowanie najlepszy utwór na płycie.

Niestety jednak, nie da się powiedzieć tyle dobrego o utworze tytułowym, oraz kilku kolejnych... Zarówno The Blessed Helride jak i Funreal Bell, przyprawiły mnie o rozczarowanie. Zamiast mocnej, nokautującej dawki energii, jakiej spodziewałem się w utworze tytułowym, usłyszałem nudną monotonną balladę, której linia melodyczna nijak ma się do ostrej, metalowej otoczki albumu. To mnie ubodło. Do tego Funreal Bell - Wszak trudno nazwać arcydziełem obfitą sieczkę na jednym dźwięku. To taki, płytowy wypełniacz. Ot tak, żeby na płycie było 11 nagrań, a nie 10. Co prawda kawałek ratuje się trochę podczas refrenu, lecz bardzo ciężko jest powiedzieć o nim choćby "mierny".

Final Solution, zaprezentowany w albumie jako zwieńczenie wszystkich nagrań, opiera się na podobnej konstrukcji co Funreal Bell. No i rzecz jasna pozostawia po sobie podobne wrażenia. Ryczące gitary, w połączeniu z "blaszanymi" odgłosami w tle, dają nam serie iście... byle-jakich-oby-mocnych uderzeń. Nigdy nie odsłuchiwałem tego utworu z przyjemnością.

Reputacja płyty zostaje podreperowana w Destruction Overdrive. I chwała Bogu, bo przecież przed nami jeszcze 4 utwory. Z trudem przyszłobym to starcie, w stanie w którym pozostawiły mnie poprzednie trzy kawałki. Destrusction Jest porywający, szybki, zmyślny, mimo, iż cały czas pozostawia wiele do zyczenia. Oczywiście najlepszym punktem utworu jest solówka. Cóż, przynajmniej honor albumu został uratowany.

Nadszedł czas Blackend Waters, jedną z najlepszych ballad w wykonaniu Black Label Society. To naprawdę przepiękne nagranie. Na pochwałę zasługuje niecodzienny, psychodeliczny tekst i rdzenna, metalowa solówka - krótka acz efektowna. Obowiązkowy "narastający klimat" z eksplozją przy końcu, zaś rozwiązaniem staje się nagłe "urwanie taśmy". Blackend Waters... po prostu się kończy.

Następuje kolejny hymn, We Live No More. Co prawda to już nie ballada, ale nie ma tu też śladu bezlitosnego "nawalania". To melodyjny rockowy przebój, z porywającym klasycznym riffem, i górnolotnym tekstem. Zawsze z chęcią do niego wracam. Bo jest po co. O dziwo, w bitwie o "miss hit płyty", We Live No More sprawdziłby się o wiele lepiej niż Stillborn. To jeden z tych kawałków, które powinny odśpiewywać całe stadiony.

Jako ostatni utwór na albumie, usłyszymy kolejną przepiękną balladę, Dead Meadow, z pięknymi zagrywkami Zakka na pianinie... To tyle, co przygotował dla was najtwardszy z brodatych rock'n'rollowców w Ameryce - Zakk Wylde.

Na zakończenie, warto wspomnieć jeszcze o czymś, czego nie da się nie zauważyć, przy zakupie The Blessed Hellride - oprawa graficzna. Rzadko kiedy zdarza się oglądać tak szczegółowo dopracowany album. Ten zaś egzemplarz, ze swoją oprawą graficzną, śmiało może stanąć w jednym szeregu obok takich majstersztyków jak Death By Sexy (Eagles Of Death Metal), czy Wish You Were Here (Pink Floryd). Oczywiście przyrównuję te płyty do siebie, tylko pod względem opracowania.

Co zaś tyczy się muzyki, Black Label Society zasługuje na coś o wiele lepszego niż The Blessed Hellride. Pytanie tylko, kiedy się wreszcie doczekamy?

Konstanty Chodkowski

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3.5/5
Twoja ocena płyty:
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
22.4.2003

Wydawca:
Spitfire Records

Lista utworów:

Stoned and Drunk – 5:02
Doomsday Jesus – 3:30
Stillborn – 3:15
The Blessed Hellride – 4:32
Funeral Bell – 4:41
Final Solution – 4:04
Destruction Overdrive – 3:01
Blackened Waters – 3:56
We Live No More – 4:02
Dead Meadow – 4:30
F.U.N. (utwór dodatkowy na japońskiej wersji albumu) - 2:58

Informacje o wykonawcy

Black Label Society

Copyright © Rock Magazyn 2001-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.