Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Gojira „L'enfant Sauvage”

5 Października 2012

I oto francuska bestia swoimi niszczącymi tąpnięciami i donośnym rykiem ponownie pustoszy bębenki słuchowe słuchaczy najnowszym albumem nazwanym z francuska (a więc w języku ojczystym muzyków) - "L'enfant Sauvage", co na język przywiślański można tłumaczyć jako "Dzikie dziecko". Od wydania wspaniałego albumu "From Mars To Sirius" Gojira konsekwentnie zdobywa coraz mocniejszą pozycję i uznanie w metalowym światku. Nowy album jeśli nie pomoże Francuzom wzbić się jeszcze wyżej, to na pewno pozwoli utrzymać dotychczasowy szacunek w środowisku metalowym, gdyż muzycy nawet nie próbowali radykalnie redefiniować swojego stylu, tako więc malkontenci, którzy przy każdej nowej płycie chcą rewolucji stylistycznych i przełomów - mogą się z lekka rozczarować. Natomiast ci, którzy akceptują charakterystyczny styl Gojiry, będą nowym albumem zachwyceni.

Jest to materiał do bólu w stylu poprzednich płyt zespołu. Dla mnie jest to zaletą, ponieważ wszystkie elementy, z jakich słynie Gojira, czyli świdrujące, szarpane riffy ("Explosia", "The Axe", "Liquid Fire" czy "L'enfant Sauvage"), ozdobniki (ślizganie kostką po gryfie, flażolety - "Pain Is A Master"), groove, zabawy z rytmem, rozkrzyczany, a niekiedy growlowany w duchu Davida Vincenta z najlepszego okresu Morbid Angel (cztery pierwsze albumy) wokal (świetne przeplatanie tych dwóch rodzajów śpiewania w najlepszym na płycie, niezwykle masywnym "The Fall"), inteligentne teksty, okazyjne blasty ("Planned Obolescence"), uwypklony bass (pięknie wysunięty na czoło w przerywniku "The Wild Healer")- to wszystko jest na swoim miejscu. Te wszystkie elementy stanowią o tożsamości zespołu i o jego niewątpliwej charakterystyczności, więc trudno też oczekiwać od muzyków, którzy ewidentnie wypracował swój niepodrabialny styl, kolejnych przełomów i rewolucji stylistycznych.

Bracia Duplantier na najnowszym albumie uraczyli słuchaczy jedenastoma utworami (w tym krótkim przerywnikiem). Konsekwentnie utrzymują kierunek obrany już przy debiucie, są wierni swojemu stylowi, i jak w przypadku każdego zespołu wyróżniającego się z tłumu, można domniewywać, czy aby czasem muzycy się nie wyeksploatowali, a bestia zjadłszy i spustoszywszy wszystko wokół - nie zaczęła raczyć się swoim ogonem. To prawda, że w czasie słuchania albumu, poszczególne riffy, motywy, wokale mogą kojarzyć się z poprzednimi albumami. Można wymienić szereg takich przypadków, co tylko utwierdza w przekonaniu, że Francuzi są dumni ze swojego stylu i zamiast na gwałt go zmieniać, wolą go pielęgnować, a pielęgnują go naprawdę starannie.

Z Gojirą jest tak, że ta muzyka potrzebuje od kilku do kilkunastu podejść, aby zyskać uznanie słuchacza, a w szczególności, jeśli "L'enfant Sauvage" jest pierwszym spotkaniem z twórczością zespołu. Słuchacze doskonale osłuchani z poprzednimi albumami też będą mieli pod górkę. Na tym polega fenomen Gojiry, iż pomimo utrzymywania swojego stylu i nie wychodzenia daleko poza jego granicę, nagrywa albumy wymagające i ambitne, nie epatującą banalną melodyjności, przelukrowanymi refrenami czy powciskanymi na siłę przebojowymi solówkami. Nie chcę również, abyście, drodzy Czytelnicy, myśleli po przeczytaniu tej recenzji, iż płyta jest odtwórcza i wyłącznie powiela ograne schematy. Otóż nie. Pojawiają się zaskakujące elementy jak najbardziej, smaczki poukrywane głębiej, skryte gdzieś w tle, których trzeba się dosłuchać.

Eksperymentalny charakter ma "Born In Winter", który poraża zimowym chłodem oraz bardzo klimatycznym, melodeklamowanym wokalem Josepha Duplantiera, który mniej więcej w połowie utworu przechodzi do typowego dla siebie krzyku. Miłe wrażenie pozostawiają po sobie klimatyczne wstawki jak pojawiająca się ni stąd, ni z owąd, mocno kontrastująca z blastami urocza końcówka "Planned Obolescence" czy hiponotyzujące zwieńczenie "Mouth Of Kala". Do najjaśniejszych momentów na płycie należy z pewnością "The Gift Of Guilt", którego początek brzmi wręcz bliźniaczo z fantastycznym utworem "Global Warming" z "From Mars to Sirius", a utwór jako całość powala wspaniałymi zagrywkami gitarowymi i perkusyjnymi do jakich zespół zdążył był przez lata przyzwyczaić. Jeśli chodzi o autocytaty, to również nie sposób nie wspomnieć o utworze "Pain Is A Master", którego początek do złudzenia przypomina wspaniałe "Flying Whales" z "Marsa i Syriusza", aby następnie przerodzić się we wspaniałą wariację na temat rewelacyjnego "Esoteric Surgery" z poprzedniej płyty.

Jeśli miałbym jednoznacznie stwierdzić, czy warto po tę płytę sięgnać, to odpowiedź zabrzmi jak najbardziej twierdząco. Choć najnowsze dokonanie Gojiry nie przeskakuje dwóch rewelacyjnych poprzedniczek ("From Mars to Sirius" i "The Way Of All Flesh"), to jest to nadal kawał świetnej muzyki, muzyki którą coraz mocniej uwielbia się z każdym kolejnym przesłuchaniem. Ja po wielokrotnym przesłuchaniu tego materiału jestem "Dzikim dzieckiem" coraz bardziej zachwycony i coraz bardziej nim zauroczony (bez zbędnych podtekstów i poprawności politycznej proszę). Do rozkochania mojego metalowego serca jednak nieco zabrakło, ale kto wie, czy to nie przyjdzie z czasem?

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 3/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
3/5 (1)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
26.6.2012

Wydawca:
Roadrunner Records

Lista utworów:

Explosia - 6:39
L'Enfant Sauvage - 4:17
The Axe - 4:34
Liquid Fire - 4:17
The Wild Healer (instrumental) - 1:48
Planned Obsolescence - 4:39
Mouth of Kala - 5:51
The Gift of Guilt - 5:56
Pain is a Master - 5:07
Born in Winter - 3:51
The Fall - 5:25

Informacje o wykonawcy

Gojira

Inne recenzje płyt wykonawcy

Gojira - Magma
Gojira „Magma&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kamil Pietrzyk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.