Blur „13”
A więc to jednak prawda... Obiecywali, że nie wrócą już do poprzedniej (według nich mniej ambitnej) stylistyki i słowa dotrzymali! Wiem jednak, że nie jestem jedyną osobą, która nie skacze z tego powodu z radości. Bo niby płyta nie jest zła wręcz przeciwnie, jest ciekawa i elektryzująca ale zespół przestał już zupełnie być czymś unikalnym i na swój sposób fenomenalnym. Albarn pisze inne teksty, muzyka też w ogóle nie przypomina tej z pierwszych czterech płyt. Ten Blur to jeden z wielu dziś poszukujących i eksperymentujących zespołów rockowych a nie tamta grupa pisząca bardzo interesujące, nie pozbawione uroku piosenki, w których rzeczywistość opisywana była w bardzo oryginalny i nieszablonowy sposób. Można to potraktować jako zarzut lub też znak otwierania się Blur na nowe nie odkryte przez nich dotychczas muzyczne lądy. Ocena zależy od słuchacza...
Na ''13" jest jeszcze mniej chwytliwych momentów niż na ostatnim i tak mało przebojowym, piątym albumie. Niektóre utwory sprawiają wręcz wrażenie anty-komercyjnych hymnów (Battle, Mellow Song, Caramel). Lekko schizofreniczny sposób interpretacji, mało przystępne, nieco monotonne brzmienie poszczególnych instrumentów, strasznie dużo eksperymentowania i to ogromnie wyczuwalne znudzenie ładnymi piosenkami... Większość numerów jest tu bardzo długich. Czasami ciągną się one jakby w nieskończoność. Mamy tu trochę niegrzecznego punku (Bugman, B.L.U.R.E.M.I). W tym pierwszym pobrzmiewają echa The Sex Pistols. Poszaleli tam trochę chłopcy z tą solówką, która brzmi momentami jakby Graham Coxon bawił się wiertarką, a nie grał na gitarze. Jest też gospelowo-folkowa pieśń Tender. Kto by pomyślał, że to właśnie Blur nagra coś takiego. Chociaż jeśli by się uprzeć to właśnie Tender i może jeszcze Coffe & TV są fragmentami bardziej przejrzystymi i może nawet lekko przebojowymi. Ale to wyjątki i to też nie pozbawione tych wszystkich szalonych, rozedrganych dźwięków. Jeżeli chodzi o stronę bardziej liryczną to zdecydowanie polecam No Distance Left To Run, rzecz o zakończonym związku Albarna z wokalistką Elastici Justine Frishmann. Ile w tym jest romantyzmu i jakiejś szczególnej melancholii. Jedynym elementem, który łączy tę płytę z poprzednimi jest utwór ostatni. Rolę jaką na przykład na Parklife miał Lot 105, spełnia tutaj Optigan 1. Oni zawsze lubili takie lekko przygłupie lecz zabawne melodyjki. Tak to fakt z dobrym poczuciem humoru nigdy nie mieli problemu...
Ta płyta może porywać. Odwalili naprawdę dużo dobrej roboty. Czasami może trochę za bardzo odjeżdżają i wtedy trochę nużą lecz w przypadku ''13'' jest to rzadkość. Obawiam się tylko, że stoją na trochę za cienkiej linie, która wkrótce może pęknąć. Zobaczymy jak będzie. Na razie są powody do zadowolenia.
Marcin ''Parklife'' Nowicki


Blur

Aktualności


Komentarze