Comset „Comset”
O pochodzeniu nazwy zespołu nie wiadomo zbyt wiele. Raptem to, że ciągnęła się za nimi od początku, oraz, że wymyślił ją pewien przyjaciel zespołu. Zaś samo słowo Comset, przez niektórych jest rozumiane jako trzyosobowa, prog-rockowa kapela z Warszawy?
Ich historia sięga zimy 1998 roku, kiedy to powstało trio: Ariel Mazur (gitara basowa), Wojtek Trzpiel (perkusja), i Michał Wojciechoski (gitara), a po mniej więcej roku dołączył do nich Michał Rokiciński (gitara). Zaczynali od grania coverów, aby wypracować sobie własny styl. W międzyczasie z zespołu odszedł Ariel Mazur i zespół, znów jako trio, nagrał płytkę demo.
Składają się na nią 3 utwory, w sumie niecałe 28 minut muzyki, która stricte prog-rockiem nie jest, ale słucha się jej miło. Czego się dosłuchałem w muzyce Comset - oj, jest tego trochę - począwszy od Dream Theater, poprzez przebłyski Rush, Anekdoten, Pink Floyd, do Pendragon, a nawet Wishbone Ash. Mieszając to, a także inne muzyczne korzenie, Comset wypracował sobie indywidualne i przyjemne dla ucha brzmienie. Muzycznie i kompozycyjnie, płyta stoi na jednolitym i dobrym poziomie, aczkolwiek zespołowi nie udało się uniknąć kilku błędów. Pierwszym z nich jest bardzo jednostajna gra perkusisty. Najgorzej jest w pierwszym utworze, on tam raptem raz robi krótkie przejście, aby za chwilę poprzedniego tak wrócić do poprzedniego rytmu. W następnych utworach jest lepiej, pojawiają się zmiany, aczkolwiek nie są tak częste, jakby to było konieczne, zważywszy na długość utworów. Plus dla Implozji, bo tam tych zmian rytmu jest najwięcej.
Drugą bolączką tych kompozycji jest brak pasaży gitarowych. W Camera Obscura (ponad 9 minut) naliczyłem cały jeden, króciutki pasaż, a przydałoby się więcej. Generalnie mało jest zmian brzmień gitary prowadzącej. Owszem, pojawiają się od czasu do czasu, ale przydałoby się więcej takich "wymian", co ubarwiłoby kompozycje.
Brak tym kompozycjom mocnego, indywidualnego charakteru, przez co mogą one "przelatywać" przez słuchacza, nie pozwalając mu się skupić na słuchaniu. Taki charakter nadałoby utworom więcej indywidualnych popisów (nie tylko i wyłącznie gitarowych, niech inne instrumenty się też wypowiedzą). Pomogłoby też zastosowanie połamanych rytmów perkusyjnych, częstszych przejść (np. takich jak w Horyzoncie Piasku - czas 5:45), czy psychodelicznych smaczków, jak klawisze a?la wczesny Wakeman w Implozji.
Warsztat muzyków Comset jest poprawny - grają z dobrym wyczuciem, gitarzyści mają spore umiejętności. O perkusiście nie można powiedzieć zbyt wiele, bo też nie ma on dużo możliwości, aby się w pełni wykazać. Muzyka jest zdominowana przez gitarzystę prowadzącego, więc siłą rzeczy on decyduje o wrażeniach dotyczących umiejętności muzyków.
Demo zespołu Comset pozostawia dobre wrażenie, chociaż, jak mówiłem, płyta może "przelatywać" przez mniej uważnych słuchaczy. Pojawiają się tam charakterystyczne dla prog-rocka zapętlenia i powracające motywy przewodnie, zgrabnie wkomponowane w utwory. Największą wadą tej płyty jest brak indywidualnego charakteru, co martwi tym bardziej, że zespół gra razem od ponad 6 lat, więc powinien nauczyć się nadawać swoim kompozycjom indywidualizm.
Płyta traci też sporo przez kiepską produkcję - za mało słychać basu, perkusja brzmi jakby została zgrana do kiepskiej jakości mp3 i w takiej postaci przeniesiona na płytę. Ale generalne wrażenia ze słuchania są jak pozytywne.
Michał Błaszczyk


Aktualności


Komentarze