Creed „Weathered”
No i stało się tak, jak przypuszczano. Trzeci album Amerykanów od razu wskoczył na pierwsze miejsce albumów Billboardu i już od miesiąca okupuje szczyt listy. Czy zasłużenie? Po części tak. To naprawdę dobry krążek, potwierdzający klasę zespołu oraz - co niezmiernie cieszy - spore zainteresowanie słuchaczy ciężkim graniem. Muzyka Creed to taka klasyczna odmiana metalu, z grunge'owymi naleciałościami. Tu nie ma miejsca na jakieś rapowanie czy techno-logiczne wydziwianie. Po prostu chłopaki zdrowo dają czadu. Czasem jest on dużo ostrzejszy od wcześniejszych propozycji (Bullets, Signs), lecz znacznie częściej jest zbieżny z tym, do czego Creed zdążył nas już przyzwyczaić.
Odstępstwami od normy miło zaskakują takie utwory jak: Freedom Fighter (coś między Toolem a Metallicą), Lullabye (tylko wokal i gitara), a przede wszystkim najdłuższy na płycie, niezwykle klimatyczny utwór Who's Got My Back?. Rozpoczyna go indiańska modlitwa, po wybrzmieniu której otaczają nas na pozór spokojne dźwięki, te zaś z czasem nabierają mocy i tempa. Zaiste nieziemskie to nagranie. Znajdziemy też na tym albumie parę kawałków, które od biedy można uznać za metalowe ballady. Najlepszą z nich jest chyba utwór tytułowy oraz One Last Breath przywołujący skojarzenia z Black Hole Sun grupy Soundgarden
Andrzej ''Szczepek'' Szczepkowski


Creed

Aktualności


Komentarze