Deep Purple „Perfect Strangers”
Muzycy spotkali się w kwietniu 1984 roku, w Greenwich, w stanie Connecticut. Na spotkaniu obecny był również producent Bruce Payne. Wstępne rozmowy zakończyły się pomyślnie i pewnym stało się, że Deep Purple wyda płytę w najsilniejszym składzie.
Muzycy na siedzibę nagrań wybrali dworek Bass Lodge w mieścinie o nazwie Stowe, w stanie Vermont jednak po niedługim czasie władze miasta Stowe zabroniły nagrywania w Bass Lodge ze względu na chałas. Cała ekipa zmuszona była przenieść się do posiadłości Horizons niedaleko Stowe. Na początku lipca rozpoczęły się wreszcie nagrania.
Praca trwała do 26 sierpnia, a atmosfera towarzysząca komponowaniu zdaniem wszystkich była wspaniała. Płyta ukazała się 29 października, a materiał na niej zawarty zwalił fanów z nóg. Mimo sceptycyzmu wielu osób i zdań, że atmosfera w studiu nie koniecznie musi mieć przełożenie na jakość, krążek okazał się wielkim sukcesem.
Płytę otwiera Knocking at your backdoor, świetnie zagrany prosty utwór, z nieskomplikowanym tekstem. Wersja znajdująca się na płycie jest bardzo dobra, ale tym którzy kolekcjonują rzadkie nagrania grupy radzę poszukać tego nagrania w interpretacji Joe Satriani'ego. Na wyróżnienie zasłużył też utwór Nobody's home. Cięższy od Knocking... i to jego zaleta. Kompozycja Perfect Strangers to absolutny numer jeden tego wydawnictwa. Opis jest chyba zbędny bo każdy fan zna ten tytuł. Blackmore twierdzi, że riff do tej piosenki nosił od kilku lat ale nigdzie mu nie pasował.
Gypsy's kiss jest najszybszy na płycie. W tym momencie aż chce się krzyknąć - Rainbow! Bo nie da się ukryć, że wszystkie zagrywki wykożystane w tym utworze to typowo tęczowe granie. Brzmienie jest świetne (jak wszystkie płyty Rainbow). No i jeszcze ballada Wastet sunsets, w której dominuje gitara Richiego na przemian z głosem Iana. Po latach Roger Glover spełniający rolę producenta wyznał, że nie jest zadowolony z tego nagrania. Twierdził, że jest niedopracowane. Hmmm... , jak niedopracowany utwór tak brzmi to aż strach pomyśleć jak świetnie by to wyglądało gdyby został oszlifowany.
No i to właściwie tyle. Kto nie zna tego krążka nie może mówić chyba, że jest fanem Purple. Wiele osób uważa tą płytę za najlepszą w dorobku grupy. O ile w In rock udało się muzykom wyprodukować surowy hałaśliwy hard rock (to oczywiście wielka zaleta tej płyty), to tutaj mamy zbiór bardzo dokładnie dopracowanych i bogatych brzmieniowo nagrań tworzących potężną, różnorodną ścianę dźwięku. Ta płyta to poprostu klasyka hard rocka.
"Deadrat"


Deep Purple
(4.5)

Aktualności


Komentarze