Delate „Delate”
Patrząc na dotychczasowy dorobek artystyczny muzyków Delate, można było się spodziewać albumu w pełni progresywnego. Jednak ta nowa formacja , choć w pewnym stopniu jest zbliżona do dorobku Annalist (poprzedniego projektu członków zespołu), to różnic jest zbyt wiele, aby można było mówić o kontynuacji działalności pod zmienionym szyldem.
Obok wspomnianej progresywnej nutki, na "Delate" pojawia się sporo elektroniki i fascynacji brit-popem. Dzięki wybornej produkcji, wszystkie te elementy brzmią bardzo spójnie. Jako aspekt wyróżniający zespół, należałoby wskazać podwajane linie wokalne (Robert Srzednicki, Artur Szolc). I choć w muzyce rockowej nie jest to żadne novum, to na "Delate" brzmi świeżo i sympatycznie.
Dobre aranżacje i wyważanie poszczególnych elementów (co ważne - prawie zawsze elektroniki) sprawia, że nic nie przysłania melodyjności i przebojowości wielu kompozycji (że wymienię tylko "Jutro" i równie udane "Miasto") Słuchając takich numerów, jak "Na pewno nie ty", trudno uwierzyć, że zespół to jedynie trio. Ale sami muzycy przyznają, że bez pomocy dodatkowych instrumentalistów nie byliby wstanie wykonać tej muzyki na żywo. Dlatego na koncerty Delate póki co nie ma co liczyć.
I choć czasem muzyka ta zbliża się dość niebezpiecznie do granicy monotonii, to jednak jej nie przekracza, pozostając na docelowym tranowym obszarze. Nie mniej jednak chciałoby się słyszeć niektóre kompozycje ("Zamknięty świat") w wersji nieco bardziej urozmaiconej. Ta specyficzna konwencja, aby mogła się obronić, musi być niezwykle dopracowana . Dlatego dobrze się stało, że muzycy Delate nie spieszyli się i (co prawda z przerwami) pracowali aż 2 lata nad tym albumem. To słychać. Co więcej - przez ten czas nagromadziło się w ich głowach wiele świetnych melodii, które bardzo dojrzale wykorzystali we wszystkich kompozycjach.
Wadą wybranego przez Detale trybu pracy jest to, ze kompozycje te pozbawione są rockowej energii i spontaniczności. Jednak w tej stylistyce nie jest to zbrodnią - chyba, że przesada z kombinowanym brzmieniem i elektroniką, jest tak wielka, jak w "Śmierci jasnowidza" i "Utracie kontroli". Ale finish płyty jest już zawodowy - "Ukryte miejsca" - z doskonałym klimatem. A dopełnieniem intrygującej, przyjemnej i dobrej, choć nie powalającej na kolana warstwy dźwiękowej, są więcej niż przyzwoite teksty i bardzo gustowna oprawa graficzna.
Bartłomiej "Eternus" Biga


Delate
Aktualności


Komentarze