Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Virgin Snatch „We Serve No One”

24 Marca 2014

Jeden z najciekawszych polskich zespołów metalowych ostatnich lat, czyli krakowski Virgin Snatch powraca po sześciu latach fonograficznego milczenia. Z pewnością potrzebna była dłuższa przerwa na oddech po trzech, nagranych w niedużych odstępstwach czasu znakomitych: "Art Of Lying", "In The Name Of Blood" i "Act of Grace". Na tych płytach wykrystalizował się styl zespołu oparty na szybkich thrashowych riffach, melodyjnych i technicznie połamanych solówkach, politycznych, kontestatorskich tekstach i sposobie ich interpretacji. Łukasz "Zielony" Zieliński to jeden z najlepszych metalowych głosów w Polsce, o czym świadczy fakt, że linie wokalne utworów krakowian są niezwykle zróżnicowane. Zielony z pomysłem używa kontrastujących ze sobą środków wyrazu jak growling i czysty śpiew, dzięki czemu często pojawiają się porównania do Testamentu z czasów ich najlepszych dokonań, ocierających się o death metal albumów "Demonic" i "The Gathering".

Nowy album "We Serve No One" (robocza nazwa zapowiadana w wywiadach, brzmiała: "Let's Play By The Rulez") przynosi też istotną zmianę personalną w składzie zespołu. Grający przez 9 lat, znany ze Sceptic czy Dies Irae, Jacek Hiro zdecydował się opuścić zespół. Na jego miejsce przyszedł Paweł Pasek, który równolegle szarpie basowe struny w Decapitated. Za partie gitary basowej na "We Serve No One" ponownie odpowiada znany ze stoner metalowego Corruption - Piotr "Anioł" Wącisz, który także ostatnio musiał uporać się ze zmianami personalnymi w swojej kapeli. Należy dodać, że przyciągającą oko okładkę, na której można dopatrzeć się tytułów trzech utworów z płyty, stworzył Maciej Kamuda, a za brzmienie po raz kolejny odpowiadają bracia Wiesławscy z białostockiego studia "Hertz".

Syrena alarmowa w krótkim intrze "Coup De Main" przygotowuje słuchaczy na niemiłosierne batożenie dźwiękami, jakie po upłynięciu dziewięćdziesięciu sekund ma nastąpić. Nowe kompozycje Virgin Snatch to inteligentne struktury składające się z szybkich riffów, przeplatanych z ciężkimi, wgniatającymi w ziemię zwolnieniami czy bujającym "groovem". Debiutujący na "We Serve No One" Paweł Pasek tworzy z "Grysikiem" zgrany duet, który co rusz czaruje wyciąganymi z kapelusza riffami, zachwycającymi solówkami wygrywanymi naprzemiennie lub unisono w stylu klasycznych heavy metalowych legend pokroju "Żelaznej Dziewicy" ("Fingerprints", "Escape From Tommorow", "No Justice, No Peace"). Zielony w dalszym stopniu uskutecznia zaczerpnięty od Chucka Billy'ego z Testamentu wzorzec polegający na przeplataniu agresywnego krzyku z czystym śpiewem i głębokim, mocarnym growlingiem. W wieńczącym płytę, przy tym najlepszym na płycie utworze "Devil's Ride" dochodzą do głosu silne inspiracje Warrelem Dane'm z Nevermore, takoż sama kompozycja chyba najmocniej przesiąknięta jest wpływami autorów "The Politics Of Ecstasy" (wyłączając oczywiście growlingi ). Słusznie wybrano tę kompozycję na singiel, gdyż posiada dużą siłę rażenia pogodzoną z melodyjnością. Przyznam również, tytułem dygresji, że po usłyszeniu gościnnego występu Zielińskiego w utworze "Kilka próśb" z nowego albumu Frontside, uważam, że byłoby wspaniale, gdyby coś po polsku w przyszłości Zielony na płycie Virgin Snatch zaśpiewał.

Nowy krążek przez cały czas trwania prezentuje wyrównany poziom, a kolejne utwory są coraz to lepsze. Zwłaszcza ciekawie robi się po instrumentalnym "Answers To Nothing", kiedy to obcujemy z najciekawszymi kompozycjami, czy to z pędzącym na złamanie karku "Under Fire", ciężkim i zarazem niezwykle melodyjnym za sprawą refrenu "Vivie La Hypocrisie!" oraz okraszonym niezwykle melodyjnymi gitarowymi ozdobnikami i fantastycznymi, klimatycznymi solówkami - "Disintegration". Tradycją Virgin Snatch jest także zamieszczanie na płytach ballady, do których zespół ma niewątpliwą smykałkę; warto by wspomnieć świetne "Trust" czy "You-Know-Where". Najnowsza ballada - "Promised Land" uwodzi pięknymi partiami gitary solowej i emocjonalnie zaangażowanym śpiewem Zielonego. Uważam, że jest to najlepsza balladowa kompozycja w historii zespołu, choć akurat w tej kategorii krakowianie ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko.

Po sześciu latach Virgin Snatch powraca z bardzo udanym materiałem, choć może nie tak rewelacyjnym jak "In The Name Of Blood" czy "Art Of Lying". Zapewne zmiany personalne, odejścia, powroty były jedną z głównych przyczyn tak długiego milczenia (jak na częstotliwość premier poprzednich krążków), ale kto wie, czy nie dzięki tej przerwie nowy album jest tak udany? Dopieszczono kompozycje, teksty (inspiracji do nich, wziętych wprost z polskiej rzeczywistości, chyba nigdy Zielonemu nie braknie), linie wokalne, smaczki aranżacyjne, a nowy gitarzysta miał czas, żeby zgrać się z zespołem i pokazać, że nie jest klonem poprzednika. Oby tylko skład nareszcie się ustabilizował, dzięki czemu nie będzie trzeba czekać na następny cios od krakowskich thrash/death metalowców aż sześciu lat, choć jest to niewątpliwie cyfra, którą metalowcy darzą szczególną sympatią.

Kamil Pietrzyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
5.3.2014

Wydawca:
Mystic Production

Lista utworów:

1. Coup de main
2. Sister Revolution
3. Fingerprints
4. Escape from Tomorrow
5. We Serve No One
6. No Justice, No Peace
7. Answers to Nothing
8. Under Fire
9. Promised Land
10. Vive la hypocrisie!
11. Disintegration
12. Devil’s Ride

Informacje o wykonawcy

Virgin Snatch

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.