Depeche Mode „Violator”
Ze służewieckiego toru pamiętam tę czarnowłosą dziewczynę w czarnej sukience, z makijażem spływającym po policzkach okrytą moją skórzaną kurtką z czerwoną róża w ręku. Lało niemiłosiernie wtedy, właściwie to przelewała się przez Warszawę ściana deszczu jeszcze dodatkowo mieląca błotnisty grunt. W glanach chlupotała woda, ubranie przemokło do końca, zlepionych włosów nie dało się zgarnąć z twarzy. Owej dziewczynie drżała dolna warga. A oni grali tam na scenie i lecieli przebój za przebojem, hymn za hymnem, przy fatalnym nagłośnieniu i pomstowaniu, że to zaraz nam chyba płetwy wyrosną. Heh, fajnie mieć wspomnienia z różnych koncertów.
Niby dopiero teraz ta recenzja, 15 lat po wydaniu płyty, ale to nie ze względu na okrągłą datę, znalezienie w szafie z ubraniami pierwszej koszulki z czerwoną warholową różą wybieloną cudownie pewnego dnia przez moją rodzicielkę ? pozdrawiam. Raczej z potrzeby chwili.
Kolejne przesłuchanie i kolejna konstatacja, że tu jest wszystko. Mroczny minimalizm charakterystycznego wyklikanego rytmu w World In My Eyes, synth-popowa psychodelia Sweetest Perfection. Hymnowy elektro-blues Personal Jesus samoczynnie uruchamia skoczno-zabawowe zdolności czysto rockowym riffem. Jest prawdziwy hicior, totalny klasyk w kategorii cyfrowej melancholii Enjoy The Silence zobrazowany kultowym teledyskiem z Gahanem w czerwonym płaszczu i papierowej koronie łażącym po górach. Miejsca nie zabrakło dla przestrzennego Policy Of Truth z pulsującym basowym podkładem i wielowarstwowej alter-dyskoteki Halo. Uspakajają noworomantyczny walc Blue Dress i jazzujący w granicach depeszowej stylistyki snuj Waiting For The Night. A marszowe bębny osnute syntetycznymi smyczkami w Clean nie dość, że dają się wystukać na blacie stolika, to jeszcze pozostawiają słuchacza w euforii naciśnięcia kolejny raz 'repeat'.
Jedna z płyt stulecia. Pozamiatane.
Aleksander "Malkavian" Stępień


Depeche Mode


(3.5)
Aktualności


Komentarze