Alan Wilder z projektem Recoil - Łódź - 20.04.2010
27 Maja 2010
Ostatnimi czasy fani Depeche Mode w Polsce nie mogą chyba narzekać. Fani z Łodzi tym bardziej. Nie tak dawno bowiem, 10 i 11 lutego zespół ten odwiedził nasze miasto i zagrał nie jeden, ale dwa koncerty w Atlas Arenie. Była to dla nas prawdziwa muzyczna uczta i wydawało się, że nie wypada wręcz prosić o więcej. A jednak otrzymaliśmy też coś na deser. Otóż dwa miesiące po tym wydarzeniu, kiedy jeszcze nie do końca wszyscy ochłonęli z nadmiaru wrażeń, do Łodzi przyjechał były członek Depeche Mode - Alan Wilder. Wizyta ta miała ścisły związek z promocją nowego albumu zatytułowanego "Selected" jego solowego projektu Recoil. Specyficzna audio-wizualna prezentacja odbyła się 20 kwietnia w łódzkim klubie Wytwórnia.
Alan i Robert
Bilety rozeszły się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Łatwo zresztą domyślić się, kto je nabył. Spośród 1200 ludzi, którzy pojawili się tego dnia na evencie, większość stanowili fani Depeche Mode. Bo choć Alan przyjechał zaprezentować zupełnie inny rodzaj muzyki, choć od dawna nie jest związany z tym zespołem, to zawsze już chyba będzie z nim kojarzony. Bo to właśnie w Depeche Mode spędził on 13 produktywnych lat i właśnie dla Depeche Mode napisał masę kultowych piosenek. Nic więc dziwnego, że dla większości depeszowców Alan jest człowiekiem legendą. Chęć zobaczenia, a nawet i spotkania z legendą była chyba silniejsza od samego zainteresowania muzyką Recoil.
Tradycyjnie wieczór rozpoczął się od występu supportu. Tutaj był to jednoosobowy projekt Daniela Myer'a kryjącego się pod nazwą projektu - Architect. Zaprezentował on bardzo eksperymentalną, elektroniczną dawkę dźwięków, które jednak nie wszystkim przypadły do gustu. Nawet ja, z moim optymistycznym i otwartym nastawieniem, nie czułem się przekonany. Za dużo było w tym monotonii i mechaniczności, a za mało polotu i fantazji. Cóż, eksperymenty mają to do siebie, że są ryzykowne.
Wreszcie na scenie pojawił się sam mistrz wieczoru i jego wieloletni współpracownik Paul Kendall. Razem rozpoczęli oni 75-minutową prezentację, która polegała trochę na montowaniu i modulowaniu dźwięków za pomocą Macintoshy i innych urządzeń elektronicznych. Wypadkową był dosłowny megamix najbardziej znamiennych utworów Recoil, takich jak "Faith Healer", czy "Stalker", ale i tych mniej znanych, które nie znalazły się na składance "Selected". Wyjątkowo entuzjastycznie został przyjęty remix piosenki "Never Let Me Down Again" z repertuaru DM. Na ten moment publiczność zareagowała jednoznacznie - zrobiła tzw. las rąk, który jest demonstrowany podczas tego utworu na wszystkich koncertach na całym świecie. Alan być może nie był tym zaskoczony, ale szczery uśmiech na jego twarzy zdradzał zadowolenie. Widać, że mimo dystansu, wcale się od przeszłości nie odżegnuje.
Warstwę muzyczną prezentacji dopełniały wyświetlane na ekranie wizualizacje. Była to mieszanka obrazów militarnych, industrialnych, erotycznych - klimaty może nieco mroczne i przerysowane, ale miałem wrażenie, że takie właśnie było zamierzenie. Całości dopełniły dwie flagi: polska i brytyjska, o których rozwieszenie poprosił mailowo sam Alan. Chciał on w ten sposób uczcić ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu. Chyba każda znajdująca się tam osoba ten gest doceniła.
Po występie Alana i Paula odbyło się spotkanie typu Meet & Greet, na które wpuszczono około 50 osób. Oczywiście chętnych było znacznie więcej, ale możliwości fizyczne, a przede wszystkim czasowe były bardzo ograniczone. Atmosfera tego spotkania była jednym słowem przyjazna - Alan był bardzo wyluzowany i miły, chętnie podpisywał płyty i pozował do wspólnych zdjęć, z każdym też wymienił kilka zdań. Po spotkaniu został odprowadzony przez fanów aż do drzwi samochodu, którym wyruszył w dalszą podróż. Kolejnym punktem na jego muzyczno-drogowej trasie był Paryż.
Finałem tego wieczoru było towarzyskie After Party, na którym fani bawili się do samego rana. Komentarzom oczywiście nie było końca. Prezentacja Alana i Paula jednym bardziej się podobała, innym mniej, znaleźli się i tacy, których ona rozczarowała. Ale niewątpliwie wszyscy byli pod dużym wrażeniem samej osoby, albo raczej osobowości Alana Wildera.
Ja osobiście czułem się całkowicie zadowolony, bo raz, wiedziałem dobrze, jaką muzykę serwuje Recoil, a dwa, że po raz kolejny miałem okazję przekonać się, że Alan Wilder jest nie tylko zdolnym muzykiem, ale i niesamowitym człowiekiem.
Robert Serafiniak











Aktualności


Komentarze