Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Europe - Warszawa - 19.06.2010

23 Lipca 2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu w Katowicach. Co prawda potem na długo zawiesili działalność zespołu, jednak od 2003 r. znów, i to z coraz większym powodzeniem, szarżują światowe sceny. Z pominięciem polskich, oczywiście. Już mnie to nawet przestało dziwić. Już pogodziłam się z faktem, iż aby pewnych artystów na żywo zobaczyć, trzeba pofatygować się nieco dalej. A tu nagle bomba - Europe w Polsce. Gdyby Wianki odbyły się w miejscu pierwotnie zaplanowanym, z czystym sumieniem napisałabym "cud nad Wisłą".

fot. Anna Grzesiuk
fot. Anna Grzesiuk

Zapewne i zespół i organizator (Stołeczna Estrada) obawiali się nieco tego występu. Jak wspomniałam, Europe nie gra w naszym kraju szczególnie często, nie jest też specjalnie lansowany w polskich mediach. Jak zatem zmierzyć zapotrzebowanie na właśnie tę grupę? Nie do końca przekonywał nawet fakt, że Wianki to impreza niebiletowana, mogli przecież pojawić się przypadkowi widzowie. Mimo wszystko zespół podjął wyzwanie, a organizator pewne ryzyko. Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że się opłacało.

Dla niektórych "Dzień z Europe" rozpoczął się na długo przed koncertem. Organizator zaplanował bowiem spotkanie zespołu z fanami, swego rodzaju Meet & Greet, tyle że w plenerze i chyba na mniej sztywnych zasadach. Grupka szczęśliwców wyłonionych z jedynego polskiego fan clubu została wprowadzona na backstage, gdzie mogła sobie kontakty z zespołem zainicjować, bądź też je umocnić. Początkowo nieco oficjalny wokalista Joey Tempest z czasem zdołał się wyluzować. Wyraźnie zaskoczył i uradował go złożony na jego ręce upominek w postaci skrzyni wypełnionej polskimi trunkami. Był miły, chętnie pozował do wspólnych zdjęć i żartował. Widać było, że zazwyczaj ten zdystansowany i powściągliwy w tego typu sytuacjach facet naprawdę się starał.
Natomiast perkusista Ian Haugland wysilać się wcale nie musiał. Jego otwartość, przyjazne usposobienie i niesamowite poczucie humoru sprawiają, że to właśnie on ma najlepszy kontakt z fanami. Nie inaczej było w sobotę - niemal ze wszystkimi się zakumplował. Był po prostu bohaterem spotkania. Jak to trafnie ktoś ujął, jest on bijącym sercem tego zespołu.

Nie mniej przyjazny klawiszowiec Mic Michaeli tego dnia pozostawał gdzieś na drugim planie i dostępny był na bardziej intymne pogawędki. No i basista John Leven, który pojawił się z lekkim opóźnieniem, ale w porę zdołał wypracować swoje minimum integracji z fanami. O kimś zapomniałam? Ach tak, John Norum - gitarzysta genialny, ale niezabiegający o czyjekolwiek uznanie. Fatalne zachowanie, w oczach wielu całkowita dyskwalifikacja.

Na szczęście nie zmąciło to panującej atmosfery podekscytowania, ale chyba i lekkiego niedowierzania. Niezliczona ilość zdjęć, autografów, filmików... minut przybywało. Dopiero gdy fani wszystko już dla siebie zdobyli i całkowicie się Europejczykami nacieszyli, spotkanie dobiegło końca. Spotkanie bardzo udane, utrzymane w luźnym i przyjaznym klimacie, bez histerii i aktów desperacji.

Wieczorem zaś koncert. Rozpoczął się zgodnie z planem, czyli o godz. 22.30, tuż po występach Muńka Staszczyka i angielskiej grupy Kosheen. Jeszcze tylko prowadzący, Artur Orzech dokonał szybkiej wyliczanki ilości sprzedanych płyt i wreszcie na scenie pojawił się sam zespół. Aplauz publiczności był jednoznaczny.

Króciutkie intro przy wciąż trwających owacjach, no i jedziemy. Na pierwszy ogień poszedł prawdziwy killer ostatniego albumu, czyli utwór "Last Look At Eden". Być może nie znokautował, ale podziałał niczym megadawka Red Bulla. Wspięłam się na barierkę i obejrzałam do tyłu - widownią rozkołysało. Kilkanaście tysięcy wzniesionych w górę par rąk dobitnie świadczyło o tym, iż nie była to publiczność przypadkowa. Ale na tym etapie za wcześnie było jeszcze na ocenę. Zespół musiał czymś więcej się wykazać.

Następnie usłyszeliśmy dość ciężko brzmiący utwór "Love Is Not The Enemy" i łagodniejszy "Superstitious". Ten ostatni jest od lat ciekawym elementem każdego koncertu Europe, gdyż tutaj następuje tzw. wstawka i zachęta do wspólnego śpiewania. Niegdyś był to fragment "No Woman No Cry" Boba Marleya, obecnie zastąpiony przez "Since You've Been Gone" z repertuaru grupy Rainbow. Z pewnością niejedną osobę obecną na koncercie ta zmiana zaskoczyła. Zadowolony z efektu wspólnych wysiłków wokalnych Joey podziękował po polsku. Później zresztą kilkakrotnie próbował zaimponować polskimi zwrotami. Bezapelacyjnie rozbroił wszystkich swoim "zajebiście", kokietując przy tym, iż nie wie, co owo słowo znaczy. Nie brakowało mu ani humoru, ani energii. Ba, ta go dosłownie rozpierała.

Dalszy ciąg setlisty nie był aż tak wielkim zaskoczeniem. No bo nie oszukujmy się, Europe od ponad roku gra w ramach trasy "Last Look At Eden" i trudno oczekiwać rewolucji w repertuarze. Tym bardziej, że taki repertuar się doskonale sprawdza. Inna rzecz, wdając się w szczegóły tego, która piosenka pojawiła się, i w którym miejscu, musiałabym się powtarzać (zapraszam do przeczytania relacji z koncertu w Presov). Dość wspomnieć, że zespół zaserwował nam przekrój swojej dyskografii, sięgając po utwory nowe ("Gonna Get Ready", "New Love In Town), nieco starsze ("The Gateway Plan", "Start From The Dark") i te zupełnie oddalone w czasie ("Scream Of Anger", "Cherokee"). O wiele istotniejsze, w moim przekonaniu, było to, jak zostały one zagrane.

O tym, jak różna może być interpretacja tej samej piosenki wykonanej na różnych scenach przekonałam się podczas "No Stone Unturned". Na płycie utwór ten brzmi wzniośle i patetycznie, na koncertach przeważnie melancholijnie, a w Warszawie odebrałam go niemal jak odę do radości. Cóż, może to plener zrobił swoje, a może właśnie taki był klimat tego wieczoru.

Moment zwątpienia miałam tylko, gdy w rękach Joey'a pojawiła się gitara akustyczna, a Mic rozpoczął ten charakterystyczny, klawiszowy pasaż. Stojąca obok mnie dziewczyna pożaliła się: "Oj nie, tylko nie 'Carrie'", na co odruchowo odparłam "Trudno. Przeżyjemy". Rzeczywiście, ten kawałek mogliby już sobie darować. Słowa tam żadne, a ckliwa melodyjka brzmi bardzo nie na czasie. Jak widać nie tylko moim zdaniem piosenka ta w ogóle nie pasuje do obecnego repertuaru. Zespół zagrał jednak całą wersję studyjną i, o dziwo, wyszło nie najgorzej. Innymi słowy, przeżyliśmy.

Potem już do końca było energicznie i bezkompromisowo, panowie grali na pełnych obrotach i widać było, że doskonale się przy tym bawili. Nawet John Norum błysnął swą imponującą wirtuozerią. Joey zaś zachwycał nie tylko uśmiechem, ale przede wszystkim świetnym wokalem i dynamiką na scenie. Pod nią zresztą też. Jednym z końcowych utworów było "Rock The Night", a w nim same perełki. Najpierw wstawka "Another One Bites The Dust" zespołu Queen, później kolejna, tym razem "Heaven & Hell" Black Sabath i wreszcie chwile "przytulanek" Joey'a. Zeskoczył on ze sceny (zazwyczaj schodzi), by fizycznie przywitać/ pożegnać się z ludźmi stojącymi w pierwszych rzędach. Na Placu Defilad miał do pokonania prawdziwy maraton. Rezultatem była najdłuższa wersja "Rock The Night", jaką kiedykolwiek słyszałam.

Później usłyszeliśmy jeszcze "The Beast" z nowego albumu, a na sam koniec tradycyjnie - "The Final Countdown". Tradycyjnie też wśród publiczności zapanowała euforia. Znowu spojrzałam w tył - kilkanaście tysięcy ludzi podskakiwało. Trudno chyba o lepszy wymiernik sukcesu tego wydarzenia.

19 świetnie zagranych utworów i prawie 2 godziny fantastycznej zabawy, czyli pełnometrażowy koncert zamiast okrojonego występu. Pochwała dla publiczności, która nie zawiodła ani frekwencją, ani entuzjazmem i zaangażowaniem. Byli wśród niej nie tylko Polacy, ale i wielu fanów z innych krajów.
Na uwagę zasługuje też scena. Umieszczone w jej tle trzy okrągłe ekrany, na których pokazywane były z różnych perspektyw zmieniające się obrazy, naprawdę robiły wrażenie (szkoda tylko, że zbyt często pojawiały się tam twarze wciąż tych samych fanek). Innych bajerów scenicznych nie było i całe szczęście, bo koncert rockowy to nie widowisko teatralne, a solidna muzyka nie potrzebuje dodatkowych rekwizytów.

Na koniec pewne wyznanie. Nie był to pierwszy i zdecydowanie nie ostatni koncert Europe, jaki na żywo oglądałam. Można zarzucić mi brak obiektywizmu, ale niesłusznie, gdyż sama oceniam ich coraz bardziej krytycznie i, jak mi się zdaje, ze zdrowym dystansem. Do tego, mam porównanie. Słabych koncertów ten zespół nie daje, ale żeby zagrać koncert świetny cała piątka musi się sprężyć i postarać. W Warszawie najwyraźniej nastąpiła pełna mobilizacja, gdyż koncert był rewelacyjny. Zarówno pod względem bezbłędnego wykonania, jak i niesamowitej atmosfery.
Mam tylko nadzieję, że wśród obserwatorów tego wydarzenia znaleźli się przedstawiciele nie tylko mediów, ale i agencji artystycznych, by podczas kolejnej trasy Europe nie zabrakło na niej naszego kraju.

fot. Anna Grzesiuk

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

SBB - Katowice - 4.12.2016 (relacja)SBB - Katowice - 4.12.2016

Dla mieszkańców Górnego Śląska czwarty dzień grudnia jest jedną z najważniejszych dat w kalendarzu. Tego dnia obchodzone jest w Kościele katolickim wspomnienie świętej Barbary - patronki górników. Jak wiadomo,... czytaj całą relację...

Koncerty

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.