Piotr Rogucki - Łódź - 5.05.2011
8 Maja 2011
Najlepszy koncert Comy nie zapewnił mi takiej zabawy, jaką zaserwował swoim fanom Piotr Rogucki w wersji solo. Z polotem i fantazją, wspomagany sesyjnym składem, przedstawił cały materiał ze swojego pierwszego solowego albumu "Loki - wizja dźwięku". Pomimo pewnego schematu odtwórczego ani na chwilę nie zapanowało poczucie niedosytu czy przewidywalności.

fot. Aleksandra Bałczewska
Pomimo ponad miesięcznego opóźnienia (pierwotnie planowany na marzec koncert nie odbył się z powodów technicznych), klub wypełnił się licznym gronem fanów. Ci nieco starsi mogli zasiąść na rozłożonych piętrowo krzesełkach, ci nieco młodsi w większości szaleli pod sceną. Choć były oklaski i podskoki, jednak publiczności daleko było do euforii. A szkoda, bo koncept Wizji dźwięku aż prosił się miejscami o żywą korelację z audytorium. No i przede wszystkim...
...było przy czym szaleć. Nieco po godzinie 20.00 zgasły światła, a instrumentaliści przy kanonadzie świateł rozpoczęli jazgotliwe, hałaśliwe intro. Po chwili ukazał się główny aktor wieczornego spektaklu - Piotr Rogucki jako Loki, czysta personifikacja rockowego żywota, w czarnej skórze i pasie bokserskim. Już wtedy w powietrzu kumulowała się energia, choć widownia jeszcze nieśmiało reagowała na zachowania artystów. Krótkie rozruszanie publiki wspólnym wyciem i całość ruszyła z miejsca.
Wpisanie w konwencję parateatralną bardziej odpowiada wokaliście od stricte rockowego wcielenia Comy. Materiał, zagrany w kolejności znanej z albumu (wyjątkiem było "Wielkie K" przesunięte za "Szwajcarski Nóż"), okazał się pretekstem do większego konceptu, którego warstwa muzyczna uzupełniana była opowieścią i didaskaliami referowanymi w przerwach pomiędzy poszczególnymi utworami. Z charakterystycznym poczuciem humoru i feelingiem, Roguc dodawał kolejne wątki historii, wprowadzając swych słuchaczy w stan skupienia, po to, by jednym stwierdzeniem wywołać u nich salwę śmiechu. Takie balansowanie na granicy dobrze zrobiło atmosferze. A że Roguc potrafi także zrobić z siebie wariata (a taka umiejętność, podszyta profesjonalizmem, to dar Boży), doskonale potwierdziły jego szaleństwa sceniczne, opętańcza mimika i władcze gesty. Ten człowiek faktycznie może starać się o rządy dusz...
Energiczny start Wizją dźwięku zapewnił mocne odbicie dla dalszego przebiegu spektaklu. Fenomenalnie wypadli "Argonauci", z mini dyskotekową kulą uruchomioną na poczet poszukiwania "złotego runa przyjemności". Przy "Sopocie" dały się zobaczyć prześmiewcze, kolorowe światła festiwalowe, a choreografia wokalisty na modłę groupies nie miała sobie równej. W "Szatanach" wokalista przeobraził się w postać policjanta Francesco, a "I'm not afraid of your soul" żegnał duszę zamordowanego Lokiego, nawołując do wspólnego odśpiewania refrenu piosenki.
Trzeba przyznać, że zespół dotrzymywał wariackiemu wcieleniu frontmana. On sam natomiast cieszył doskonałą dyspozycją wokalną, choć pod koniec koncertu dało się odczuć wkradające się zmęczenie materiału, ginące jednak pod nawałem pokładów świetnej zabawy. Poza kipiącą energią, ważna rolę odgrywała bardziej liryczna część setu. Ta, choć podszyta niepokojem i żalem, wypadła nad podziw żywo, czego najlepszym przykładem były żarliwie przedstawione "Piegi w locie" i "Ruda Wstążka". Przy okazji trzeciej części "Plastra miodu", Roguc przyodział na wzór stuły czerwoną szarfę, by w skupieniu, osnuty promieniem światła, odczytać fragment poezji Rafała Wojaczka... Wstrzymanie, chwila wytchnienia. Trzeba przyznać, że równowaga pomiędzy liryzmem a szaleństwem w obrębie występu nie została zachwiana. Loki to muzyk rockowy i taki charakter tego parateatralnego spektaklu udało się utrzymać.
Szczerość biła tego wieczoru ze sceny, a bogaty aplauz po zniknięciu muzyków zapowiadał powtórkę z rozrywki. Na bis odegrane zostały ponownie "Sopot" i "Wielkie K", z jeszcze większym luzem i poczuciem frajdy. Małe wpadki wykonawcze nie przyćmiły ogromnej radości bijącej od muzycznych aktorów, a przede wszystkim od samego Piotra Roguckiego. Ale tak to jest, gdy gra się w swoim rodzinnym mieście, dodatkowo w dniu własnych urodzin...
Zbigniew Rogulski











Aktualności


Komentarze