Juwenalia - Łódź - 21.05.2011
31 Maja 2011
Juwenalia to zwykle czas wielkiego szaleństwa, nie tylko wśród studentów. Tegoroczna edycja imprez organizowanych na łódzkim Lumumbowie znów przyciągnęła tłumy ludzi. W większości bardzo młodych, choć nie brakowało i osobników z dosłownym szronem na głowie. Piękna, kilkusetletnia tradycja studencka po raz kolejny połączyła pokolenia, zapewniając każdemu mnóstwo dobrej zabawy. A było przy czym się bawić, bo zestaw koncertów został dobrany, moim zdaniem, całkiem przyzwoicie. 20 maja wystąpiły zespoły: Lipali, Vavamuffin, Myslovitz i Abradab, zaś 21 maja mogliśmy oglądać koncerty Patrycji Markowskiej, rodzimej Comy, Kasi Kowalskiej i IRY. Ja postanowiłem przyjrzeć się występom dnia drugiego.

fot. Małgorzata Sęczak
Koncertowa sobota na Lumumbowie miała rozpocząć się występem Patrycji
Markowskiej. Tuż po godzinie 19-tej jej zespół pojawił się na zasłoniętej jeszcze dla widzów scenie i zaczął grać. Wraz z ostrym wejściem gitary prowadzącej panowie techniczni zdjęli wielką zasłonę, za którą pojawiła się i sama Patrycja, po czym nastąpił ogromny aplauz ze strony publiczności. Wokalistka została przyjęta fantastycznie przez łódzkich fanów, którzy w trakcie całego występu chętnie wtórowali jej śpiewem. Charyzmatyczna Markowska nie pozostała zresztą dłużna - od początku do końca miała wspaniały kontakt z widownią. Podczas drugiego utworu zaprosiła na scenę chłopaka z publiczności i pokusiła do wspólnego tańca (doszło do ściągania koszulki - ze strony chłopaka, oczywiście).
Od tego momentu widać było, że cały zespół poczuł juwenaliowe szaleństwo. Basista, Adrian Szczotka, miotał się po scenie niczym Flea z Red Hot Chilli Peppers (przypomina go trochę wyglądem), a jego dobitne frazy w utworze "Zaćmienie serca" na pewno zasługują na pochwałę. Gitarzyści (Sebastian Piekarek i Rafał Sędek) spisywali się bezbłędnie, co jakiś czas racząc nas szybkimi, popisowymi solówkami. Wtórujący Markowskiej Marcin Koczot czarował promiennym uśmiechem. Czuć było tę pozytywną energię płynącą zarówno z głośników, jak i ze sceny. Repertuar też nieźle dobrany - wokalistka wykonała kilka starszych hitów takich jak "Jeszcze raz" czy "Drogi kolego", a także zaprezentowała nam część materiału z nowej płyty m.in. "W hotelowych korytarzach", "Hallo Hallo" czy "Ostatni".
Fantastycznym momentem było rozpoczęcie "Świat się pomylił". Publiczność przy akompaniamencie klawiszy zaśpiewała chórem pierwszą zwrotkę. I pomimo tych wielkich, ciemnych okularów, na twarzy Markowskiej można było dostrzec wzruszenie. Po tak ciepłym przyjęciu można było spodziewać się bisów. Nie mogło przecież zabraknąć wielkiego hitu "Księżycowy", na który widownia wyraźnie czekała. Zrobiło się naprawdę klimatycznie... szkoda, że wkrótce potem artystka musiała na dobre opuścić scenę. Łódź pożegnała Patrycję wielkimi brawami. A to bynajmniej nie był koniec dobrej zabawy.
Po krótkiej konferansjerce, konkursach zorganizowanych dla uczestników juwenaliów,
wreszcie ustawieniu sprzętu i regulacji dźwięku przez technicznych, na scenę mogła wejść Coma. Panowie zaczęli koncert melancholijnym utworem "Ekhart". Potem jednak wyraźnie przyspieszyli tempa. "Trujące rośliny", "Pierwsze wyjście z mroku", czy też "System" sprawiły, że barierki oddzielające fanów od sceny zostałyby wyłamane, gdyby nie szybka interwencja ochroniarzy. Nie przeszkodziło to jednak powstaniu fali. Przy tak ostrym graniu, jakie serwowała nam Coma, ochrona zmuszona była nieustannie łapać osoby, które były wyrzucane w stronę sceny. Jednemu z miłośników łódzkiej kapeli w przypływie szaleństwa udało się nawet na nią wedrzeć, jednak został on błyskawicznie usunięty przez służby porządkowe.

Po kolejnych mocnych wykonaniach ("Czas globalnej niepogody", "Zero osiem wojna", "Święta", "Chaos kontrolowany", "Skaczemy", "Tonacja" "Transfuzja") Rogucki, podziękował publiczności za tak liczne przybycie na studenckie święto, przedstawił resztę zespołu, po czym na pożegnanie Coma zaprezentowała swój najpopularniejszy utwór, czyli "Spadam". Stonowało to trochę buntownicze, rozszalałe wręcz temperamenty fanów. Po ponad półtoragodzinnym, rockowym graniu oraz bisie łódzka kapela zeszła ostatecznie ze sceny.
I znów czekała nas kilkuminutowa przemowa konferansjera, któremu towarzyszył
znany z występów w programie Szymona Majewskiego, dowcipny Bilgun Ariunbaatar. Po kolejnej zmianie sprzętu i uporaniu się z kwestiami technicznymi na scenę weszła Kasia Kowalska. Już na początku zapowiedziała, iż zaprezentuje materiał ze swojej najnowszej płyty "Moja Krew", czyli własne aranżacje i interpretacje utworów Republiki. Czy był to trafiony dobór repertuaru - przekonaliśmy się już wkrótce.
Choć album ten szybko pokrył się platyną i brzmi interesująco w domowych głośnikach, na koncercie na żywo, zwłaszcza na takiej imprezie jak juwenalia nie ma chyba szans porwać publikę do zabawy. Kowalska też nie za bardzo starała się, by atmosferę ożywić. W rezultacie wiało nudą, a wśród publiczności nie brakowało osób, które jawnie ziewając, wyrażały swój brak zainteresowania tym, co działo się na scenie. Lekki zryw nastąpił jedynie przy wykonaniu utworów "Telefony" i "Tak, tak... to ja". Kompozycje zagrane z większym dynamizmem spowodowały lekkie przebudzenie, ale jak na godzinny koncert, 2 dobre numery to chyba za mało.

Trudno tu też mówić o jakimś kontakcie artystki z publicznością (ograniczał się on jedynie do krótkich podziękowań po każdym wykonanym utworze), bo go po prostu nie było. Do przewidzenia więc było, że publiczność raczej nie będzie domagała się bisów i tak też się stało. Oj, Kowalska chyba nie może zaliczyć sobie tego do najszczęśliwszych ze swoich występów.
Może to późna pora, a może spora dawka nudy, którą zaserwowała Kowalska sprawiły, że na tym etapie miałem dość. IRĘ sobie odpuściłem, choć teraz żałuję, bo ponoć panowie dali niezłego czadu. Tak czy inaczej, drugi dzień koncertów na Juwenaliach Uniwersytetu Łódzkiego w większej części wypadł, moim zdaniem, pozytywnie. Pomimo kilku niezbyt poważnych niedociągnięć technicznych ze strony organizatorów oraz godzinnego opóźnienia, łódzka społeczność, nie tylko studencka, bawiła się znakomicie. Miejmy nadzieję, że kolejna edycja Juwenaliów będzie jeszcze bogatsza artystycznie.
Konrad Olejnik











Aktualności


Komentarze