Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Sinead O'Connor - Warszawa - 27.10.2013

5 Listopada 2013

W dzisiejszych czasach wiele mniej lub bardziej znanych zespołów stara się dopasowywać występy na żywo do współczesnych trendów sztuki scenicznej. Często wiąże się to ze zmianami stylistyki, wprowadzeniem nowych, syntetycznych brzmień czy rozbudowaniem i unowocześnieniem sekcji rytmicznej. Do tego doliczyć można wykorzystanie loopów wspierających wykonawców, układy choreograficzne, oświetlenie, pirotechnikę czy wreszcie dokładnie zaplanowaną konferansjerkę lub/i wykorzystanie możliwości telebimów. Są jednak składy i topowi światowi wykonawcy, którzy wytrzymują tę stale rosnącą presję branży muzycznej i, zostając przy starych, sprawdzonych wzorcach, nadal proponują występy na żywo na najwyższym poziomie. W takich sytuacjach widz i słuchacz z całą pewnością może przyznać, że na koncercie obcuje ze szczerym, niepodkolorowanym przekazem ze strony artysty. To także sprawdzian dla samych wykonawców; czy są w stanie przekonać uczestnika koncertu (w dobie lifestreamingu i cudów cyfrowej interakcji) "tylko" samą muzyką ? Czy są dostatecznie wiarygodni, zgrani, czy na tyle sprawnie operują dynamiką prostego, analogowego wykonania, by wygrać z wszechobecną cyfryzacją i artyfikacją wykonań na żywo ? Pół biedy, jeśli jest to tylko występ w małym klubie lub scenie plenerowej. Największe wyzwanie to wyjść obronną ręką z dużego koncertu na sali, gdzie słychać każdy błąd wykonawców, każdą wpadkę. Na sali, gdzie trudno zabrzmieć przejrzyście, dynamicznie i selektywnie. Na takiej chociażby Sali Kongresowej. I właśnie takiego zadania podjęli się muzycy Sinead O'Connor z irlandzką wokalistką na czele. I wyszli z tego z tarczą!

fot. Katarzyna Chmielewska
fot. Katarzyna Chmielewska

Publiczność szczelnie wypełniająca flagową kiedyś salę PRLu z entuzjazmem przywitała Sinead na polskiej ziemi. Zapowiedź organizatora, który zachwalał reakcję ludzi na poprzednich koncertach artystki w Polsce, jeszcze bardziej zmobilizowała warszawską publiczność do zaangażowania w występ. Ten zaś zaczął się punktualnie i bez zbędnych przywitań, gestów czy przydługich zapowiedzi. Sinead wyszła na ascetycznie udekorowaną scenę boso i ubrana zupełnie zwyczajnie, pospolicie wręcz. Jedynym "gwiazdorskim" elementem w jej wyglądzie były duże, czarne okulary. I brak obuwia... Jej zespół składał się z bębniarza, basistki, klawiszowca, gitarzystki i gitarzysty, sama Sinead w większości kawałków wspomagała się grą na gitarze, natomiast instrumentaliści pomagali jej dośpiewując drugie, trzecie, a nawet czwarte głosy! Uczestnicy koncertu przywitani zostali prostym, elektrycznym, analogowym brzmieniem bez fajerwerków. Konkret. I Prawda.

Już otwierający koncert "Queen of Denmark" pokazał (przy pomocy wyraźnego wysunięcia wokalu przed resztą instrumentów), że Sinead jest faktycznie w doskonałej formie wokalnej. Jej barwa pulsowała przyczajoną dynamiką w niższych rejestrach, gdzie lekki brud i zadzior przywodziły na myśl Marianne Faithfull. Natomiast czyste i wyraźne góry, tak charakterystyczne dla tej wokalistki, nic nie straciły na sile wyrazy i przebicia. Do tego doskonałe wyczucie dynamiki i emocji, ewidentne panowanie nad własnymi możliwościami i pełna świadomość przekazu - to wszystko stanowiło ogromny atut nie tylko dla wokalu, ale i dla całego koncertu. Głos gwiazdy wspomagany był momentami także głosami gitarzystki i basistki, a chwilami także i pozostałych członków zespołu. Tutaj na wyróżnienie zasługuje piosenka "In This Heart", wykonana acapella, ale przez wszystkich członków zespołu na 4. głosy! Subtelność tej ballady, potęgowana jeszcze stonowanym budowaniem emocji, stanowiła o ogromnym przekazie emocjonalnym zawartym w tym wykonaniu. Podobną emocją cechowało się wykonane tylko przez wokalistę i dedykowane zmarłemu tego dnia Lou Reedowi "I Am Stretched On Your Grave", a także wykonane zaraz potem "Nothing Compares 2 U", z nieco inną niż w oryginale harmonią.

Pozostałe numery, szczególnie te z dawniejszych wydawnictw, w większości ubrane były w proste, rockowe aranżacje o ubogich, często dwuakordowych harmoniach. Zespół grał poprawnie, dosyć spójnie, konkretnie, ale bez polotu i wręcz awirtuozersko. Nieliczne solówki gitarzysty (np. w "The Wolf is Getting Married") oparte były o sprawdzony, rockowy wzorzec i stanowiły bardziej wypełnienie numeru w momencie instrumentalnym, niż subiektywny wyraz artystyczny gitarzysty. Dobrze przyjęte zostały przez publiczność, prócz wymienionych, także "Jackie", wykonane ascetycznie rockowo, trochę w stylu The Stooges czy PJ Harvey z czasów "Rid of me", i oczywiście dubowe, klimatyczne "Fire on Babylon". Od tego numeru począwszy pod sceną Sali Kongresowej, gdzie pół wieku temu dygnitarze partyjni niemrawo klaskali do rytmu "Satisfaction", aż do końca koncertu bawił się spory tłumek słuchaczy, sukcesywnie rosnący od początku koncertu. Skoncentrowane na przekazie muzycznym widowisko wieńczyły numery "The Emperor's New Clothes" i "Last Day of Acquintance", a na bis usłyszeliśmy cover Dylana "Property of Jesus" (rzekomo ulubiony i wyczekiwany numer przez Polaków, chociaż trudno powiedzieć, skąd Sinead wysnuła taki wniosek...) i energetyczne "Daddy I'm Fine". Wydaje się, że muzycy rozkręcali się w miarę trwania koncertu i przybywania ludzi pod sceną. Ostatni numer wykonany został już całkiem na rockowo, z brawurowymi, gęstymi przejściami bębniarza i śpiewającym tłumem.

Warto także wspomnieć, że wbrew deklaracjom we wstępie, Sinead korzystała momentami z loopów. Były to ewidentnie najntisowe w brzmieniu, dość słabe dynamicznie zapełniacze pasma, które dość zgrabnie komponowały się z żywym bandem, ale nie miały zbyt dużego znaczenia przy całościowym odbiorze poszczególnych numerów... Podobnie, jak syntetyczne próbki werbla, trochę plastykowe i jakby na siłę doklejone do całości. Te elementy można by spokojnie pominąć, z wyróżnieniem jedynie ewentualnie "Fire on Babylon" z jego elektroniczną, dubową stylistyką.

Sinead O'Connor to już obecnie marka sama w sobie. Kolejnym koncertem w Polsce, tym razem w Sali Kongresowej, artystka pokazała i udowodniła niedowiarkom, że nadal jest w doskonałej formie wokalnej. Czyste brzmienie jej głosu było chyba najatrakcyjniejszym elementem październikowego występu. Występu, który był dodatkowo doskonałą okazją do przypomnienia sobie kilku numerów z jej twórczości poza nieśmiertelnym "Nothing Compares 2 U"... Od strony muzycznej, która w tym wypadku miała być zdecydowanie dopełnieniem strony wokalnej, można by życzyć sobie wiele więcej. Można by, ale właściwie w aspekcie tego koncertu nie miało to znaczenia. Zespół grał poprawnie i konkretnie, co podkreślało obraz ascetycznego show, nastawionego na szczery przekaz emocji. W pełni profesjonalne podejście Sinead zostało docenione przez polskich fanów, którzy licznie przybyli na występ i ten fakt także bardzo cieszy, w kontekście obecnych trendów panujących w muzyce popularnej... Miejmy nadzieję, że tego typu twórczość nadal przyciągać będzie tak szerokie grono słuchaczy. Tego wieczora nie liczyły się kontrowersje wokół irlandzkiej gwiazdy, jej przekonania, nie liczył się blichtr światowego show biznesu, feeria modnych strojów czy snobistyczna potrzeba "pokazania się". Liczyła się Sinead i jej wokal. Piękny, szczery i emocjonalny. "How About I Be Me (And You Be You)?"; pyta nas ostatnia płyta wokalistki. W wypadku tego koncertu - with pleasure!

mateusz.biegaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Koncerty

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.