Blackfield - Kraków, Rotunda, 13.12.2004
O tym, że Steven Wilson lubi nasz kraj wiadomo nie od dziś. Zatem informacja o tym, że jego side-project zahaczy o Polskę. I tak też się stało. 13 grudnia zespół Blackfield pojawił się w kakowskiej Rotundzie, dając rewelacyjny występ dla około trzystu osób.
Koncertowa przygoda rozpoczęła się od odstania kilkudziesięciu minut w przeszywającym chłodzie grudniowego wieczoru przed drzwiami Rotundy. Pomysł wyczekiwania przed salą okazał się trafiony, bo oto po jakiś dziesięciu minutach spotkałem Stevena Wilsona ukrytego pod kapturem puchowej kurtki idącego do autokaru. Takich okazji się nie przepuszcza, więc po chwili rozmowy miałem już podpisane wszystkie płyty, jakie udało mi się przytaszczyć. Po tym spotkaniu wiedziałem, że wieczór nie może nie być nieudany. I tak oto po chwili wpadłem na... Aviva Geffena. Widać że drugi wokalista Blackfield prowadzi bardzo rock'n'rollowy tryb życia - doskonale - po cześci też ze względu na warunki pogodowe ?-schłodzony Żywiec w plastikowym kubeczku i papieros w garści. Jako że Aviv w Izraelu jest po prostu mega-gwiazdą, miałem takie dziwne uczucie, że facet może zachować się co najmniej dziwnie. Nic z tych rzeczy. Krótka rozmowa, uśmiech i lekkie zdziwienie z faktu podsunięcia Jeżozwierzowej In Absentii (Aviv był dodatkowym wokalistą w dwóch utworach) oraz możliwość potrzymania i upicia łyka piwa (hehe) izraelskiej "mega-gwiazdy". Po uściśnięciu prawicy pozostało tylko czekać... Oczekiwanie nie odbyło się jednak w samotności, bo oto natychmiast pojawili się starzy znajomi ("Piotrek, co Ty tu robisz?!"), nowe twarze ("Jestem Kama, ale możesz mówić na mnie >>Ta wariatka z koncertu<<") i znajomi z listy dyskusyjnej Marillion ("Cześć Exo!", "Janek jestem!" no i Tomush, którego widziałem jakieś 2 sekundy). Waiting Phase Two miało miejsce już w ciepłym wnętrzu Rotundy. Rzut oka na publikę - przewaga studentów i licealistów, uwagę przykuwał też wąsaty facet o wyglądzie Tito albo nożownika z Desperado. Rosnącą niecierpliwość łągodziło kolejne spotkanie m@pl'owiczów, kosmopolityczne pogaduchy i wreszcie uchyliły się drzwi. Sprint, jak się okazało wystarczył na zajęcie 4 rzędu pod sceną i nasza czteroosobowa (jakaś magiczna liczba) grupa (Exodus, Staszek, Piotrek, Ja) czekała cierpliwie na koncert.
Wreszcie po przydługiej zabawie światłami na scenie pojawił się Richard Barbieri. Gość specjalny na trasie, promujący przy okazji swoją nową płytę (można było nabyć drogą kupna w merchandise) Things Buried. Klawiszowiec Porcupine Tree zaprezentował nam art-ambient przemieszany z potęgą house'owego beatu notorycznie podwiewającego nam nogawki od spodni. Otrzymaliśmy więc nieco DJ-ski set przy którym duża cześć publiki dała się ponieść dyskotekowemu rytmowi, a falowanie pod sceną rozpoczęło się na dobre. Nawet fani w czarnych bluzach Anathemy podrygiwali wdzięcznie. Szczerze powiedziawszy, jeżeli taka muzyka pojawiłaby się wreszcie w polskich knajpach to zacząłbym uprawiać clubbing. A tak, musze do Londynu na Soho jeździć...
Po trzydziestominutowym secie nastąpiła kolejna krótka przerwa podczas której nasza komisja ustaliłą kilka faktów między innymi podobieństwo muzyki Barbieriego do propozycji Neighbourhood, niewspominania o The White Stripes pod pretekstem pojawienia się Kalisza i wreszcie kilkakrotnie wywołani przez publiczność, przy niegasnącej wrzawie pojawili się panowie z Blackfield. Steven jak zwykle boso, uśmiechnięty, na luzie, Aviv w gariaku, którego sukcesywnie się pozbywał - skończyło się na nagim torsie i okrzykach z widowni "Aviv ubierz koszulkę". Jednym słowem, totalne gwiazdorstwo. Reszta załogi szybko zajęła swoje miejsca i uderzyli. Od razu tytułowiec, Blackfield. Kto się spodziewał słodkiego akustycznego smęcenia srodze się zawiódł. Potęga, po prostu potęga. Zagrany z niebywałą mocą i energią. Przy refrenie Open Mind nieważne już było, kto właśnie łamie mi żebra, a komu ja lutuję z łokcia. The Hole In Me przedłużony o swobodny jam i było więcej niż pewne, że to magiczny występ. Pain i Summer odśpiewane z publicznością brzmiały jak hymny o utraconej miłości, podobnie jak Cloudy Now z wyskandowanym przez trzysta gardeł "We are the fucked up generation...". A gdy w połowie setu perkusista zaczął nabijać rytm do Waiting, usłyszałem tylko szatański śmiech Exodusa i huknęła cała sala. Kolejny magiczny moment.
Wesoła, choć trudna do wychwycenia sytuacja miała miejsce podcas wykoywania Scars, gdzie Steven za wczesnie wyskoczył z tekstem zwrotki i musiał dośpiewać jedną linijkę "po norwesku". Co nie zmieniło faktu, że zagrali ten utwór na najwyższym poziomie. W podstawowej części pojawiła się cała płyta Blackfield łącznie z bonusowym Where Is My Love? i uwaga, uwaga utworem, który pojawi się na nowej płycie Blackfield zatytułowanym Epidemic. Z twórczości Porkowej był jeszcze fenomenalny Feel So Low zagrany na pierwszy bis z rozimprowizowaną końcówką i ścianą dźwięku, która przykryła całkowicie rozognioną publiczność. A na drugie wyjście po prostu totalne uczniactwo - powtórka dwóch utworów - Pain i Cloudy Now Co z tego? W tym pozornym amatorstwie tkwiła siła Blackfield. Wszyscy wykrzesali resztkę sił oddając się zabawie i spiewom. A potem było jeszcze chóralne 'dziękujemy' ("Exo, kto zaczyna?"), szybkie pozbycie się pieniędzy na Things Buried Richarda, byleby tylko dostać jego autograf i trzeba było się żegnać.
Gdy wyszedłem z Rotundy ogłuszony całkowicie, uderzyła we mnie fala lodowatego powietrza i nagle mój skołatany mózg wygenerował pewną myśl. I nagle uświadomiłem sobie, co zamknięte jest w tej butelce z napisem Blackfield. Energia i całkowite szaleństwo.
Wielkie TURBO pozdrowienia dla Kamy, Marcina (thx za łyka browca!), Pawła, Exodusa, Staszka, Janka, Piotrka i Tomusha czyli m@pl'owo-kumpelskiej ekipy, dla Gancza, Kalisza, Adasia i Pana Sowy, którzy przewinęli się przez nasze rozmowy. Dla Aviva i Stevena za miłą pogawędkę, Richarda za możliwość uściśnięcia mu prawicy i podsunięcia kilku książeczek do podpisania.
Setlista:
1.Blackfield
2.Open Mind
3.Hole In Me
4.Glow
5.Pain
6.Lullaby
7.Epidemic
8.Waiting
9.Summer
10.Where Is My love?
11.Cloudy Now
12.Scars
13.Hello
14.Feel So Low
15.Pain
16.Cloudy Now
Aleksander "Malkavian" Stępień











Aktualności


Komentarze