Clearlake - Klub "Re" - Kraków - 17.03.2005
Idąc na koncert Clearlake'a zastanawiałem się, czegóż im brakuje, choćby do Franz Ferdinand - kapeli z tej samej wytwórni? Panowie od "Cedras" występowali w niewielkiej sali klubu "Re", a bilety w cenie 15 złotych, mówiąc delikatnie, nie rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. A gdyby przyjechał Franz Ferdinand, to zapewne cena nie byłaby niższa niż 50 złotych, a i z zapełnieniem znacznie większej sali nie byłoby problemu. Jednak Clearlake swym występem przekonał mnie iż faktycznie nie zasługuje na więcej.
Przyczyn mojego osądu było kilka. O spóźnieniu godzinnym nie wspomnę, bo to jeszcze niczego nie przesądza. Ale to iż koncert trwał niecałe 60 minut, jest już solidnym argumentem. Zastanawiałem się, czy oni przypadkiem nie przejechali tyle kilometrów, tylko po to, żeby napić się polskiej wódki? Bo chyba nie po to, aby zagrać dwa, godzinne koncerty? A ileż to mówi się, że do rocka trzeba być młodym, pełnym energii... a tu co? Deep Purple jak zagrają 100 minutowy koncert, to twierdzi się, ze był krótki. Clearlake zaś "wysilił" się na 60.
I gdyby jeszcze w tym czasie zagrali rewelacyjnie, to moje odczucia nie byłyby aż tak gorzkie. Ale muzycy jedynie odegrali, bez większego polotu, kilka swoich piosenek, powiedzieli "dziękuję" i "nawzajem", ukłonili się i zdecydowanym krokiem udali do sali barowej. Co dalej robili ? nie wnikam. Co więcej - kilka pomyłek i wpadek muzycznych, było więcej niż irytujących - że o fałszach wokalisty, szczególnie w balladach, nie wspomnę.
Co do repertuaru - sądziłem, ze sednem będzie ich drugi (a zarazem ostatni i najbardziej popularny) album "Cedras" - lecz zagrali tylko 5 kawałków z tego materiału. Zdecydowali się bowiem odwołać też do swojego debiutu i do piosenek, które znajdą się na ich trzecim longplayu, a którego wydanie planowane jest na lato 2005. Zważywszy zaś na długość, a właściwie ? krótkość, koncertu, trudno byłoby wszystko zmieścić. Acz trzeba przyznać, że nowe kompozycje są bardzo zgrabne ? z pewnością nie gorsze od tych z "Cedras". I to jest tragedia - mając tak sympatyczne utwory, nie wykorzystać tego potencjału na koncertach.
Do nieco mocniejszych momentów koncertu zaliczyłbym: "Wonder If The Snow Will Settle", "Can't Feel A Thing", i kończący występ - "Almost The Same?" Co się zaś tyczy reakcji publiczności - to była ona i tak zbyt dobra, jak na poziom koncertu, który choć nie był żenujący, to zapewne słabiutki. Po czymś takim trudno mi życzyć tym muzykom powodzenia.
Szkoda, bo piosenki Clearlake ma bardzo udane. Zespół potrafi mądrze czerpać z brytyjskiej tradycji gitarowej i łączyć ją ze swoją wrażliwością. Pozostaje mieć nadzieję, ze krakowski koncert był tylko wypadkiem przy pracy. Choć nie pociesza mnie to zbytnio, bo nie sądzę, abym w najbliższych latach miał okazję zweryfikować to osobiście.
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze