Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Five Finger Death Punch - Warszawa - 12.03.2014

18 Marca 2014

Kolejny raz w Stodole. Ostatnio wizytując ten reprezentatywny pod kątem koncertów klub stolicy, miałem okazję uczestniczyć w imprezie prowadzonej pod egidą Bullet For My Valentine. Tym razem bujałem się w podobnych klimatach - gwiazdą wieczoru był rdzennie amerykański Five Finger Death Punch. I właściwie mógłbym chętnych do posmakowania klimatu tego koncertu odesłać do mojej poprzedniej relacji z Bulletów z dopiskiem: tylko trochę gorzej/słabiej/mniej żywioło/bardziej statycznie. Bo różnice tych obydwu koncertów sprowadzają się właściwie do tego... Postaram się być jednak rzetelnym pismakiem.

fot. Katarzyna Chmielewska
fot. Katarzyna Chmielewska

Na przystawkę zgromadzeni pod sceną mogli wysłuchać takoż amerykańskiego Pop Evil. (Jak można nazwać zespół Pop Evil ?! Popowe zło? Naprawdę?)Abstrahując od nazwy, band zgotował nam bardzo rzetelne powitanie w klimacie mocno osadzonym w tradycyjnie heavy metalowym graniu. Dosadne, poukładana rzetelnie riffy w połączeniu z cornellowską barwą i manierą wokalną frontmana przywodziły na myśl Audioslave, tylko w dużo mocniejszej odsłonie. Coś, jakby z tego składu zostawić Chrissa Cornella, a zamiast Rage'owych renegatów podłożyć tam instrumentalną stronę Korna. Największą uwagę skupiał na sobie bębniarz, który zapamiętale wykonywał showmańskie sztuczki perkusyjne podczas swojej gry, wzbudzając ogólną radość. Połączenie dynamiki, precyzji i ciosu Taylora Hawkinsa z Foo Fighters z cyrkowością popularnego w internecie drummera chałturniczego, którego ktoś nagrał podczas szaleńczego wykonywania coveru ZZ Top. Miło i krótko.

Następni w kolejności masakrowali tłum znów rdzenni Amerykanie ze składu Upon A Burning Body. Tutaj było dużo mocniej i brutalniej. Djentowe riffy, gęsta deathcore'owa faktura rytmiczna podkreślane ostentacyjnym pluciem i łapaniem się za krocze wokalisty stanowiły o dużej sile wyrazu chłopaków z Teksasu. Niestety, ich wyrazistość umniejszona była słabym nagłośnieniem, które odejmowało dynamiki i zamulało odbiór; szczególnie gęstych partii instrumentalnych. Zespół odegrał swój dans makabr w ciekawych outfitach jakby wzorowanych na mundurkach z elitarnej brytyjskiej szkoły z internatem. Udała się współpraca z publicznością, która dość nieporadnie, ale jednak zaaranżowała pierwszy tego wieczora mosh pit na środku sali. Przesłanie zespołu oddać może jeden z liryków; "Life sucks and then you die". Taki wystudiowany, zbrutalizowany nihilizm ubrany w niskostrojone, przesterowane gitary i blasty w tempie milion. Czemu nie.

A gwiazda wieczoru... rozczarowała. Rozczarowanie zaczęło się od nagłośnienia, które było ewidentnie niedostosowane do warunków w klubie. Zbyt ciche i jakoś dziwnie zequalizowane. To przekładało się na kartonowe brzmienie bębnów, szczególnie werbla i talerzy (chociaż tomów w sumie też...) i kompletnie zabierało im dynamikę. Przez to zespół pozbawiony został serca. Całość występu nastawiona była na promocję nowego albumu, nie zapomniano jednak oczywiście o hitach. Słabo ukręcony sound rekompensował wokalista składu, od samego początku łapiąc świetny kontakt ze zgromadzoną publicznością. Zachęty do moshpitu, podziękowania, przeprosiny, a także żarciki (np. "Powiedzieli nam, że nie możemy tutaj odpalić tych wszystkich fajerwerków i ogni, które mieliśmy przygotowane. Więc improwizowałem.", które to słowa wypowiedział, wyciągając zapalniczkę.) ewidentnie podobały się fanom. Cudownie wypadł też moment, kiedy jeden z młodszych wyznawców składu dostał się na scenę i na przemian z wokalistą śpiewał jakże błyskotliwe 'burn mootherfucker", zdzierając sobie gardło. Interakcja wypadła bardzo naturalnie, a "Johnny" będzie zapewne pamiętać ten wieczór jeszcze długo długo...

Miałem jednak wrażenie, że przez tego typu zagrywki (fakt, niektóre niekontrolowane) zespół stracił jakąś aurę monumentalności swojego show. Było tak... zwyczajnie. Nawet wesołkowato, mimo groźnych min krasnludzko brodatego basisty. Na słabość koncertu wpłynęły dla mnie jeszcze dwa znaczące elementy. Środkowa część gigu, kiedy posypały się łzawe balladki (skojarzenia z Nickelback jak najbardziej adekwatne !), a zgromadzeni w sali... usiedli. Kompletny spadek napięcia. No i fakt, że obyło się bez bisu. Zaledwie godzinka grania jak na taką gwiazdę to niezbyt dobry wynik. Także pozostał niepowetowany niedosyt.

I tak mała wyrazistość gwiazdy wieczoru spowodowała, że najbardziej został mi w pamięci plujący frontman Podpłonącego Ciała. Co nie zmienia faktu, że nastolatki kupowały koszulki 5FDP za jedyne 120 PLN i wychodziły uśmiechnięte z koncertu. Może już nie ogarniam tego klimatu?

mateusz.biegaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.