Deep Purple - Katowice - Spodek - 24.02.2006
Niektórzy twierdzą, że zespół-support nigdy nie może liczyć na dobre przyjęcie. W katowickim "Spodku?, wieczorem 24 lutego, tę tezę bardzo skutecznie obalała grupa SBB. Podczas 45-minutowego występu, owacji było nie mniej, niż na samodzielnych koncertach zespołu. Niestety Skrzek i spółka do szczególnie kontaktowych osobistości nie należą, co równie skutecznie udowadniali na konferencji prasowej. Ale muzycznie (co bez wątpienia jest najważniejsze) są wciąż na zdumiewająco wysokim poziomie.
Choć oczywiście sednem tego wieczoru, był koncert "Purpli". Zaprezentowali oni blisko dwugodzinne, wspaniałe rockowe show. Wybornej muzyce towarzyszyła ciekawa oprawa wizualna (koncert rozpoczął się i zakończył krótkim, dowcipnym filmikiem o muzykach wychodzących/wchodzących z/do pudła po sprzęcie). W czasie koncertu efekty też niczego sobie. Ale na koncert Deep Purple 8000 osób przyjechało nie po to, żeby podziwiać światła i animacje.
Zagrali kilka kompozycji z wydanej przed paroma miesiącami płyty "Rapture of a deep". Nie sposób nie zauważyć, że przyjęcie (skądinąd naprawdę wyśmienitych) nowych piosenek przez publiczność, choć bardzo żywiołowe, nie mogło się równać z reakcjami na klasyki. Ale czemuż się tu dziwić?
Najlepiej z nowego repertuaru wypadły chyba kompozycja tytułowa i "Wrong man". Ale już chociażby "Kiss tomorrow goodbye" było moim zdaniem zbędnym elementem. Na szczęście nie zabrakło czasu na starsze utwory. Nie zapomnieli o moim faworycie - "Highway star" - utworze, który regularnie, jeszcze przed kilkoma miesiącami, otwierał koncerty. W "Spodku? usłyszeliśmy go z nieco innym niż na płcie i w poprzednich trasach, rozpoczęciem - z wydłużonym popisem Glovera i Morse'a. Niestety dialog gitara - wokal w charakterystycznej solówce tego utworu nie zabrzmiał tak okazale, jak na poprzednich koncertach. A to za sprawą nie nadążającego Gilliana.
Długie solo zagrał Don Airey. I tak, jak przy okazji "bananowego? koncertu w "Spodku", po długiej, sympatycznej i zgrabnie połączonej serii przeróżnych motywów, uraczył Polaków fragmentem hymnu narodowego, po czym zaś przeszedł do mocarnego wstępu do "Perfect Strangers?. Steve Morse też miał dłuższą chwilę na scenie tylko dla siebie. On również poprzeplatał kilka kultowych motywów, z których chyba najbardziej charakterystycznymi były takty z "Back in black" i "Stairway to heaven". Paice też miał oczywiście swoje solówki - choć z trasy, na trasę są one coraz to krótsze.
Niezwykle pięknie zabrzmiała kompozycja "Contact lost". Rozpoczęta od smutnych i przejmujących dźwięków gitary, zakończona za to szaloną improwizacją. Ten utwór Gillian zadedykował ofiarom niedawnej tragedii w katowickiej hali targowej. Na doniosłe brawa i odpalone zapalniczki nie trzeba było długo czekać. I choć Gillian często powtarza (właściwie na każdym koncercie) "jesteście niesamowici!", to jego zachwyty tym razem wyglądały na wyjątkowo szczere. Faktycznie - trudno było mu się przebić przez wrzawę, gdy chciał się przywitać po pierwszym utworze. Oczywiście - był boso - ale to już właściwie w jego przypadku jest tradycją.
Na bis złożyły się dokładnie te same kawałki, które grali podczas swojej poprzedniej wizyty w "Spodku" - czyli "Hush" i podprowadzone przez Glovera "Black night". Przez cały koncert wszyscy instrumentaliści spisywali się znakomicie. Nie dość, że grali w stu procentach profesjonalnie (co w ich przypadku nie dziwi), to nie zabrakło też ogromnego ładunku energii i wirtuozerskiego polotu (co właściwie u Purpli też dziwić nie może). A to jakby potwierdzało słowa Gilliana, który twierdzi, że jeszcze nigdy im się tak dobrze wspólnie nie koncertowało.
Co się zaś tyczy samego wokalisty, to trzeba przyznać, że przez większość koncertu był bezbłędny i jako muzyk, i jako stonowany showman z klasą. Ale niestety słychać też było, że w bardziej wymagających fragmentach, jego głos już nie brzmi, tak jak dawniej. Ale cóż począć? Limit zdrowotnych i kondycyjnych cudów przypadających na muzyków rockowych wyczerpali The Rolling Stones.
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze