Dżem - Tarnów - 22.3.2007
Po wielu latach oczekiwania tarnowska publiczność wreszcie mogła wziąć udział w koncercie tej kultowej formacji. Zespół wystąpił 22 marca w klubie "Grawitacja", który okazał się zbyt mały, aby pomieścić wszystkich zainteresowanych. Dobrze, że nie zdecydowano się na dużą halę sportową, gdyż to całkowicie mogłoby zabić pół-kameralny, barowy klimat, który jest immanentnie związany z blues-rockiem. Choć jeśli wspomnieć niezwykle udane koncerty Dżemu dla kilkuset tysięcy ludzi na Przystanku Woodstock, to można nabrać wątpliwości do tej teorii o kameralnym charakterze.
Muzycy przecisnęli się przez tłum na malutką scenę, Maciek Balcar przywitał "braci i siostry" i ruszyli. Nie zatrzymali się przez ponad dwie godziny. Na repertuar złożyło się zaskakująco dużo kompozycji z ostatniej studyjnej płyty - "2004". Było to o tyle zaskakujące, że album ten był wydany blisko 3 lata temu i dlatego trudno czwartkowy koncert uznać za występ promujący ów krążek. Przyjęcie nowych numerów nie było najlepsze. Może z wyjątkiem "Ćmy barowej" (którą zagrali przy okrzykach publiczności domagającej się piosenki "Zapal świeczkę", co wokalista skwitował stwierdzeniem: "ćmy do świecy lecą") oraz singlowego hitu "Do kołyski", który został chóralnie odśpiewany w blasku kołyszących się płomieni zapalniczek.
Z racji przeładowania set-listy nowymi numerami zabrakło miejsca dla tych piosenek, na które publiczność szczególnie czekała. Z okresu Jacka Dewódzkiego na wspomnianą "Zapal świeczkę", ale przede wszystkim na przeboje z lat, gdy przed mikrofonem stał Rysiek Riedel. Bardzo brakowało utworów takich, jak "Sen o Victorii" (który był nieustannie wywoływany gromkimi okrzykami), czy "Skazany na bluesa" (który za sprawą filmu na nowo zagościł w świadomości słuchaczy). Nie było też bliskiego tarnowskiej publiczności szlagieru "Lunatycy", ani mojego wielkiego faworyta - "Pawia". Jednak dla wielu był to wieczór magiczny, w niepowtarzalnej, przyjaznej atmosferze, gdzie nawet mimo braku barierek nieliczni ochroniarze nie mieli prawie żadnej pracy i mogli pozwolić sobie nawet na uśmiech, co rzadko widuje się przy zabezpieczaniu tak tłocznej imprezy.
W pierwszej części koncertu muzycy zagrali rozimprowizowane "Naiwne pytania". Jednak na największe hity przyszło czekać prawie do samego końca. Wtedy to publiczność usłyszała: "Wehikuł czasu", "Czerwony jak cegła", "Whisky", czy "Autsajder". O wirtuozerskim kunszcie wszystkich instrumentalistów nawet nie wypada wspominać, bo jest to po prostu oczywiste.
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze