Kult - Kraków - 18.10.2002
Dnia 18 października 2002 roku w krakowskiej Hali Wisły odbył się koncert KULTU. Nie miało to miejsca z okazji nowej płyty, ot po prostu Kazik pojechał w trasę po Polsce.
Jako że był to mój pierwszy koncert KULTu, nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Oczekiwałem potężnej dawki znakomitej muzyki. Nie zawiodłem się. Muzyka świetna (jak to KULT), nagłośnienie trochę mniej. Atmosfera znakomita. Ludzie naprawdę przeżywali koncert, co wyrażali między innymi ?przenoszeniami? ludzi ma rękach ponad tłumem, aż pod scenę. Parę razy mnie też chciano wziąć, ale się nie dałem ;). Nie mówiąc już o tym, jak ludzie reagowali na tak KULTowe utwory, jak Polska, czy Arahja. Wtedy na środku tworzyło się coś w rodzaju zaimprowizowanego ringu, na którym dochodziło do przepychanek z rozbiegiem. Parę razy ludzie po odbiciu się lądowali daleko w tłumie, trochę poobijani, ale zaraz wracali ochoczo na miejsce 'bójki'.
W tym miejscu parę słów o repertuarze. Zbudowany głównie w oparciu o starsze kawałki (Wódka, Piosenka młodych wioślarzy, Do Ani, Totalna Stabilizacja, czy wreszcie Wspaniała nowina). Ale prawdziwym smaczkiem było otwarcie koncertu, czyli dwa utwory autorstwa KULTowych fanów. Co prawda, z powodu kiepskiego nagłośnienia w ogóle nie można było zrozumieć ich tekstu, ale co tam. Liczył się sam fakt, że były. Po dwóch godzinach grania (około 21.30) Kazik i reszta towarzystwa chcieli zejść ze sceny, ale ludzie im nie pozwolili. Wywołali ich na scenę i doczekali się swego. Zagrali m.in. Dom wschodzącego słońca, Totalną stabilizację, Krew Boga, czy wreszcie, jako wielki finał Dziewczynę bez zęba na przedzie.
A teraz moje własne odczucia i opinie zasłyszane w długiej kolejce do szatni. Jak na mój gust, KULT wypadł znakomicie, chociaż pewne braki w nagłośnieniu dość znacznie utrudniały odbiór muzyki (z drugiej strony, ?Wisełka? to najlepsza hala koncertowa w Krakowie, więc nie będę narzekał). Trudno mi oceniać, kto był najlepszy na scenie, bo był to mój pierwszy KULTowy koncert i nie znam typowego zachowania muzyków. Ale podobno (opinia z szatni) wioślarz Banan nieźle dawał czadu (zwłaszcza w Piosence młodych wioślarzy ;)). Ale w ogóle jakoś brakło elementów gry scenicznej, czy zabawy z publicznością. Może zespół miał zły dzień. Jeszcze jedno słowo o minusach. Nie do końca rozumiem sens puszczania muzyki klubowej w przerwie koncertu. Po co to? Drugi minus to brak Generała Fereiry w repertuarze. Szkoda, pozostaje poczekać na inny koncert.
I jeszcze słowo podsumowania. Mnie osobiście ten koncert się podobał i nie uważam tych 28 złotych i dwóch i pół godziny za zmarnowane. Warto było i ten koncert na długo zapadnie mi w pamięć.
Michał Błaszczyk











Aktualności


Komentarze