Lech Janerka, Marillion, Carmina '06 - Kraków - 24.6.2006
Mimo, że na plenerowe imprezy typu chrzciny/śluby/wesela/pielgrzymki papieży nie uczęszczam i obstaję przy stwierdzeniu, że jeśli piekło istnieje, codziennie odbywają się tam Juwenalia, to w tym wypadku raczej daleko idący sentyment do Marillion zadecydował o pojawieniu się na tegorocznych Wiankach. Wianki jak to Wianki rządzą się swoimi prawami, więc drętwa publika rozrzucona na całej długości wałów wiślanych zajęta dostarczaniem promili do krwi nijak nie dziwiła. Chrzęst gniecionych pod butami puszek po browarach również.
Scena ustawiona była w miejscu tak cudownie nienadającym się do czegokolwiek (idealnie na zakolu), że dźwięk dosłownie zwiewało wzdłuż rzeki. Dwóch gości z RMF.FM ćwiczyło brytyjski akcent, co chwila tworząc nowe wariacje nazwy głównej muzycznej gwiazdy wieczoru i próbowało festyniarsko-bazarowymi tekstami ożywić lud, trafiając przeważnie na ścianę szyderczego śmiechu. W najlepszej sytuacji byli ci, którzy usadowili się w miejscach znajdujących się pod pewnym kątem względem stejdża, ustawionego tradycyjnie na zasadzie my na jednym brzegu, wy na drugim, ponieważ dokładnie vis a vis platformy stała barka ze stanowiskiem dźwiękowców. Zatem pół koncertu oglądało się na "potężnych", jak zapowiadali organizatorzy, telebimach wielkości boiska do cymbergaja. Janerka z Wiankami miał tyle wspólnego co ja z PiSem, co zresztą on sam skomentował ironicznym "ależ was słychać". Bardzo schematyczny set na godzinkę grania z jaśniejszymi punktami w postaci Wirnika i Konstytucji, fatalnie nagłośniony, ale i profesjonalnie (na ile się dało oczywiście) zagrany. No, całość z innej bajki.
Po Marillion spodziewałem się setlisty całkowicie imprezowej i pierwsze dwa utwory zapowiadały, że większych zdziwień nie będzie. Z kopyta zagrane Separated Out i pozostające w sferze radosnych poszukiwań technicznych You're Gone. Ale każda kolejna minuta przynosiła kolejne spodzianki-niespodzianki. Trochę inaczej zagrane Fantastic Place, dalej średnio słyszalne Easter. Beautiful na żywo stracił cały swój lepki, studyjny lukier, także mimo prywatnej antypatii do utworu, bardzo miło było usłyszeć na żywo. Kapitalnie wypadł Out Of This World, który potężnym brzmieniem klawiszowych pasaży (wtedy albo przestało wiać, albo technicy uporali się z dźwiękiem) przewalcował nawet tych przypadkowych słuchaczy. Zaskoczył wybór Accidental Man i choć rozlazł im się ten kawałek, to wspomnienie pozytywne pozostanie. Reprezentujący Marillionowe kobyły Neverland zabrzmiał jak petarda, selektywnie, głośno i bezbłędnie. Dwa bisy to oczywisty wybór imprezowego energizera Between You And Me, na którym i tak wszyscy siedzieli (kij im w oko) oraz przestrzenny Cover My Eyes odśpiewany na wspomnianej wyżej barce. Do wokalu Hogartha można się przywalać, ale ten koncert utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że głos ma facet nie do zdarcia. Chyba ani jednego omsknięcia, a playbacku raczej nie zarejestrowało moje czułe ucho. Ze sceniczną charyzmą też wszystko w porządku ? było paradowanie w koszulce z orzełkiem i kibolskim szaliku naszej reprezentacji i pojedyncze słowa po polsku.umnie zapowiadane widowisko plenerowe Macieja Sobocińskiego z kilkoma scenami, tancerzami, chórami, wizualizacjami, ożywianiem Godzili, odtworzeniem płonącego lasu ludzi w świetle którego spożywał posiłki wojewoda Drakula (te dwa ostatnie to ściema) jakim miała być Carmina ?06 okazało się kompletnie niesłyszalną zbieraniną przypadkowych scenek z życia mrówek. A całość zakończył pokaz sztucznych ogni, czyli wywalenie w nocne krakowskie niebo tony fajerwerków.
Szkoda jednak, że obok normalnych jednostek ludzkich, wokół wałów krążyły ekipy najnormalniejszych zadymiarzy. Zęby można było stracić w tempie ekspresowym, a policmajstrzy, mimo że w liczbie trzech usuwali się jedynie takim ekipom z drogi. W tej kwestii powrót do domu równał się przejściu przez battlezone.
Na następne Wianki pewnie nie przyjdę, ale jednorazowe doświadczenie nawet pozytywne. W końcu jedyny koncert w roku panów Marillionów.
Aleksander "Malkavian" Stępień











Aktualności


Komentarze