Mikołajkowy Prezent Rockowy - Brzesko - 8.12.2003
W zajeździe pod Brzeskiem, niedaleko osławionego okocimskiego browaru, w sobotę 8 grudnia odbyła się rewelacyjna impreza rockowa z udziałem najlepszych w swojej branży artystów. Koncert można zaliczyć do kameralnych, bo widzów było jedynie około 200. Cudem udało mi się zdobyć bilety, które jak na imprezę tego pokroju były po śmiesznie niskiej cenie - 15 zł. Praktycznie mogli je dostać jedynie protegowani; potwierdza się, że dobrze mieć znajomości. Ten Mikołajkowy Prezent Rockowy (tak się nazywała impreza) sfinansował nieoceniony Browar Okocim. Nie pytajcie, więc co było głównym napojem na koncercie...
Występy miały się rozpocząć o 20:00. Ja nauczony doświadczeniami przybyłem z godzinnym wyprzedzeniem i jak się okazało - słusznie. Dobrze, że miałem rezerwację, bo lokal był już wypełniony koneserami rocka raczącymi się złotym napojem sponsora. Wszystko było gotowe - scena już przygotowana, cały sprzęt, wszyscy widzowie byli w pełni gotowi kwadrans po 20.
Jednak starym polskim zwyczajem koncert wystartował z... godzinnym opóźnieniem. Na scenie pojawił się jakiś gościu z RMF-u (nie zapamiętałem jego nazwiska, bo nie sądzę, aby był tego wart) i rozpoczął przedstawianie muzyków: J. Królik - gitara solowa, obecnie zespół Brathanki (a szkoda, bo tam gościu się marnuje); M. Jurecki - gitara basowa, obecnie Budka Suflera, A. Sztaba - instrumenty klawiszowe, na co dzień towarzyszy Edycie Górniak, J. Styczyński - gitara solowa, od lat w Dżemie, P. Królik - perkusja, brat Jacka, Ewa Brachun i Ola Chudek - chórek, obecnie z Budką Suflera.
I zaczęło się - na scenie, przy mikrofonie RMFa zmienił lokalny wokalista - M. Furmański. Nie sądziłem, że stać go na tak perfekcyjny śpiew! Nie bez powodu zwą go polskim Joe Cockerem (jak na ironię przed koncertem z głośników leciały piosenki właśnie tego legendarnego śpiewaka). Jego wokal połączony z muzyką na najwyższym poziomie, tworzyły wspaniałą całość, po prostu perfekcyjny rock! Muzyka grana na tym koncercie w prawie 100 % trafiła w mój gust. Wykonali starsze, niektóre mniej znane, zagraniczne utwory. Genialna własna interpretacja słów, która nie burzyła jednak ładu oryginałów, przez Furmańskiego była imponująca, podobnie, jak bezbłędne wykonanie sekcji rytmicznej (basu i perkusji).
Do tego trzeba zaznaczyć, że perkusję "była wszędzie", ale nie zagłuszała piosenek. Z pewnością muszę zaliczyć Królika w mój poczet najlepszych perkusistów, bo do tej pory go nie doceniałem, a tu sprawdził się świetnie w nowych dla siebie utworach. A. Sztaba, dotąd nieznany mi klawiszowiec, też zaprezentował się z bardzo dobrej strony - widać, że jest po prostu wybitny w swojej dziedzinie.
Gitarzyści też grali lepiej niż rewelacyjnie! Szybkość Królika (brawa za jego sławne "młynki) i niepowtarzalność i subtelność Styczyńskiego świetnie współgrały ze sobą. Momentami młody gitarzysta nie dawał rozwinąć skrzydeł doświadczonemu Dżemowcowi, gdyż jako pierwszy wchodził w "soczyste" solówki. Ale i tak genialnie się uzupełniali i z resztą zespołu tworzyli świetną całość, mimo iż prawie wszyscy to wybitne indywidualności. M. Jurecki był bezbłędny, potwierdził w pełni, że jest jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym basistą Polski).
Czuło się klimat nieco undergroundowych występów, koncertów mało znanych muzyków, więc w przypadku takich gwiazd było to coś niepowtarzalnego. Reakcja publiczności nie była gorsza niż występy artystów. Nie sposób tu przecenić zasługi piwska dla niektórych reakcji, czasem nieco dziwnych. Ale trzeba było tam być, ludzie nie stali, jakby połknęli kija, a usta mięli zakneblowane, tylko reagowali tak, jak przystało na rockową publiczność - ekspresywnie, spontanicznie. -śpiewali znane kawałki, tańczyli, krzyczeli, bili brawo, ale co trzeba podkreślić - kulturalnie.
Potem nastała najsłabsza części koncertu - śpiewały bowiem solo mało utalentowane dziewczyny z chórku Budki Suflera. Na szczęście nie trwało to zbyt długo. Potem jednak prowadzący zaczął zapowiadać kolejnego wokalistę. Nikt, kto nie był, nie uwierz, jak ludzie zareagowali na K. Cugowskiego. Nie spodziewałem się takiego aplauzu, wręcz euforii! Sądziłem, że wszyscy mający przed oczami "Bal wszystkich świętych" nie będą zachwyceni jego obecnością - bo wiedzą, że to stary ramol, który ledwo się rusza.
Cugowski zaśpiewał 5 utworów. Wśród nich były obcojęzyczne, a także "Czerwony jak cegła" (cover Dżemu z solowej płyty Cugowskiego) i klasykę Budki Suflera - 2 rewelacyjne utwory "Cień wielkiej góry" i "Jest taki samotny dom". Momentami nie mogłem uwierzyć, że widzę tego samego Cugowskiego, który w większości na koncertach ma 2 pozycje (z prawą ręką na mikrofonie i z lewą). Zaryzykował bym nawet stwierdzenie, że zachowywał się jak prawdziwy rockowiec, śpiewał też rewelacyjnie - to niebo a ziemia w porównaniu z "Takim tangiem", czy "Balem wszystkich świętych". Udowodnił, że jego głos nadaje się do repertuaru rockowego i to bardzo dobrze, więc szkoda, że ostatnio coraz częściej śpiewa pop. Potem znów zmienił go Furmański, który był tak samo świetny, jak na początku. Do technicznej strony koncertu nie mam najmniejszych zastrzeżeń - jakość dźwięku była świetna, żadnych niespodzianek. -światła dobre, bez żadnych bajerów. Koncert był też filmowany.
Po koncercie udało mi się dostać za zaplecze do muzyków. Zrobiłem kilka fotek, uzyskałem autografy, ale co najważniejsze, zamieniłem też kilka zdań z artystami. Uzyskałem odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań. Była taka możliwość, gdyż nie napierał na nich tłum fanów, jak to bywa po większości ich koncertów, ale osób z poza kręgu muzyków i organizatorów, było może z 6.
Ten koncert został zorganizowany z inicjatywy managera Perfectu. W najbliższym czasie ma się odbyć, znów w Zajeździe Brzeskim, podobny koncert. Materiał z tych dwóch imprez ma zostać wyselekcjonowany i wydany na płycie; oby tak było.
Podsumowując koncert w 3 słowach: świetny, rewelacyjny, doskonały! Nigdy w życiu nie byłem na tak wspaniałej imprezie muzycznej. Nie piszę tego dlatego, że były tam gwiazdy polskiego rocka - osoby, które bardzo lubię, nie piszę tego tylko dlatego, że koncert był wspaniale zorganizowany, nie piszę tego tylko dlatego, że grali po prostu perfekcyjnie, ale piszę to przede wszystkim dlatego, że była niepowtarzalna atmosfera!
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze