Rammstein - Katowice - 13. 11. 2001
Na wtorek 13 listopada 2001 roku fani grupy Rammstein czekali długo. W katowickim Spodku zgromadziło się ponad 5 tysięcy entuzjastów niemieckiego ciężkiego grania.
Impreza miała rozpocząć się o 19.00, tak więc kilka minut po 17 przyjechałem pod Spodek. Jak można się było domyśleć pod obiektem znajdowała się już spora grupa ludzi przybyłych na koncert. Po godzinie 18 zostało otworzone jedno wejście, tłum ruszył do niego. W straszliwym ścisku również ja zmierzałem do wnętrza budynku. Zanim dostałem się do środka wejście było kilkakrotnie zamykane.
Do Spodka dostałem się około godziny 20. Clawfinger był już na scenie - cóż fatalna organizacja.
Szwedzka grupa dobrze rozgrzała publiczność. Występ podobno trwał 40 minut, Clawfinger zaprezentował materiał głównie z ostatniego albumu A Whole Lot Of Noting, nieco mniej było starych kawałków. Szczególnie ciekawie zaprezentował się gitarzysta, który świetnie kręcił głową :-)))))
Po skończonym występie suportu na scenę weszła obsługa techniczna, przygotowywująca występ Niemców.
O godzinie 21 w Spodku zrobiło się ciemno. Zaczęło się! Muzycy wychodzili po kolei. Począwszy od perkusisty (Christoph Shneider), przez gitary (Richard Bernstein, Paul Landers, liver Riedel), klawisze (Christian Lorens), skończywszy na Tillu Lindemannie (wokal). Każdy w masce i samych slipach. Po tym niewybrednym wstępie rozpoczął się właściwy koncert. Panowie z Rammstein zagrali najpierw kawałek z drugiego krążka - Bestrafe Mich. Potem było już tylko lepiej. W czasie 40 minutowego show Niemcy pokazali się z jak najlepszej strony. Nie zabrakło wybuchów i gry świateł - z których słyną koncerty grupy.
W czasie koncertu można było usłyszeć słynny już utwór Rammstein w takcie którego Till wystąpił w sławnej, płonącej kurtce. Nie zapomniano też o pontonie na którym Flake (klawisze) pływał po publiczności oraz ognistych maskach. Muzycy zagrali nieco ostrzej niż na płytach (ale jest to norma na koncertach). Słychać było głownie materiał z ostatniego albumu Mutter choć kawałków z wcześniejszych krążków również nie zabrakło.
Koncert mino dwóch bisów był zdecydowanie za krótki. Ze Spodka wychodziłem z lekkim niedosytem. Występ był naprawdę świetny, zobaczyłem wszystko co chciałem i czego spodziewałem się po koncertach Rammsteina. Ale te 40 minut to zdecydowanie za krótko, aby w pełni nacieszyć się tym wspaniałym widowiskiem. Mam nadzieję, że kiedy Niemcy znów pojawią się w Polsce zagrają równie dobrze, ale znacznie dłużej.
Mariusz "Consus" Kabała











Aktualności


Komentarze