Dr Zoydbergh - Kraków - 25.04.2005
25 kwietnia 2005 roku w krakowskim Jazz Rock Cafe odbył się koncert zespołu Dr Zoydbergh, supportowanego przez Neverhood.
Cała impreza miała planowo zacząć się o godzinie 20:00, jednak z powodu bardzo małej ilości ludzi zgromadzonych w klubie, wszystko opóźniło się o około pół godziny. Najpierw na scenie pojawił się Neverhood, czyli kapela z Nowej Huty, z którą gościnnie na bębnach wystąpił Adam Luki z Latinusa. Zagrali krótki - raptem nieco ponad pół godzinny - show, który po publiczności spłynął (z nielicznymi wyjątkami) jak woda po kaczce. Mało kto się bawił, pewnie ludzie zastanawiali się dlaczego wokalista tak śmiesznie rzuca się po scenie. Muzycznie Neverhood wypadł dość biednie. Ich muzyka to połączenie grunge'owych brzmień, z heavy-metalowymi solówkami i trudnym do zrozumienia wokalem. Nie pokazali nic specjalnego, tak brzmi bardzo wiele młodych kapel.
Ale na szczęście Neverhood nie był gwiazdą wieczoru i około 21 na scenie pojawił się Dr Zoydbergh w pełnym składzie i w znakomitej formie. Długa, bo około półtora-godzinna setlista obfitowała w nowe kawałki, których nie sposób znaleźć na wydanych dotychczas demówkach. W porównaniu do poprzedniego swojego koncertu, w krakowskim LochNess, grali ostrzej i szybciej, co dało się od razu zauważyć.
Artur Dębiński nie musiał starać się pozyskać publiczność do zabawy, sama się "pozyskała". Od pierwszego kawałka coraz bardziej wkręcała się do zabawy, śpiewała razem z Arturem, starała się w jakiś sposób tańczyć na tych kilku metrach kwadratowych wolnej przestrzeni. Im później (i im więcej wypitych browarów), tym więcej zwolenników miała muzyka Zoydbergha i pod koniec występu już całe wolne miejsce przed sceną było zajęte, do tego stopnia, że ciężko było przejść do baru po kolejny napój.
Muzycy tego dnia byli w dobrej formie, dawali z siebie naprawdę dużo i nie oszczędzali instrumentów. Najlepiej było to słychać w dynamicznych utworach, takich jak Unifikacja, Acid House, czy Peaceda, która zrobiła prawdziwą furorę, bo publika domagała się jej na bisach. Wyrazy uznania dla gitarzystów, za dobrą technikę gry i opanowanie trudnych przejść i dla Artura Dębińskiego za mocne płuca.
W trzech zdaniach: koncert Dra Zoydbergha w krakowskim Jazz Rock Cafe należał do udanych. Zespół w dobrej formie, publika bawiła się świetnie i tylko techniczni dali nieco ciała, bo nie można było zrozumieć co Artur śpiewa. No i po całym koncercie lekko przygłuchłem, ale i tak było fajnie :)
Michał Błaszczyk











Aktualności


Komentarze