Hunter - Paweł Grzegorczyk - Uznanie ludzi jest dla mnie najważniejsze.
5 Maja 2010
Zespół Hunter śmiało można nazwać legendą polskiego heavy metalu. I to nie tylko ze względu na długą, bo 25-letnią działalność, czy olbrzymią liczbę koncertów zagranych zarówno w klubach, jak i podczas rozmaitych festiwali i imprez plenerowych. Legenda to przede wszystkim niepowtarzalny styl i charakter oraz wyrazistość muzycznego przekazu, a tych Hunterowi odmówić nie można. Ich dorobek płytowy to też jakość, a nie ilość; poziomem każda płyta przewyższa poprzednią. Stąd stale rosnąca popularność zespołu.
Koncert, który odbył się w warszawskim klubie Stodoła 29 kwietnia to już końcówka drugiej części trasy HellWood Tour. Jakie zespół ma dalsze plany? Czy tegoroczny jubileusz to okazja do podsumowań, czy bardziej bodziec do dalszych działań - próbuję dociec w rozmowie z liderem, Pawłem Grzegorczykiem tuż przed koncertem.

Małgorzata Sęczak: W tym roku zespół obchodzi 25-lecie istnienia. W jaki sposób je świętujecie? Jakie projekty związane z tym jubileuszem już są bądź będą realizowane?
Paweł Grzegorczyk: Jesteśmy w trakcie drugiej części trasy promującej ostatnią płytę; kończą się koncerty klubowe, a zaczynają festiwale. Po nich, na jesieni planujemy taką bardziej jubileuszową trasę, podczas której część koncertów zagramy w wersji akustycznej. Będzie to dla nas i dla fanów coś nowego, nowa stylistyka występów. To znaczy, już podczas obecnej trasy gramy taką próbkę - cztery piosenki akustyczne, jako przedsmak tego, co będzie się działo na jesieni. W tej chwili nie wiem jeszcze, ile dokładnie koncertów zagramy i gdzie; być może będą to jakieś inne, nietypowe miejsca. Zobaczymy. Poza tym, z okazji tego 25-lecia planujemy również wydanie jubileuszowego DVD.
MS: Ponoć ma to być płyta z koncertem nagranym tutaj, w Stodole 7 listopada ubiegłego roku. Czy coś ponadto znajdzie się na płycie i kiedy można spodziewać się jej w sklepach?
PG: Tak, na płycie znajdzie się wspomniany koncert, ale będą tam również teledyski, jakieś dodatki, jakieś nagrania archiwalne, których mamy przecież bardzo wiele. Nie wiem dokładnie, co jeszcze tam dołożymy, ale postaramy się, by ta płyta była prawdziwą gratką, prawdziwym prezentem dla naszych fanów. A ukaże się ona najprawdopodobniej już po wakacjach. Mam nadzieję, że jej wydanie zbiegnie się z jesienną trasą, byśmy mogli jednocześnie promować to wydawnictwo.
MS: Jak wspomniałeś, dobiega końca druga część trasy HellWood Tour. Jak według Ciebie wypada ona w porównaniu z poprzednimi: MedeiS Tour czy T.E.L..I Tour? Były one swoistymi superprodukcjami estradowymi ze znakomitą scenografią i oprawą wizualną. Czy na tej obecnej trasie było podobnie?
PG: Tak, myślę, że cały czas kontynuujemy ten format, dbamy o to, by wizualnie nasze koncerty dobrze wyglądały. Różnicą jest długość trasy - obecna objęła więcej koncertów, gdyż okazało się, że jest więcej klubów i miejsc, do których zostaliśmy zaproszeni. Zmieniliśmy też trochę repertuar, do menu koncertowego dodaliśmy elementy akustyczne. Chyba jednak dopiero przy następnej płycie pomyślimy o jakiejś radykalnej zmianie.
MS: Póki co, nadal promujecie "HellWood" - płytę, na której tekstowo zrezygnowałeś z polityki na rzecz tematyki filmowej. Poprzednio poprzez swoje teksty łajałeś polską rzeczywistość, szczególnie scenę polityczną; Twoje teksty były pełne złości, frustracji. Czy zmiana tematyki oznacza, że nie przeszkadza Ci już to, jak obecnie wygląda sytuacja w Polsce?
PG: Poprzednia płyta "T.E.L.I..." była naszym protestem przeciwko temu, co się wówczas działo w kraju. A wiadomo, był to okres, w którym dosłownie człowiek bał się, że "wejdą do domu nocą, kolbami w drzwi załomocą". Innymi słowy, nie było za ciekawie. Ale my tak naprawdę wcale nie jesteśmy fanami polityki, ja osobiście, pomimo tego, że jestem radnym, szczerze polityki nie znoszę. Uważam, że pracę samorządową można spokojnie oddzielić od polityki, nawet jeśli ta próbuje się na siłę do niej wedrzeć. Staram się kwestie samorządu lokalnego chronić, ponieważ polityka tylko to wszystko psuje. Natomiast w momencie, kiedy czuję się zagrożony polityką, zaczynam o tym pisać. Tak było przy pracy nad "T.E.L.I...". Tak zresztą jest zawsze z naszymi tekstami - decyduje o nich nastrój danej chwili, to, co się dzieje wokół nas, bądź w naszym życiu osobistym. A tematyka filmowa ostatniej płyty wywodzi się z tego, że wszyscy jesteśmy maniakami filmowymi; w którymś momencie to nasze wspólne zainteresowanie musiało po prostu znaleźć ujście. I dobrze, bo chcieliśmy też podjąć jakiś nowy temat, żeby się nie powtarzać, żeby było ciekawiej.
MS: W przeszłości dość otwarcie mówiłeś o tych osobliwych cechach polskiej mentalności: nietolerancji, antysemityzmie, fanatyzmie, żeby wymienić tylko kilka. Czy Twoim zdaniem coś się w tej kwestii zmieniło?
PG: Myślę, że niezbyt wiele, chociaż powoli zaczynamy tak jakby normalnieć, poszerzać nasze horyzonty umysłowe. Ale idzie nam to bardzo opornie, ponieważ nietolerancja i strasznie wąskie, schematyczne myślenie wciąż są w nas głęboko zakorzenione, na nich się wychowaliśmy. Wciąż całe mnóstwo ludzi ma bardzo ograniczone postrzeganie rzeczywistości. Jest to trochę przerażające, ale właśnie dlatego trzeba o tym mówić i pisać; tylko w ten sposób można coś zmienić. My na przykład staramy się przekazać młodym ludziom, którzy nas słuchają, żeby nie dali się wmanewrować w homofobię, czy jakieś nacjonalistyczne historie, bo przecież takie uprzedzenia są bezsensowne i zupełnie zbędne.
MS: A jeśli chodzi o język tego przekazu, to początkowo był to w znacznym stopniu język angielski. Tłumaczyłeś to tym, że po polsku ciężko się pisze, bo jest to język zbyt trzeszczący i szeleszczący. Tymczasem "HellWood" to już druga płyta napisana całkowicie po polsku. Skąd ta zmiana?
PG: Faktycznie, prościej i szybciej jest pisać teksty po angielsku, przynajmniej na takim poziomie, na jakim ja to robiłem. Ale angielski nie jest moim naturalnym językiem. Jednym z powodów, dla których uciekałem poprzednio od polskiego było właśnie to szeleszczenie, drugim zaś to, że nie byłem pewien swoich polskich tekstów, trochę obawiałem się obciachu. Ale okazało się, że nikt ich za bardzo nie krytykował, wręcz przeciwnie, teksty te zaczęły do ludzi docierać, więc postanowiłem to rozwijać, pisać więcej po polsku.
MS: Co mnie osobiście podoba się w Twoich tekstach to zabawa słowami - dążysz do dwuznaczności, tworzysz swoiste neologizmy. Ciekawi mnie zatem, czy przychodzi Ci to łatwo i naturalnie, czy też ślęczysz godzinami nad kartką i wymyślasz pokrętne znaczenia.
PG: Jest tak, że biorę długopis do ręki i zaczynam pisać, a tekst jakoś sam mi się układa. Ja nawet nie siadam do pisania tekstu z myślą, że będzie on konkretnie o tym, czy o tamtym. Po prostu zawsze, kiedy mam w głowie melodię lub nawet całą piosenkę, siadam i układam do niej tekst. Zawsze najpierw piszę muzykę, a później słowa. Czasami jest też tak, że dopiero gdzieś w połowie tekstu okazuje się, o czym on traktuje :) Tytuły też nierzadko pojawiają się znacznie później niż same piosenki. Może to nie jest najlepszy model do naśladowania, ale ja nigdy nie kreślę jakiegoś konkretnego planu, który później skrupulatnie realizuję. Po prostu daję się ponieść temu, co w danej chwili czuję. To silniejsze ode mnie :)
MS: Uważasz, że siła waszych utworów tkwi bardziej w tekstach, czy w muzyce?
PG: Myślę, że jest to wypadkowa wielu rzeczy: muzyki i tekstów, ale również tego, jakimi jesteśmy ludźmi. Gramy ze sobą już na tyle długo, że można powiedzieć, że zespół Hunter to rodzina. A fani cenią nas chyba za całokształt, całkowity charakter zespołu.
MS: A czy jest to rodzina, w której panuje demokracja i decyzje podejmowane są wspólnie? Czy też pełnisz w niej rolę szefa, choćby z uwagi na fakt, że to Ty jesteś współzałożycielem zespołu oraz autorem tekstów i kompozytorem większości utworów?
PG: Jeśli chodzi o decyzje dotyczące zespołu, to zazwyczaj podejmujemy je wspólnie. Kiedyś rzeczywiście było tak, że to ja o wszystkim decydowałem, ale wynikało to z tego, że mój wkład pracy był największy. Zdarzało się, że musiałem zmuszać innych, by coś robili, by się bardziej angażowali. Był to taki etap, w którym trzeba było zespół ustawić i ktoś musiał to wziąć na siebie. Ale z czasem kolegom zaczęło coraz bardziej zależeć, więc i angażowali się coraz mocniej. A teraz to ja nawet bardzo chętnie oddałbym to liderowanie komuś innemu, bo jestem tym już trochę zmęczony. Bądź co bądź, robię to już 25 lat. Na szczęście jednak nikogo nie trzeba już do niczego zmuszać, ten zespół to przecież nie tylko nasza wspólna miłość i pasja, ale i praca. A poza tym, jest to zespół wielkich indywidualistów i każdy z nas ma swoje zdanie, więc zazwyczaj wspólnymi siłami dochodzimy do kompromisów i w ten sposób decydujemy o najistotniejszych dla nas sprawach.
MS: Czy były takie decyzje, których teraz żałujesz? Może też są piosenki, których teraz zdecydowanie byś nie napisał?
PG: Nie, piosenek nie żałuję. Było natomiast kilka błędnych decyzji organizacyjnych, a wynikały one z tego, że my z natury jesteśmy bardzo ufnymi ludźmi. No i to się na nas kilka razy zemściło. Do tego okazuje się, że czasem nawet na błędach nie jesteśmy w stanie postawić nowego porządku naszego małego świata. Cóż, tacy po prostu jesteśmy.
MS: Ostatnia wasza płyta, "HellWood" zebrała masę pozytywnych recenzji, odnoszę nawet wrażenie, że z każdą kolejną płytą krytycy są wam coraz bardziej przychylni. W którym momencie Ty osobiście poczułeś się doceniony jako artysta?
PG: Właściwie to od początku naszego grania były takie drobne, ale dla nas wielkie momenty pozytywnego oddźwięku na to, co robiliśmy. To były jakieś przeglądy, które wygrywaliśmy, później było "Requiem" i siódma solówka wszechczasów, płyta roku czy teledysk wybrany przez widzów, później sukces wideoklipu "Kiedy umieram", który wywrócił nasz świat do góry nogami, Woodstock... Tego typu nagrody niezmiernie nas cieszyły. Mnie osobiście zawsze najbardziej poruszały i poruszają do tej pory nagrody publiczności, uznanie ludzi jest dla mnie najważniejsze. Bo to ich zaangażowanie, poparcie we wszelkich plebiscytach, udział w koncertach doprowadziły nas do miejsca, w którym teraz jesteśmy. Oczywiście, nagrody branżowe też są dla nas ważne, ale krytycy to specyficzna grupa ludzi i z dystansem podchodzimy do tego, co o nas myślą. Prawdę powiedziawszy, gdybyśmy byli zdani tylko na opinię krytyków, to nie wiem, czy Hunter już dawno temu by się nie rozpadł. Zwłaszcza na początku istnienia, bo ostatnio są dla nas nieco łaskawsi, co rzeczywiście również cieszy.
MS: Już wkrótce zaczynacie festiwale i imprezy plenerowe, po nich jesienna część trasy. A czy wybiegacie już dalej w przyszłość? Czy są już jakieś plany dotyczące nowej płyty?
PG: Tak, myślę, że po jesiennej trasie zaczniemy pracę nad nową płytą. Trudno powiedzieć, czy będzie to początek, czy połowa przyszłego roku, ale plany nagrania nowego materiału już są. Poza tym, mamy jeszcze trochę pomysłów, niewykorzystanych podczas pracy nad HellWood i chcielibyśmy je teraz dokończyć.
MS: Zatem życzę powodzenia w realizacji tych planów i bardzo dziękuję Ci za rozmowę.
PG: To ja dziękuję.
Małgorzata Sęczak











Aktualności


Komentarze