Kokon - Na razie wiemy, kim nie jesteśmy
Zespół Kokon ostatnio gra sporo koncertów. A jest to zapewne naturalną konsekwencja wydania płyty - debiutu. "Symbioza", bo o niej mowa, to hard-rockowy hołd złożony Witoldowi Gombrowiczowi. Zaś naturalną konsekwencją tego faktu, jest to, że pierwsze pytania w wywiadzie dotyczyły właśnie tego autora. Ale, jak na RockMagazyn przystało - będzie też o muzyce, koncertach, riffach, płytach, inspiracjach, Metallice, Pink Floyd, firmach fonograficznych...
Bartek Biga: Czy faktycznie Gombrowicz jest aż tak inspirujący?
Erni: Przyznaję? Z boku rzeczywiście wydawać się może, że Gombrowicz to już lamus. Zbuntowana dzisiejsza dziatwa odrzuca przecież z góry wszystko, co im odgórnie narzuca szkolny kanon autorów obowiązkowych, dlatego podejrzewam, że wciąż niewielu skorzystało z możliwości przeczytania choćby "Ferdydurke", "Dzienników" czy "Trans-Atlantyku", a nie ich zbrykowanych odpowiedników praktycznych. Dlatego właśnie tak wielu odrzuca go na starcie, nie mając pojęcia, że to właśnie on przemawia w ich imieniu i stoi po ich stronie barykady. Chce poprowadzić młodych swoją drogą i uchronić przed tyranią schematu i wszelkiej oczywistości. Tylko, że ci młodzi nigdy się tego nie dowiedzą, jeżeli wielopłaszczyznowe przesłanie Don Witoldo zostanie im zapodane przez bezbarwnych nauczycieli, którzy okrajają jego filozofię do kilku oklepanych w brykach sloganów. A Gomber przepuszczony najpierw przez czyjeś filtry rzeczywiście może wydawać się niejadalny. Ja sam także nie łyknąłem go w pełni od razu. Dopiero drugie podejście pozwoliło mi odkryć wielką paletę jego niekompatybilnej myśli. Bo Gombrowicz nigdy nikomu nie będzie pasował do ulotnej teraźniejszości, choćby z tego względu, że sam próbował ją zwalczać i ośmieszać tak w życiu, jak i w sztuce. Także dziś w dobie rządów powierzchowności jego zmysł analityczny zdemaskowałby pewnie wiele dążeń i urojeń ludzkich. Przeszkadzałby i uwierał, gdyby ludzie rzeczywiście chcieli poznawać niezmienne mechanizmy swoich zachowań. Niesłychana jasność umysłu i erudycja pozwalały mu bowiem zawsze docierać do istoty i substancji konkretnej sprawy, dlatego właśnie myśl gombrowiczowska była i pewnie będzie niepopularna wśród większości. A większość przecież zawsze chce wszystko dyktować mniejszości, choć niekoniecznie jest przecież mądrzejsza, prawda?
A taką bardziej przyziemną potrzebą odwołania się do jego spuścizny była chyba jednak chęć, przeciwstawienia temu co dzieje się obecnie w muzyce rockowej, która operuje komunałami i płyciznami myślowymi oraz kseruje się bezlitośnie w dziedzinie Formy. I choć sami nie jesteśmy bez grzechu, bo przecież musieliśmy obrać jakąś muzyczną drogę, to jednak jesteśmy zdecydowani przeciwstawiać się zaniżonym dzisiejszym intelektualnym standardom. Zdecydowani walczyć z populizmem w muzyce. Posługiwanie się utartymi schematami, obitymi frazesami, żenującymi stereotypami i ułatwiającym porządkowanie świata skrótem, to żelazny etos dzisiejszych czasów popkultury, tymczasem Gombrowicz symbolizuje coś zupełnie przeciwnego, a mianowicie myśl pogłębioną i nieujarzmioną? Właśnie dlatego jest dla nas tak inspirujący.
BB: Jak myślicie, jak zareagowałby, gdbyby usłyszał Waszą płytę?
Erni: Sądząc ze znanych mi opowieści o reakcjach Gombrowicza na składane mu hołdy, byłby pewnie dumny, że to właśnie jakieś nieokrzesane młodziaki zainspirowały się jego filozofią. To jedyny pewnik, że wolałby wychwalać się w towarzystwie, że "młodzież zaczyna go czuć", aniżeli oznajmić, iż docenił go na stare lata jakiś podstarzały już profesorek. Bo młodzież i młodość w ogóle były artystycznym targetem autora "Ślubu". Wszystko co pisał kierował wprost do swych niedojrzałych braci ? gówniarzy, choć zdawał też sobie sprawę, że nie wszystko mogą od razu w pełni zrozumieć. Chciał jednak zawieszać wysoko poprzeczkę swoim najmłodszym czytelnikom i nieustannie wymuszał na nich aktywność umysłową. Kazał czytać i odczuwać, by poszerzać swoje horyzonty? Dlatego zapewne pochwaliłby nas oficjalnie za wysokie aspiracje i wymusił na innych, żeby się wsłuchali w nasza płytę, ale prywatnie pewnie nie zdołałby wytrzymać moich wrzasków i monotonnego charczenia gitar? I choć Gombrowicz uwielbiał muzykę i właśnie przy niej się relaksował, to myślę, że chyba nie dałby rady wytrzymać jednorazowo prawie godzinnej dawki kokonowego jazgotu. Musiałby pewnie później nabić swą faję podwójną dawką mentolowego tytoniu, żeby dojść do siebie? hehe
BB: Zapewne muzyka byłaby dla niego zaskoczeniem - faktycznie - w jego czasach tak się nie grało. Ale teksty?
Erni: No, muza z pewnością nie rozpieściłaby jego ucha! Jeżeli zaś mówimy o tekstach to myślę, że do ich przeczytania mógłby go skłonić jedynie fakt, iż wychodzą z pnia jaśniegombrowiczowskiej filozofii. Mistrz usiadłby wtenczas przy biurku i wytężył wzrok? Ale wątpię by mógł być zachwycony tym co przeczyta, bo przecież jakże można być zachwyconym czymś co nie zachwyca? Hehe. Myślę, że te kilkanaście linijek tekstów do piosenek z pewnością nie zrobiłaby na nim większego wrażenia. Może na kim innym, ale nie na Gombrowiczu. Zresztą zauważmy, że standardy w sztuce wraz z upływem czasu mocno i niebezpiecznie wręcz się zaniżają. Dziś każą nam się zachwycać naprawdę byle czym i byle kim. W jego czasach to byłoby nie do pomyślenia. W niesprzyjających okolicznościach mógłby być nawet oburzony, tym co mu podsuwają do "zachwycania się"? No chyba żeby wszyscy pogardzili moimi tekstami w towarzystwie? Oj wtedy Gomber dowiódłby wszem i wobec, że mamy tu do czynienia z dziełem wybitnym, wielce oryginalnym, wyrecytowałby jakiś fragment na pamięć i kazał wszystkim klaskać! Taki był Gombrowicz - Był przewrotny do bólu i zgodnie z zasadami starożytnej sofistyki potrafiłby z pewnością wystawić naszej muzyce i tekstom dwie przeciwstawne, ale jakże wiarygodne recenzje! Tak zresztą robił w swych dziennikach; najpierw rzucał jakąś śmiałą, aczkolwiek mocno dyskusyjną tezę, a potem starał się ją logicznie udowodnić. Dobrym przykładem niech będą tu jego eseje o niższości malarstwa czy przeciw poetom. Gorzej z tym, że niewielu potrafiło odgadnąć, co się kryje naprawdę za gierkami tego niesamowitego człowieka. Wszyscy czekali na słowa kierowane wprost, a on zawsze robił na opak, by dodatkowo rozsierdzić zatwardziałe łby swych przeciwników.
BB: Dla mnie zdecydowanym faworytem z "Symbiozy" jest ?Kora?. Jak powstał ten utwór?
Erni: To dośc ciekawa historia, bo Kora powstała w młodzieńczo-dramatycznych okolicznościach - Otóż pewnego razu jakieś pięć lat temu, kiedy byłem jeszcze wrzeszczącym gitarzystą wpadła na próbę druga połowa naszego ówczesnego składu, czyli gitarzysta Radek i basista Mari , oznajmiając nam, że odchodzi z kapeli ze względów międzyludzkich. No faktycznie ja z Bohunem zdawaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy łatwymi ludźmi, ale wówczas taka wiadomość spadła to na nas jak grom. Czuliśmy się zdradzeni i załamani. Nie wiedzieliśmy co robić, więc chwyciliśmy z instrumenty i stało się! Powstała jedna z najbardziej furiackich, ale i soczystych pieśni jakie mamy w repertuarze. Tekst powstał co prawda już w domu, ale pisałem go tego samego dnia, więc wciąż oddaje tamtą atmosferę zadumy nad kruchością przyjaźni. Wszystko jednak dobrze się skończyło, bo po po tygodniu wrócił Radek i przyjął ten kawałek entuzjastycznie. Młodzieńczy bunt nieco dłużej trzymał Mariego, ale i ten ostatecznie grał jeszcze z nami Korę setki razy.
BB: Kora to wyborny riff, ale w Waszej twórczości to nie wyjątek. Czy przyznajecie się do jakiś inspiracji mistrzami gitarowego grania?
Erni: Mistrzów gitarowego rzemiosła jest wielu, ale niewielu potrafi zainspirować młodych do działania. Jeżeli chodzi o mnie to wychowałem się głównie na riffach Jamesa Hetfielda z Metallicy. Dopiero potem przyszła fascynacja ś.p. Dimebagiem Darellem z Pantery, wybornie łączącym wszystko co najlepsze w muzyce metalowej. Z krajowych tuzów mogę z ręką na sercu podać nazwisko Friedrich, bo ten człowiek symbolizuje potęgę dawnych kompozycji Acid Drinkers czy Flapjacka. Oczywiście mógłbym wymienić jeszcze wielu wiosłowych, ale ta trójka odcisnęła się najbardziej właśnie podczas nasiąkania mojej skorupki swiadomości.
Radi: Nigdy nie chciałem grać jak ktoś, raczej wolałem brać dobry przykład z gitarzystów takich jak: Dimebag Darell, John Petrucci i najbardziej utalentowany człowiek jakiego miałem okazje poznać Tolas (obecnie N.H.A.U) zawsze podobała mi się jego nieobliczalność i nieprzewidywalność. Jednak tworząc muzykę nie wyciągam jakiś riffów z kawałków znanych kapel. To wychodzi samo z siebie po prostu biorę gitarę i jakoś tak płynie to wszystko prosto z serca.
BB: Na ?Symbiozie? w jednym z utworów wspomaga Was chórek dziecięcy. Lepiej uważajcie, bo na Pink Floyd, które zaangażowało śpiewające dzieci do ?Another brick in the wall?, nie zostawiono suchej nitki, gdy okazało się, że dzieci nie dostały za to żadnego wynagrodzenia.
Erni: Bierzemy sobie do serca to ostrzeżenie, ale w naszych warunkach nie możemy jeszcze obsypywać dobrodziejów złotem. Choć oczywiście bardzo byśmy chcieli nagradzać właściwie za wykonanie tak dobrej roboty!
Radi: To były nasze dzieci. (śmiech)
BB: Symbioza? to bardzo udany i gustownie wydany materiał. Brakuje mu chyba tylko promocji ze strony jakiejś dużej firmy zajmującej się dystrybucją. Jak przedstawiają się plany promocji albumu?
Erni: O planach lepiej mówić niekonkretnie, żeby nie rozśmieszać Boga? ale mamy własną strategię, którą przy odrobinie szczęścia i dużej dozie pracy może uda nam się wprowadzić. Wiadomo ze jesteśmy pozbawieni wsparcia firmy płytowej, która jest w stanie przeskakiwać to, co nam wydaje się teraz nie do przeskoczenia, ale nie robimy z tego tragedii, bo w dzisiejszych czasach kryzysu pełna autonomia zespołu jest także sporym atutem.
Radi: Póki co największą promocją dla płyty jest prezentowanie jej na licznych koncertach, to chyba najlepszy sposób dotarcia do ludzi.
BB: Nie miałem przyjemności słyszeć Was na żywo, wielu naszych czytelników zapewne też. Zatem zapytam - na co stawiacie podczas koncertów?
Erni: Tak naprawdę to wiemy na razie kim nie jesteśmy na scenie? A nie jesteśmy na pewno dostarczycielem taniej rozrywki, która to zabawia "publisię" na wszelkie znane już sposoby. Nie krzyczę np.: jak się bawicie ? Albo: lewa strona śpiewa "ko-?" a prawa śpiewa "- kon" i tym podobne. Jeżeli ludzie oddają nam energię, która ich ładuje ze sceny, to jesteśmy w stanie zawładnąć nimi na jakiś czas, a jeżeli jest z tym średnio, to i nam wydaje się, że akceptacja dla nas jest umiarkowana i warto postawić raczej na solidne rzemiosło odegrania piosenek, niż szaleństwo estradowe. Na razie nasze koncerty różnią się bardzo w zależności od tego gdzie gramy, czy ktoś nas słyszał, o której godzinie gramy itp. Niemal zawsze udaje nam się pozyskać energię od ludzi w klubach, bo na koncertach stadionowych wiadomo, że bywa różnie.
Radi: Ja stawiam na bardzo mocny przekaz naszej muzyki poprzez moją grę na gitarze. Jak to ludzie odbierają? Z ich reakcji wygląda na to że bardzo dobrze mi to wychodzi :)
BB: Do tego, że muzyka jest w Waszym życiu czymś bardzo ważnym, nie musicie mnie przekonywać. Ale chyba nie macie tego komfortu, żeby móc żyć jedynie ze sztuki. Czym zajmujecie się na co dzień?
Erni: Ja jestem - kioskarką hehe. Tzn. mam kiosk w centrum miasta i tam można mnie znaleźć, ale pracuje też jako tzw. rysownik satyryczny w lokalnym tygodniku i tam wyładowuję swój nadmiar powagi w życiu codziennym. Do tego wszystkiego dodam jeszcze, że z wykształcenia jestem rolnikiem o specjalności ekologicznej oraz - ubiegłorocznym absolwentem UMK w Toruniu na kierunku: filologia polska! I to już chyba wszystko... Całe moje pokręcone CV... Hehe!
Radi: Ja zajmuję się grafiką komputerową, a dokładniej składem gazet i wykonywaniem reklam. Niestety z samego grania póki co ciężko by było przeżyć nawet tydzień :) Ale jestem dobrej wiary i mam nadzieje, że niedługo się to zmieni. Wystarczy tylko chcieć.
Bohun: Mam bardzo ciekawą pracę. Pokrótce, moją działką jest marketing w firmie zajmującej się handlem urządzeniami do pracy na wysokości.
BB: Powiedzcie, czego chcielibyście, abym Wam życzył na koniec?
Erni: A ja bym sobie życzył więcej tak błyskotliwych redaktorów, którzy zadawaliby tak konkretne pytania? Hehe. Naprawdę? A tak w ogóle to w tym roku na Mikołaja zamawiam nowy wokal i świeże kompozycje, więc o dalsza karierę Kokonu już się nie będę martwił! Hehe.
Radi: Ja tylko i wyłącznie coraz lepszego sprzętu, który jest na kieszeń zwykłego śmiertelnika potężnie drogi. Tylko tyle.
Bohun: Sporej ilości udanych, małych, średnich i wielkich koncertów, świetnego sprzętu i wydania następnej płyty. Życz nam też wielu pomocnych ludzi na naszej muzycznej drodze!!
Krystek: Ja..? Tego zwykłego wszystkiego najlepszego życzyć bym chciał nam i sobie w podbojach scenicznych teraz i w przyszłości, ażeby muzyka nasza zawsze poruszała ludziasów.. A wtedy będę szczęśliwy.. Trzymaj kciuki za to mocno, dzięki!
BB: Również dziękuję. I chyba nie muszę dodawać, że najbardziej spodobało mi się pierwsze życzenie Erniego...
Bartłomiej "Eternus" Biga











Aktualności


Komentarze