Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Accept - Peter Baltes - Żaden sukces nie może trwać wiecznie

5 Marca 2011

Rozpady zespołów i ich reaktywacje - to dziś w świecie muzycznym chyba żadna sensacja. Kiedy w 2007 r. ówczesny frontman legendarnej grupy Accept, Udo Dirkschneider, oficjalnie odżegnał się od dalszych losów zespołu, wydawało się, że żywot tej formacji dobiegł końca. Okazuje się jednak, że nie ma ludzi niezastąpionych, a już na pewno takich wokalistów. Trzy lata później Accept powrócił - z Markiem Tornillo na wokalu, z nową płytą i trasą. Efekt? Świat heavy metalu padł im do stóp. 5 lutego, przed koncertem Accept w warszawskiej Stodole rozmawiałam z basistą - Peterem Baltes'em. Interesowały mnie przede wszystkim kulisy tego spektakularnego powrotu.

fot. Agnieszka Skowrońska
fot. Agnieszka Skowrońska

Małgorzata Sęczak: Ostatni raz graliście w Polsce w 1993 r., jeszcze wcześniej w 1986 r. Jeśli w ogóle pamiętasz tamte koncerty, jak mógłbyś porównać je do wczorajszego w Krakowie?

Peter Baltes: Oczywiście, że je pamiętam. Ale trudno jest mi porównywać, przede wszystkim dlatego, że wówczas byliśmy zupełnie innym zespołem. Teraz mamy nowego wokalistę, nowy album i mnóstwo nowej, pozytywnej energii, więc mogę też powiedzieć, że dla obecnego Accept jest to pierwsza wizyta w Polsce. Jeśli zaś chodzi o wasz kraj, nie da się nie zauważyć zmian, jakie tu nastąpiły - w 1993 r. wciąż było tu szaro i biednie, a teraz Polska niczym nie różni się od innych europejskich krajów. Wczoraj zwiedzaliśmy Kraków i byliśmy zachwyceni!

MS: W ubiegłym tygodniu wasza piosenka "Kill The Pain" znalazła się na 1-szym miejscu na liście jednej z naszych stacji radiowych. Masz świadomość tego, jak popularny jest Accept w Polsce w chwili obecnej?

Peter: Myślę, że żaden muzyk nie jest tego do końca świadomy. Można się sugerować wynikami sprzedaży, czy notowaniami na listach, ale tylko do pewnego stopnia. O tym, że ta piosenka zajęła pierwszą pozycję na polskiej liście przebojów dowiedzieliśmy się z Facebooka - jeden z fanów zamieścił tam taką notkę. Oczywiście, bardzo nas to ucieszyło, jesteśmy też ogromnie wdzięczni wszystkim tym, którzy na nas głosowali. Takie sukcesy nam pochlebiają, ale i mobilizują do dalszej pracy, bo doskonale wiemy, że żaden sukces nie może trwać wiecznie, trzeba się bezustannie starać.

MS: Choć trasa "Blood of The Nations" rozpoczęła się niecałe 3 tygodnie temu, powróciliście na scenę już latem ubiegłego roku i ku zaskoczeniu chyba wszystkich w branży muzycznej był to niezwykle udany powrót - wyprzedane koncerty, dziesiątki tysięcy fanów spragnionych waszej muzyki. Spodziewaliście się takiego przyjęcia?

Peter: Całkiem szczerze odpowiem, że nie. Wiedzieliśmy oczywiście, że wciąż mamy wiernych fanów, ale te tłumy na koncertach naprawdę nas zaskoczyły. Zazwyczaj kiedy zespół powraca z nowym wokalistą zarówno fani, jak i pozostali słuchacze podchodzą do tej osoby z dużą rezerwą, mają wiele zahamowań. Byliśmy więc bardzo ostrożni i nie nastawialiśmy się na taki czy inny odbiór, w ogóle niczego nie kalkulowaliśmy. Pierwszy koncert zagraliśmy w Nowym Jorku - okazał się on ogromnym sukcesem. Przyjechaliśmy do Europy i tu było podobnie - prawie wszędzie wyprzedane koncerty. Byliśmy absolutnie zdumieni. Ale i szczęśliwi. Myślę, że tę radość widać na scenie, każdy koncert jest dla nas przede wszystkim doskonałą zabawą. Nie mogłoby być lepiej. Ale zdecydowanie czegoś takiego nie przewidywaliśmy.

MS: Jak wyglądało wasze przygotowanie do powrotu na scenę? Wymagało to wielu prób, żeby się znowu zgrać?

Peter: Owszem, dużo ćwiczyliśmy. Założenie było takie, że chcemy nie tylko na scenę powrócić, ale i na niej przetrwać, a żeby tego dokonać nie mogliśmy być po prostu dobrzy - takich zespołów jest mnóstwo. My chcieliśmy być najlepsi. Drugim założeniem było to, że obejdziemy się bez wszelkich scenicznych bajerów: wymyślnych świateł, eksplozji, sztuczek. Chcieliśmy przekonać się, czy uda nam się zdobyć publiczność poprzez samą grę. Dlatego ćwiczyliśmy póki nie doszliśmy do perfekcji.

MS: Wydany w sierpniu ubiegłego roku album "Blood of The Nations", podobnie jak koncerty, okazał się ogromnym sukcesem - posypały się fantastyczne recenzje, rosną słupki sprzedaży. Na czym, twoim zdaniem, polega fenomen tej płyty: jest ona rzeczywiście świetna, czy może po prostu długo wyczekiwana?

Peter: Myślę, że to wypadkowa tych dwóch. Mam świadomość, że ci najwierniejsi fani długo, bo aż 14 lat na nową płytę Accept czekali i kupiliby ten album bez względu na to, co by zawierał. Inni też pewnie kupują, kierowani trochę ciekawością. Ale duża większość słuchających kupuje płytę, ponieważ im się ona podoba. Recenzentów też nie da się oszukać. Ja naprawdę wierzę w jakość materiału na tej płycie. Nagraliśmy 14 utworów, z których każdy ma swoją siłę, każdy ma dla nas szczególne znaczenie. Rzadko zdarzają się płyty, na których nie ma tzw. wypełniaczy, których słucha się od początku do końca, bez przeskakiwania ścieżek. W przeszłości mieliśmy już kilka takich płyt, w które absolutnie wierzyliśmy, było tak np. z "Restless and Wild" z 1982 r. A teraz mamy to samo przekonanie do "Blood of The Nations" - to jest wyjątkowa dla nas płyta i myślę, że jej siła to przede wszystkim dobry materiał.

MS: Jeśli chodzi o sam tytuł płyty - jak chcielibyście, by go interpretowano?

Peter: Znaczenie jest dosyć proste - na okładce mamy zakrwawione palce ułożone w literę "V". Jest to znak pokoju, ale także znak zwycięstwa, co oznacza, że ktoś wygrał, bo ktoś inny przegrał, że polała się krew. Pokój zawsze osiąga się poprzez rozlew krwi, nie ma innej możliwości. Teraz widać to na przykładzie Egiptu. To smutne, ludzkość powinna się tego wstydzić, ale, niestety, zawsze tak było i jest. I tytuł albumu właśnie do tego nawiązuje - do prawdziwego znaczenia słowa "zwycięstwo". Natomiast sama piosenka "Blood of The Nations" mówi o losie żołnierzy, jakiejkolwiek nacji, którzy zostawiają rodziny, przyjaciół i jadą na jakąś wojnę, nie do końca wiedząc, po co i dlaczego walczą. Wykonują rozkazy bez względu na to, czy są one słuszne. A my tak naprawdę nie zastanawiamy się nad ich losem, prowadzimy sobie nasze spokojne, komfortowe życie, śmigamy po Internecie. Wolność jest dla nas tak oczywista...

MS: Powiedz, jak przebiegała praca nad nowym materiałem? I czy napisaliście więcej piosenek niż znalazło się na płycie?

Peter: Tak, mieliśmy ich około 40, ale skupiliśmy się na dopracowaniu tych 14. Zaczęliśmy pisać w sierpniu 2009 r. i wpadliśmy w dosłowną gorączkę pisania, mieliśmy mnóstwo pomysłów. Aż przyszedł taki moment opamiętania, kiedy powiedzieliśmy sobie: "Stop. Czas nagrywać". Mamy więc sporo niewykorzystanego materiału, którego wystarczyłoby pewnie na 2 kolejne płyty. Ale w tej chwili przychodzą nam do głowy już nowe pomysły, jak to zresztą zawsze bywa na trasie. Plan zatem jest taki: do końca lipca koncertujemy, a później piszemy nowe piosenki. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku wejdziemy do studia, by nagrać nowy materiał, tak aby kolejny album pojawił się w lutym/ marcu przyszłego roku. To dopiero będzie dla nas wyzwanie - powtórzyć sukces płyty "Blood of The Nations"!

MS: Kiedy tak naprawdę zdecydowaliście się reaktywować Accept? Było to już po spotkaniu Marka Tornillo, czy może jednak wcześniej?

Peter: Wiem, że spekulacje na temat powrotu Accept pojawiały się dużo wcześniej, głównie za sprawą festiwali, jakie zagraliśmy latem 2005 r. Ale wtedy Udo zdecydował, że nie wróci do zespołu i nasze ścieżki znów się rozeszły. Ja powróciłem do pracy w telewizji, Wolf do fotografowania. Rozdział Accept był dla nas wówczas zamknięty. I dopiero w 2009 r. przez zupełny przypadek pojawił sie w moim domu Mark Tornillo kiedy wspólnie z Wolfem dżemowaliśmy sobie w studio. Zaśpiewał coś, a my oniemieliśmy. Wtedy po raz pierwszy od lat na serio pomyśleliśmy o reaktywacji Accept. Dla nas fakt, że Mark zjawił się tamtego dnia w moim domu jest dosłownym darem losu, bez tego nie byłoby pewnie żadnego powrotu.

MS: I tak od razu zaprosiliście go do współpracy? Nie mieliście żadnych obaw? Przecież już raz próbowaliście zastąpić Udo innym wokalistą, a mianowicie Davidem Reece'm w 1989 r., co okazało się mało trafionym pomysłem.

Peter: Tym razem w ogóle nie mieliśmy wątpliwości. Mark ma nie tylko niesamowity głos, ale i ciekawą osobowość. Pod wieloma względami idealnie pasuje do Accept. Poza tym, my wówczas niespecjalnie zastanawialiśmy się na nad tym, co będzie dalej; niczym nastolatkowie zakładaliśmy niejako nowy zespół i byliśmy tym strasznie podekscytowani. Zaczęliśmy razem z Markiem pracować nad nowymi piosenkami, atmosfera była wspaniała. Cieszyliśmy się chwilą i naszą na nowo odkrytą pasją.

MS: Kiedy więc zapadła ostateczna decyzja? Jak wspomniałeś - prowadziliście inne życie - byliście więc gotowi tak po prostu rzucić wszystko i znów całkowicie podporządkować się muzyce?

Peter: Wiesz kiedy dotarło do nas, że trzeba podjąć jakąś ostateczną decyzję? Dopiero, kiedy album był gotowy. Reaktywacja Accept miała przecież wiele dla nas zmienić - zaczniemy wyjeżdżać w trasy, sporą część naszego czasu będzie pochłaniał zespół. Ale nie mieliśmy też nic do stracenia. Jesteśmy w takiej komfortowej sytuacji, że nie musimy ani sobie, ani nikomu innemu niczego udowadniać, nie odczuwamy żadnej presji, nikt nam nie stawia deadline'ów. A ponieważ mieliśmy ogromną ochotę znów wskrzesić Accept, decyzja nie była trudna. Pomógł sukces, oczywiście, on nas jeszcze bardziej uskrzydlił. Gdyby ten powrót okazał się niewypałem, to pewnie tragedii też by nie było. Ale sukces rozwiał ostatnie wątpliwości.

MS: Wspomniałeś Udo - macie z nim teraz jakiś kontakt? Przyszedł na któryś z waszych koncertów?

Peter: Nie, nie utrzymujemy z nim kontaktu. Relacja z Udo to trochę jak takie stare małżeństwo - najpierw rozwód, później ta jeszcze jedna szansa, aż w końcu całkowite rozstanie. On ma teraz własny zespół, my mamy swój i wszyscy są zadowoleni. Niezdrowe i bezproduktywne jest takie oglądanie się wstecz, rozgrzebywanie przeszłości, nie wychodzi to na dobre ani zespołowi, ani fanom, ani dziennikarzom. Lepiej jest patrzeć w przyszłość. Chyba tylko tyle mogę powiedzieć.

MS: A jaka obecnie panuje atmosfera w Accept? Ten początkowy entuzjazm się nie wypalił?

Peter: Nie, nadal jest świetnie Wolf jest moim najlepszym przyjacielem, więc cieszy nas to, że możemy teraz spędzać wspólnie tak dużo czasu. Ze Stefanem przez wiele lat mieliśmy tylko sporadyczny kontakt, a teraz nadrabiamy. Mark jest niby nowy, ale mam wrażenie, że znam go od zawsze. Atmosfera w zespole jest naprawdę wyjątkowa, nie ma już tych starych zgrzytów. Jesteśmy starsi i mądrzejsi, potrafimy docenić i uszanować to, co mamy.

MS: W przeszłości życie na trasie oznaczało nie tylko koncerty, ale chyba i sporo dodatkowych atrakcji. Jak to wygląda teraz?

Peter: Oj, zdecydowanie inaczej (śmiech). Teraz nie interesują nas już imprezy, alkohol. Staramy się dobrze odżywiać, wysypiać się, w ogóle zdrowo żyć. Czasami zwiedzamy dane miasto, jeśli nie, to odpoczywamy w hotelu, gadamy z rodzinami przez skype'a. Czujemy się prawie jak na wakacjach (śmiech).

MS: Biorąc pod uwagę, że odnosicie tak duży sukces, zamierzacie zapewne pozostać na scenie muzycznej trochę dłużej. Możesz powiedzieć, że zespół Accept rozpoczął właśnie nową erę - erę Marka Tornillo?

Peter: Zdecydowanie tak. Nie zamierzyliśmy sobie powrócić tylko z jedną płytą, będziemy nagrywać i grać koncerty dopóki nam starczy sił i dopóki będzie zapotrzebowanie na muzykę Accept.

MS: Oby to trwało jak najdłużej. Tymczasem dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Peter: To ja dziękuję. I pozdrawiam wszystkich polskich fanów Accept.

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.