Blackfield - Aviv Geffen - Znaleźliśmy swoją niszę
20 Kwietnia 2011
Dziesięć lat temu frontman zespołu Porcupine Tree - Steven Wilson, nawiązał współpracę z gwiazdą izraelskiej sceny muzycznej, którą jest Aviv Geffen. Wspólny projekt ochrzczony nazwą Blackfield szybko zyskiwał na popularności dzięki porywającym koncertom oraz świetnie przyjętym na całym świecie płytom łączącym słodko-smutne popowe melodie z dynamicznymi, rockowymi refrenami. Niekryjący swoich polskich korzeni piosenkarz w rodzimym Izraelu wydał czternaście albumów solowych i jako jedyny potrafi zapełnić tam publicznością całe stadiony. W 2009 roku płytą angielskojęzyczną rozpoczął podbój Europy. Do wspólnej trasy koncertowej zaprosiło go U2 oraz Placebo. Przed koncertem w krakowskim Klubie Studio Aviv Geffen opowiedział mi o najnowszej produkcji Blackfield zatytułowanej 'Welcome To My DNA'.

fot. Marcin Szyszka
Daniel Barnaś: Jak wypadł wczorajszy koncert w Warszawie?
Aviv Geffen: Dziękuję, bardzo dobrze.
DB: Niedługo będziesz obchodził swoje 37 urodziny. Czy ‘Welcome To My DNA' może być Twoim sposobem na walkę z kryzysem wieku średniego?
AG: Nie czuję nic takiego. Nagraliśmy z Wilsonem najlepszy album Blackfield. To nasz ‘Dark Side Of The Moon' [legendarny album Pink Floyd - przyp. autora].
DB: Minęły już dwa lata od wydania twojego albumu solowego nagranego specjalnie na rynek europejski. Czy spotkał się on z takim przyjęciem, jakiego byś sobie życzył?
AG: Tak, nawet lepszym niżbym chciał. Nigdy nie myślałem, że wyruszę w trasę koncertową supportując U2, czy też Placebo. To było jak sen. Naprawdę nie mógłbym prosić o więcej.
DB: Jesteś głównym kompozytorem utworów znajdujących się na ‘Welcome To My DNA'. Czy było dla Ciebie dużym wyzwaniem nadać grupie jej nowe brzmienie, czy też przyszło Ci to całkowicie naturalnie - było w pewnym sensie rozwinięciem poprzednich dokonań Blackfield?
AG: Odpowiadam za większość materiału, jaki powstaje pod szyldem Blackfield, więc w pewnym sensie pisanie nowych piosenek przychodzi mi całkiem naturalnie. Steven zajmuje się muzyką przede wszystkim od strony pracy w studio - jest architektem dźwięku w Blackfield. Myślę, że kombinacja moich utworów z jego produkcją oraz naszymi wokalami tworzy mieszankę idealną.
DB: W którymś z wywiadów przeprowadzonych z Tobą przeczytałem, że utwory znajdujące się na albumie zostały wybrane z trzydziestu siedmiu kompozycji. Czy są one w pełni ukończonymi piosenkami, które usłyszymy w przyszłości, czy tylko szkicami?
AG: Rozważamy wydanie pozostałego materiału w postaci boxu - zbioru wersji demo i szkiców. Zależało nam na nagraniu albumu idealnego, a ponieważ popularność Blackfield nieustannie rośnie nie mogliśmy pozwolić sobie na to, aby była to tylko ‘dobra' płyta. Mieliśmy parę kłótni, trudnych momentów, ale dla efektu ostatecznego było warto.
DB: ‘Welcome To My DNA' jest najbardziej symfonicznym albumem w dotychczasowym katalogu Blackfield. Rozwinięcie w ten sposób brzmienia zespołu było pomysłem Twoim, czy Wilsona?
AG: To był mój pomysł. Obaj mamy bzika na punkcie smyczków i instrumentów dętych. Powiedziałem Stevenowi, że chcę zainwestować w ten album pieniądze, by sprowadzić do nagrań orkiestrę w pełnym składzie, ponieważ Blackfield na nią zasługuje. Dzięki temu nasze piosenki brzmią po prostu zajebiście. Najprzyjemniejszą częścią pracy nad tym albumem było dla mnie pisanie partytur dla orkiestry. To było niesamowite uczucie usłyszeć ją nagrywającą w studio partie do naszych piosenek.
DB: Okres dzieciństwa wydaje się być dla Ciebie bardzo inspirującym tematem - utwory ‘On The Plane' oraz ‘Rising Of The Tide' są pełnymi smutku kompozycjami. Czy są Ci one najbliższe z powodu tematu, jaki poruszają?
AG: Tak, razem z piosenką ‘Go To Hell' dotyczą mojego trudnego dzieciństwa, rozbitego domu. Dotykają najboleśniejszych epizodów mojego życia.
DB: Czy zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że muzyka Blackfield wskrzesza klasyczne pop-rockowe idee?
AG: Jesteśmy pod wpływem Pink Floyd oraz innych wielkich artystów lecz myślę, że Blackfield podąża własną drogą. Nie możesz powiedzieć, że to prog-rock, ani metal. To Blackfield. Myślę, że jesteśmy naprawdę wyjątkowi, wykreowaliśmy własne, unikatowe brzmienie. W naszej muzyce jest sporo melodii, są elementy gothic rocka, metalu, momentami jest też bardzo mrocznie.
DB: Czy nie było dla Ciebie dziwnym doświadczeniem pisać piosenki o samotności będąc żonatym?
AG: Nie, ponieważ, na przykład, w utworze ‘Far Away' mówię o tym, że nie ważne jest, czy masz żonę i syna. Każdego dnia możemy czuć się zagubieni, samotni. I o tym jest nasz najnowszy album - o DNA. O tym, że czegoś może w nas brakować już w momencie narodzin i nie mamy na to wpływu.
DB: W niektórych wywiadach powiedziałeś, że nie boisz się umrzeć z powodu swojej buntowniczej natury. Twierdzisz tak pomimo tego, że sześć lat temu otarłeś się o śmierć podczas zamachu na premiera Izraela, co przypłaciłeś traumą?
AG: Naprawdę wierzę w to, że muzyka może zmienić świat. Moja twórczość jest silniejsza od wszelkich czołgów i karabinów. Artyści powinni wyrażać swoje opinie bez strachu przed kimkolwiek, nie bojąc się stracić publiczności. Moi fani wiedzą, że Aviv Geffen jest szczery. Jest tym odważnym. Podoba mi się to.
DB: Od lat tworzysz muzykę wspólnie z Wilsonem. Pamiętasz jakieś poważne sprzeczki wynikłe z powodu różnicy zdań, czy może wasza współpraca zawsze przebiegała bezkonfliktowo?
AG: Zawsze kłócimy się w studiu. Ja odpowiadam za melodie i partie symfoniczne, a Steven za pracę gitar i perkusji, dlatego nasze pomysły często się zderzają. Ale to dobrze, ponieważ wtedy powstają iskry, które czynią nasz album wyjątkowym.
DB: Czujesz się artystą spełnionym, czy masz może wrażenie, że czeka Cię jeszcze wiele wyzwań?
AG: Myślę, że Blackfield powinno się dalej rozwijać. I tym się właśnie zajmujemy. Czekają nas koncerty w Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Potem duże festiwale, między innymi w Moskwie i Finlandii. Wierzymy, że znaleźliśmy swoją niszę, którą powinniśmy stale powiększać.
DB: Prywatnie jesteś wielkim fanem Radiohead. Co sądzisz na temat ich ostatniego albumu - ‘The King Of The Limbs'?
AG: Muszę powiedzieć, że nie jest to ich najlepsze nagranie. Dwa, trzy świetne utwory. Bardziej podobał mi się solowy album Thoma Yorka - ‘The Eraser'.
DB: Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość, prócz Blackfield.
AG: Solowa trasa koncertowa. Może jako support większego zespołu, na przykład Placebo. Mam wiele planów, lecz najpierw chcę skończyć ten rok z Blackfield.
DB: Życzę Ci zatem wszystkiego dobrego. Behetzlaha! [‘powodzenia' z hebrajskiego - przypis autora].
AG: Dziękuję!
Daniel Barnaś











Aktualności


Komentarze