Hunter - Paweł Grzegorczyk. Nie gloryfikujemy zła
Z Drakiem spotkałem się przy okazji katowickiego koncertu promujących nową płytę Huntera - MedeiS.
Mariusz Kabała: Jesteście teraz w trasie. Powiedz jak przyjmują Was ludzie w różnych miejscach Polski?
Paweł Grzegorczyk: Wczoraj był bardzo fajny koncert w Krakowie, świetnie nas ludzie przyjęli i świetnie się bawili. Fajna sala, super atmosfera. Generalnie na wszystkich koncertach było wspaniale- w Lublinie, Warszawie, Olsztynie. Naprawdę niesamowite wspomnienia!
MK: Zdarzyło się coś niezwykłego podczas tej trasy?
PG: Wszystko jest niezwykłe, bo tak naprawdę jest to nasza pierwsza taka duża trasa. Wcześniej graliśmy tylko pojedyncze koncerty, trzy-cztery pod rząd, to była maksymalna ilość. W tej chwili jeździmy z własnym sprzętem nagłośnieniowym, oświetleniowym. Nie spodziewałem się, że będzie to aż tak profesjonalne. Ale z drugiej strony skąd miałem wiedzieć? Nigdy wcześniej nie graliśmy z takimi firmami jak Craftman i Transcolor. A to fachowcy jak nie z tego kraju. Dźwięk i światło robi na wszystkich wrażenie. Myślę, że widowisko jest niezłe, robimy z tego troszeczkę teatru, scenografii, jakichś aktorskich rzeczy... Ale przez to jest fajny show, ludzie się dobrze bawią, my się dobrze bawimy. Czego więcej chcieć?
MK: W zeszłym roku graliście na przystanku Woodstock. Jakie to uczucie grać dla ponad 300tyś widowni?
PG: Ciężko to z czymkolwiek porównać. To jest taka ilość ludzi, taka atmosfera. Koncerty tego typu pamięta się do końca życia. Pomijając to, że Woodstock jest dla nas czymś wyjątkowym ze względu na przesłanie tego festiwalu i to co my robimy od początku, czyli walka z przemocą, nietolerancją, głupotą. To jest wielkie święto. Graliśmy pierwszego dnia, przez kolejny dzień chodziłem po całym polu i nie mogłem się nadziwić - chłonąłem jak gąbka, wszystkie te historie. To jest tak fantastyczny klimat - pokojowy, zupełnie niepowtarzalny. Z czymś takich na innych koncertach nie spotkałem się nigdy.
MK: Jakie koncerty preferujesz bardziej? Te ogromne grane dla kilkutysięcznej publiki. Czy też te małe, klubowe?
PG: Wszystkie koncerty lubię. Sam fakt grania daje nam wiele radości. Ważne jest oczywiście jak ludzie reagują, jak się bawią. Jeżeli dobrze się bawią to nie ma takiego znaczenia, czy jest on w małym klubie. Jest super! Natomiast duży festiwal typu Woodstock ma w sobie coś co ciężko opisać. Jest tak wiele ludzi, wszystko jest bardzo magiczne. W klubach nie ma możliwości, żeby się zmieściło więcej niż kilkaset osób, czy nawet czasami kilkadziesiąt. Za to jest bardzo bliski kontakt z fanami i to rekompensuje mniejszą ilość słuchaczy. W Częstochowie, graliśmy w takim małym klubie o nazwie Filutek, w którym ludzie praktycznie wchodzili nam na scenę, ale to jest właśnie wielki czad. Każdy koncert jest dla mnie bardzo ważny, niezależnie od tego ile osób przychodzi. Jeżeli tylko przychodzą ludzie, którzy nas znają, chcą się bawić, to już w tym momencie koncert staje się czymś wyjątkowym, wszyscy się cieszą.
MK: Hunter istnieje od 17 lat, a na swoim koncie macie tylko 3 albumy. Dlaczego?
PG: Nie mamy szmalu na to żeby wydawać płyty w czasie realnym. W tej chwili zaprzyjaźniona firma Rubicon wyprodukowała nam Live i MedeiS, ale promocją musimy się zajmować sami. Jeżeli chce się praktycznie samemu wydawać płyty w tym kraju, to wiąże się to ze wszystkimi możliwymi opóźnieniami. Jeśli nie masz kasy, nie masz układów, nie masz wytwórni, to wszystko robisz za pomocą "sznurka i gwoździ". Można to oczywiście zrobić dobrze, bo to jest kwestia pomysłu i ludzi. I tak naprawdę to właśnie od ludzi najbardziej zależy. Natomiast wszystko przedłuża się w czasie. Nie ma np. pieniędzy na poligrafie, reedycję Requiem, o którą pyta mnóstwo ludzi. Nie możemy reedytować własnej płyty, bo po prostu nie mamy na to pieniędzy. Może to nie są nie wiadomo jakie koszty, ale i tak nas na to nie stać. Jest kryzys, nikt nie ma pieniędzy i to się odbija na wszystkich. Nie tylko na zespołach, ale także na fanach, na całym naszym życiu.
MK: Co oznacza tytuł "MedeiS" ?
PG: Jest to anagram, słowo, które czytane wspak ma zupełnie inne znaczenie (siedem -przyp.). Podobnie jak przy drugiej płycie Live, która też jest anagramem. Mimo tego, wielu ludzi tego nie zauważyło. Słowo Live kojarzy się ewidentnie z płytą koncertową, natomiast sam cień pod literkami sugeruje już odwrócenie. To wszystko jest dla tych, którzy potrafią szukać i chcą szukać... Zresztą na MedeiS, takich małych tajemnic jest mnóstwo. Czasami w tekście, w książeczce znajdziesz odpowiedz, albo wręcz sens, przesłanie utworu. W jednym znaczku graficznym, albo w podkładzie pod tekst. Każdy utwór ma swoją ilustracje, napisany jest w dwóch językach, mimo tego, że połowa płyty jest po polsku, druga połowa po angielsku, to każdy tekst jest w tych dwóch językach. Nawet nie tłumaczony a interpretowany, żeby dokładniej pokazać o co w nim chodzi. Bardzo duże jest powiązanie tekstu i muzyki, zresztą obrazu też, bo na MedeiS są dwa teledyski, oraz dosyć skomplikowana prezentacja multimedialna.
MK: Ty jesteś autorem wszystkich tekstów na płycie. O czym opowiada "MedeiS"?
PG: (śmiech) To trzeba przeczytać. Jest to płyta o człowieku, o Tobie, o mnie, o nas... O tym jaki jest piękny i jednocześnie przerażający.
Dwoistość tej płyty możesz znaleźć na każdym kroku. W okładce, która jest jakby podwójna - połowa jest odwrócona, więc możesz włożyć ją dwojako, wizerunek jest w pozytywie i negatywie. W zależności od tego, jak odbierasz tą płytę tak możesz włożyć okładkę. Płyta skierowana jest do tych wszystkich, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu, w życiu innych... Szukają, często są poważnie zagubieni... Wiszą na rzeźnickich hakach rzeczywistości i nie potrafią sobie z tym poradzić. Album skierowany jest dla tych, którzy mają duszę, dlatego nazwaliśmy nasz styl soul metalem, czyli muzyką duszy. Ale płyta jest również dla tych, którzy duszy nie mają, a jest ich coraz więcej w naszym kraju, zresztą na świecie też. Sam widzisz, co się dzieje. Dla tych wszystkich postaraliśmy się specjalnie - maksymalne szyderstwo np. w So... i Loży Szyderców. Zresztą szydzimy również z siebie, choćby właśnie w tym drugim, który jest troszeczkę naszą autobiografią, ale oczywiście nie pozbawioną dystansu do samego siebie.
Jesteśmy zwykłymi ludźmi, nie sektą, która nawołuje - "odnajdźcie siebie".
Owszem tak! Walczymy o świadomość. Robimy to co robimy bo jesteśmy w pewnym sensie hipisami, pacyfistami, szydzimy z syfu, który nas otacza, z tego, co nas unerwia. Płyta w bardzo dużym stopniu dotyczy naszego życia, podwórka każdego z nas. Ale też ogólnych rzeczy np. w Kiedy Umieram, który skierowany jest nie tylko do Polaków. Takich piosenek jest zresztą kilka na MedeiS.
Przekrój naszych fanów to 10-40 lat, gramy dość długo. Ci fani, którzy byli z nami od początku dalej przychodzą na nasze koncerty - cztery koncerty na tej trasie, były możliwością do tego, by się z nimi spotkać - przychodzi człowiek w naszej koszulce i mówi, że jest fanem Huntera od kilkunastu lat i chciałby abyśmy poznali jego syna, który też jest w koszulce Huntera.
Jest również bardzo dużo ludzi młodych i to nas cieszy. Młodzi są przyszłością, to oni niedługo będą mieli władzę, będą być może politykami. Chodzi o to, by zrozumieli, ze tak naprawdę kasa to nie wszystko. A w naszym kraju wszystko się wokół tego obraca. Nasza demokracja to fantasmagoria, nie na żadnego uzasadnienia. Wszystko jest odwrócone do góry nogami. MedeiS jednak daje nadzieję - np. utwór Fallen, który zaśpiewany jest jednocześnie w dwóch językach. W prawo (normalnie) w języku angielskim jest raczej dołujący, natomiast jeśli chodzi o polską wersję (od tyłu) - wręcz przeciwnie - tak naprawdę, od nas zależy jak będziemy żyć. Amerykanie nie przyjadą (czy ktokolwiek inny) i nie zmienią naszej mentalności, świadomości. To my musimy sami sobie z tym poradzić, uświadomić sobie, że tak naprawdę wystarczy zrobić ten jeden krok i zmienić siebie, innych, swoich przyjaciół, kraj, a nawet świat... Możliwe, że są to utopijne życzenia, ale naprawdę warto w nie wierzyć
MK: Jak przebiegały prace nad nową płytą?
PG: W ciągu siedmiu lat powstawały piosenki, w końcu udało się załatwić studio. Praca w nim trwała trzy miesiące. Zaczęliśmy w studio Olsztyn, nagraliśmy sekcje, basy a potem przenieśliśmy się na trzy miesiące do Izabelina. Jest to dla mnie bez wątpienia najlepsze miejsce, oferujące najwięcej możliwości nagrywania, rejestracji i tworzenia. Posiada trzy niezależne studia o zupełnie różnym klimacie, w zależności od potrzeb. Główne studio A przypomina pokład Boeninga 747, jest ultranowoczesne - najnowsze urządzenia, technologie. Jest to studio na światowym poziomie. Natomiast w studio C - tam gdzie nagrywaliśmy większość partii, czuć po prostu było Led Zeppelin, Black Sabbath, Doorsów i mimo, że MedeiS to bardzo mocna płyta, to jednak jej korzenie tkwią w starej klasyce. Samo podejście do nagrywania płyty było troszeczkę hipisowskie - zapalaliśmy świeczki, stwarzaliśmy sobie niesamowitą atmosferę, nastrój, żeby jak najlepiej przekazać emocje. Ta płyta to kłębek emocji, każdy kawałek ma duży ładunek ekspresji przez powiązanie muzyki z tekstem. Staraliśmy się ilustrować muzyką teksty i tekstami muzykę i może przez to płyta brzmi tak jak brzmi... W recenzjach, które do tej pory słyszałem wszyscy podkreślali, że jest to nowy styl - na tym nam zależało, ciężko na to pracowaliśmy i cieszę się, że ludzie to docenili
MK: Jak wygląda sprawa z Waszymi ksywkami? To już chyba swoista tradycja...
PG: To są tylko ksywki, tak naprawdę to nie ma większego znaczenia.
Wszyscy jesteśmy maniakami filmowymi i traktujemy to jak film, oparty na faktach. Nasza muzyka ma dużo elementów ilustracyjnych i myślę, że każdy z nas czuje się po części aktorem i traktujemy to właśnie w ten sposób. Zresztą niektórym nick się nie zmienia ;-) Nie jest tak, że chcemy się odciąć od czegoś co było poprzednio. Po prostu nie przywiązujemy do tego aż takiej wielkiej wagi. Mam być Paulo do końca życia? Czemu? Na pewno do końca życia będę Pawłem - koleżką z Mazur. Czy będę przy okazji Drakiem, Drakulą czy Paulem - nie ma dla mnie znaczenia. Zresztą to ja wpisuje na płytę (śmiech)
MK: Na pewno pytano Cię o to nie raz, ale ja również zapytam - dlaczego "Hunter"? Czujecie się łowcami/myśliwymi?
PG: Niee, no coś ty ;-))) Chociaż może trochę...? :))))) Po czasie... W momencie powstania, nie zdawaliśmy sobie zupełnie sprawy z tego, co to słowo oznacza. Pierwsza klasa liceum, dopiero zaczęliśmy się uczyć angielskiego. Byliśmy z Grześkiem (perkusistą) wielkimi fanami Def Leppard. Na ich płycie Pyromania był taki kawałek zatytułowany Die hard the Hunter, no i spodobało nam się słowo Hunter. Potem się okazało, że znaczy to łowca - trochę nam miny zrzędły, ale tak zostało. Bez wnikania, bez żadnej ideologii, po prostu zwykłe słowo.
MK: "MedeiS" spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem. Można powiedzieć, że nadchodzi czas Huntera. Co myślałeś, jakie miałeś nadzieje zakładając zespół?
PG: Zespół założyliśmy z Grześkiem i bardzo chcieliśmy grać. Przez cztery lata graliśmy covery: Scorpions, Def Leppard, Iron Maiden, Akcept, później Metallici. Pierwszym utworem, który powstał "na poważnie" było Requiem i od tego zaczęło się tworzenie swoich kawałków. Często jednak wracamy do coverów, gramy np. Bad Religion.
Osobiście mam bardzo duży sentyment i szacunek do muzyki punkowej - mój brat jest punkowcem. On przy okazji słuchał metalu, ja punka, więc bardzo dobrze znam niektóre zespoły. To też ma jakiś wpływ na to co tworzymy - jest parę kawałków które mają taki zadzior punkowy, chociaż przede wszystkim chodzi mi o ideologię bo muzyka to jest już troszkę inna sprawa. Zawsze podobało mi się, że oni wiedzieli dokładnie czego chcą, wiedzieli o co walczą, wiedzieli z czym walczą, mimo tego, że czasami posuwali się do bardziej radykalnych metod niżbym sobie wymarzył.
My brzydzimy się przemocą, rozumiem jednak ich reakcje na to, co np. robią skinheadzi - w stosunku do takich rzeczy nie można być bezczynnym. Natomiast my, troszeczkę inaczej próbujemy to naprawić. Staramy się wyprzedzić takie konflikty.
Świadomość w punkocku jest tym, co zawsze mi się podobało i nadal mi się podoba. Myślę, że ta płyta ma bardzo dużo punkowych korzeni, mimo jest inaczej podana - bardziej po "naszemu" - to zależy od sposobu pisania. Mam na to swój sposób w którym czuję się w miarę pewnie, swobodnie i tak to robię. Natomiast, jeśli zaczniesz wnikać w treść niektórych utworów, to szybko zorientujesz się, że są to tzw. teksty walczące. Walczące o słuchacza, żeby uzmysłowić mu, że nawet śpiewając o złych rzeczach można zmienić świat na lepszy. Dlatego, że masz tego świadomość.
W każdym człowieku jest dobro i zło. Nie ma kogoś takiego jak człowiek dobry albo człowiek zły. Czasami te proporcje są bardzo poważnie zachwiane, ale gdzieś tam, cały czas są. ten dualizm jest naszym największym przekleństwem, a z drugiej strony stanowi o sensie naszego życia, bo istnieje awers i rewers. Wnioski staramy się przeważnie pozostawić słuchaczowi. Cała MedeiS jest skonstruowana na zasadzie przeciwieństw. Ewidentnie nie gloryfikujemy zła. Mimo tego, że niektóre utwory są śpiewane w pierwszej osobie... jako Szatan, Zło, Ciemność w zależności jak to każdy z nas nazywa. Jest to muzyka ilustracyjna, wszystko jest dosyć gruntownie przemyślane. Nie wierzę w to, że w człowieku można zwalczyć zupełnie zło. Natomiast można mu uświadomić, że ma coś takiego w sobie. Każdy z nas. Jeśli będzie miał tą świadomość, to będzie w stanie nad tym łatwiej zapanować, normalnie żyć, nie krzywdząc innych, w zgodzie ze światem.
MK: Coś do dodania?
PG: Chciałbym żebyście chodzili na koncerty, słuchali muzyki. Jeżeli zespoły przestaną grać, muzyka umrze, ten kraj zupełnie się rozpadnie. Spróbujcie sobie wyobrazić życie bez muzyki... Chodząc na koncerty, słuchając zespołów zmienicie ten świat na lepszy. I ten kraj również. Na pewno.
Mariusz "Consus" Kabała











Aktualności


Komentarze