Happy To Meet - Odnalezieni
W Rock Magazynie 1/2002 znalazła się krótka notka o czeskim zespole Happy To Meet. Wiedziałem bardzo, bardzo mało. Teraz byłem na ich koncercie i rozmawiałem z grupą. W tym momencie wykreślam ich z listy grup wartych uwagi i wpisuje na listę grup, które trzeba promować za wszelką cenę.
Zagrali w Sosnowcu podczas kameralnego dość (czytaj: nie rozpromowanego) Pikniku... Country. Gwiazdą wieczoru i prowadzącym całość był Tomasz Szwed przed nim grała Grupa Furmana i właśnie Happy To Meet. Zagrali niemal godzinny, dobry występ (małe problemy z dźwiękiem leżały po stronie ekipy nagłaśniającej). Zderzyli ze sobą rock, blues, muzykę irlandzką tak, że poleciały iskry. Solówki Kamili na skrzypcach zapierały dech w piersiach, a głos Martiny ogarniał cały plac przed Klubem im. Jana Kiepury taką siłą, że można było się bać o stan szyb w pobliskich budynkach. Błyskotliwe sola gitar, parowy bas i fenomenalny perkusista (+ człowiek od "przeszkadzajek") dopełniły wizerunku grupy. Szkoda, że grali jako pierwsi, otoczeni grupką słuchaczy i okolicznych dzieciaków, którym wszystko jedno, czego słuchają. Bądź co bądź - zagraniczni - goście powinni pojawić się jako gwiazda wieczoru, przy pełnej publiczności. Bez wątpienia mieli by niemały aplauz. Cieszmy się jednak tym co jest (było), a jest pięknie. Trudno mi opisywać dokładniej ich muzykę - trzeba posłuchać.
Koncert się skończył, a ja - po porozumieniu sie z organizatorem - udałem się na zaplecze, by zamienić parę słów z grupą. W porozumiewaniu się pomagał mi Andrzej Trojak z Grupy Furmana, za co serdecznie Mu dziękuje.
Michał Wilczyński: Jak wyglądały wasze początki?
Kamila: Jesteśmy po wielkiej zmianie. Zaczęliśmy w roku 1998, grając jako dwie kapele - Blue Dogs, grająca muzykę bluegrasową i jako Happy To Meet, z liderem Eoghanem O´Reilly'm, irlandczykiem. No i złożyliśmy te dwie grupy. Wcześniej wydaliśmy trzy płyty - jedną jako Blue Dogs i dwie jako Happy To Meet - jedna koncertową i maxisingel Kusovka, cztery utwory. Graliśmy na weselu Eoghana, który pobrał sie z Czeszką. Zagraliśmy i powiedzieliśmy - no to gramy razem. Graliśmy jego pisnicki, ale teraz jest to już nasz klimat.
MW: Jakie grupy was inspirowały?
Ivos: Metallica... (śmiech)
Kamila: Każdy ma swoją, każdy słucha tego, co lubi.
MW: A Kansas?
Kamila: Znam. Myślisz, że...? Może troszkę... Mam złą płytę (śmiech)
Słuchamy bluegrasu, jazzu, psychodelii - Grateful Dead, popu, world music, muzyki celtyckiej...
MW: I suma tych zainteresowań to muzyka Happy To Meet?
Kamila: Suma naszych mózgów... (uśmiech)
Martina: Każdy jest indywidualnością, a mix naszych OSOBOWOŚCI daje muzykę Happy To Meet.
MW: Czy macie już choćby wersje demo nowego materiału?
Kamila: Z płytą poczekamy, aż skończy sie sezon, nagramy ja na jesieni. Zresztą to jest bardzo świeże, pierwszy koncert w sezonie mieliśmy pierwszego kwietnia, zaledwie dwa miesiące temu
MW: Co spowodowało, że zainteresowaliście się muzyką?
Kamila: Ja nie wiem. Trudno mi odpowiadać za wszystkich. Kto chciał grać, ten zaczynał.
Ivos: W domu jest nudno
MW: Co jeszcze polscy słuchacze powinni o was wiedzieć?
Kamila: Dużo gramy w lecie, na open-air festiwalach, w Czechach. Także w Polsce - za dwa tygodnie gramy w Bielsku.
(w tym momencie Andrzej dopowiada, że już tam grali i ludzie tańczyli na stołach i Happy To Meet zrobili bordello)
Dzięki za rozmowę.
Również dziękujemy.
PS. Podziękowania dla Grupy Furmana, organizatorów (z wyjątkiem jednej pani wyglądającej na sprzątaczkę, która skutecznie próbowała mi uniemożliwić przeprowadzenie wywiadu) i Happy To Meet.
Michał "Art" Wilczyński











Aktualności


Komentarze