Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


John Norum - Europe - Zasługujemy na trochę więcej szacunku...

18 Maja 2012

Przez lata kojarzono ich tylko z jedną piosenką, przez co i traktowano z lekkim przymrużeniem oka. Na szczęście te lata mamy już chyba za sobą. Najnowszym, wydanym w kwietniu br. albumem "Bag of Bones" Europe znów powracają do łask krytyków i co bardziej wymagających odbiorców. Z gitarzystą, Jonem Norumem rozmawiałam przed koncertem zagranym w ramach Thanks Jimi Festival we Wrocławiu.

fot. Jakub Smykowski
fot. Jakub Smykowski

Małgorzata Sęczak: Na początek cofnę cię trochę w czasie, do waszego poprzedniego albumu - "Last Look At Eden". Zebrał on doskonałe recenzje i wydawało się wówczas, że trudno będzie wam znów nagrać coś równie dobrego...

John: Wiesz co, my na to trochę inaczej patrzymy. Istniejemy jako zespół już od tak dawna, znamy swoją wartość i nikomu już nic nie musimy udowadniać. Nie wejdziemy do studia bez przekonania, że mamy naprawdę dobry materiał. Z nikim nie rywalizujemy, do nikogo się nie porównujemy, nie czujemy też żadnej presji, by sprostać czyimś oczekiwaniom. Sami też nie wyznaczamy sobie jakiegoś celu, by osiągnąć to bądź tamto. Jeśli mamy wystarczająco dużo dobrych piosenek - nagrywamy płytę. To jedyne kryterium, jakim się kierujemy. I nie ma znaczenia, jak ta płyta wypadnie w porównaniu do poprzedniej.

MS: Album "Bag of Bones" zaskakuje kolejnym nowym brzmieniem. Tak wyszło, czy jest to celowo obrany przez was nowy kierunek?

John: Tak wyszło, pisaliśmy po prostu to, co przychodziło nam akurat do głowy. W trakcie pisania nigdy właściwie nie zastanawiamy się nad tym, jak brzmieć będzie ten nowy materiał, w jakim pójdziemy kierunku. O ostatecznym brzmieniu piosenek i tak przecież decyduje późniejsza praca w studio. Wcześniej zupełnie tego nie analizujemy. Nie interesuje też nas, jak album zostanie przyjęty, czy będzie się podobał czy nie.

MS: Jak więc opisałbyś "Bag of Bones" komuś, kto nie zapoznał się jeszcze z zawartością płyty?

John: Moim zdaniem jest to oldskulowy album, nawiązujący stylem do naszych ulubionych lat 70-tych. Słychać na nim wpływy zespołów, których wtedy słuchaliśmy. Wciąż zresztą słuchamy. Bo muzyka była wówczas naprawdę dobra, prawdziwa, organiczna. Zawsze chcieliśmy nagrać album nawiązujący do tamtego okresu i teraz to się udało. A dzięki genialnej produkcji Kevina Shirley'a brzmienie na płycie jest bardzo ciepłe - to chyba najcieplej brzmiąca płyta, jaką kiedykolwiek nagraliśmy.

MS: Ale różni się ona znacznie od poprzedniej, zresztą tak, jak każda kolejna, którą wydajecie. Jak na takie zmiany reagują wasi fani?

John: Szczerze powiedziawszy, zupełnie mnie mnie nie obchodzi to, z jakimi reakcjami wśród fanów spotka się nowy materiał. Muzyka, którą piszę ma się podobać przede wszystkim mnie samemu, albumy, które nagrywam, nagrywam przede wszystkim dla siebie. Jest to muzyka, której sam chcę słuchać, z której jestem dumny. Jeśli podoba się ona również fanom - świetnie, wtedy wszyscy są zadowoleni. A jeśli nie - cóż, to już nie mój problem. Zawsze przecież można kupić sobie płytę Brintney Spears czy Madonny (śmiech). Wiem, że są zespoły, które nastawione są na odbiorcę - śledzą co w danym momencie się sprzedaje i starają się to grać, albo latami grają to samo, byle tylko zadowolić starych fanów. Nas to jednak nie interesuje, gramy to, na co mamy ochotę.

MS: Na "Bag of Bones" do łask powróciły klawisze. Mic się w końcu zbuntował?

John: Nie, ale gdybyśmy nagrali jeszcze ze dwie płyty takie jak "Start From The Dark", to pewnie by do tego doszło (śmiech). Nadszedł po prostu czas, by słychać było, że i on jest aktywnym członkiem zespołu. Na poprzednich albumach Mic czuł się chyba trochę zagubiony, bo rola klawiszy zeszła na dalszy plan. A szkoda, bo Mic wyczarowuje z nich niesamowite dźwięki, już nie takie syntezatorowe jak w latach 80-tych, ale takie bardziej gitarowe. Teraz używa organów Hammonda, do tego mamy wzmacniacze Marshalla i w rezultacie robi się klimat starych dobrych lat 70-tych. Każdy instrument teraz u nas tak brzmi.

MS: Wiesz co, słuchając tej płyty odniosłam wrażenie, że większość materiału została napisana przez ciebie, a tymczasem okazuje się, że jesteś współautorem tylko dwóch utworów...

John: No cóż, chętnie podpisałbym się pod autorstwem większości tych nowych piosenek, ale faktem jest, że nie pisałem ostatnio zbyt wiele - miałem inne rzeczy na głowie. Przede wszystkim zajmowałem się domem i wychowywaniem syna. Moja pierwsza żona umarła parę lat temu i od tamtej pory moim priorytetowym zajęciem było bycie tatą. Teraz jestem z inną dziewczyną, niedawno urodził nam się syn, więc znów jestem szczęśliwy, ale po śmierci Michelle nie tylko nie miałem czasu na pisanie piosenek, ale w ogóle nie miałem do tego nastroju. A już na pewno nie interesowała mnie muzyka rockowa. Słuchałem czegoś spokojniejszego, np. bluesa, od czasu do czasu pisałem też takie bluesowe kawałki. Niektóre z nich znalazły się na moim ostatnim solowym albumie "Play Yard Blues", inne być może pojawią się na kolejnym. Nie ciągnęło mnie jednak do napisania czegokolwiek dla Europe. Stąd mało mojego wkładu na "Bag of Bones". Dopiero teraz czuję, że ten klimat rockowy do mnie powraca, znów mam ochotę grać trochę mocniej. Myślę więc, że na kolejnej płycie Europe będzie już zdecydowanie więcej utworów mojego autorstwa.

MS: Po raz pierwszy na waszym albumie pojawia się gość - Joe Bonamassa dokłada partie slide gitary w utworze "Bag of Bones". Skąd w ogóle taki pomysł i jak udało się wam namówić go do współpracy?

John: Zapłaciliśmy mu mnóstwo kasy (śmiech). A tak poważnie, nie wziął za to ani centa, zrobił to z czystej przyjemności (śmiech). Wiesz, znam Joe już od dobrych paru lat, wystąpiłem też gościnnie podczas jednego z jego koncertów w Szwecji i zagraliśmy wspólnie kilka kawałków. Te fragmenty można obejrzeć na Youtube - są rewelacyjne - polecam:) Poza tym nasz producent Kevin Shirley od dawna współpracuje z Joe i to właśnie Kevin zasugerował wstawienie slide gitary we wstępie. Spodobał nam się ten pomysł, ale ja sam w życiu bym czegoś takiego nie zagrał. Wtedy Kevin zadzwonił do Joe, a ten od razu się zgodził. Ponoć nagranie tej partii zajęło mu niecałe pół godziny:)

MS: Masz jakiś ulubiony utwór na tym albumie?

John: Hmm... jeśli musiałbym wybrać jeden, to obstawiłbym "Firebox". To bardzo radosny utwór, nie w takim popowo-zabawowym sensie, ale pod względem energii, jaką granie go u nas wywołuje. Widzę, że chłopaki również dostają jakiegoś wyjątkowego kopa, kiedy gramy ten kawałek, dlatego szczególnie go lubię.

MS: Często mówi się, że Europe to jeden z najbardziej niedocenianych grających obecnie zespołów. Zgodziłbyś się z tym?

John: Hmm... chyba tak. Z jednej strony sprzedaliśmy ponad 15 milionów płyt, więc nie jest tak źle, ale z drugiej mamy świadomość, że to, co robimy, to, co już zrobiliśmy zasługuje na trochę więcej szacunku. Jest mnóstwo zespołów znacznie popularniejszych niż Europe, a nie grają one nawet w połowie tak dobrze jak my. Powiem więcej, moim zdaniem wiele z tych szalenie popularnych zespołów w ogóle nie potrafi grać dobrej muzy. Więc tak, jest to dla nas trochę krzywdzące.

MS: Kiedy powróciliście w 2003 r. Joey zaprzestał kariery solowej, natomiast ty cały czas nagrywasz solowe albumy, wspominałeś też, że będzie kolejny. Europe ci nie wystarcza do realizowania swoich pomysłów?

John: Albumy solowe są dla mnie cholernie ważne i nie sądzę, bym kiedykolwiek przestał je nagrywać. Mam dużo więcej do zaoferowania niż tylko w roli gitarzysty w Europe. Jestem też dobrym wokalistą, dobrym producentem, dobrym inżynierem dźwięku. Piszę dobre, różnorodne piosenki. Chcę więc pokazywać większy zakres swoich możliwości. A poza tym, to nagrywanie albumów solowych daje mi mnóstwo satysfakcji, bo we wszystkich kwestiach mam ostateczne słowo, nie potrzebuję czyjejś zgody na to, co chcę nagrać. Wiesz, w zespole jest tak, że nie zawsze mi się jakiś kawałek podoba, ale akurat podoba się reszcie i w związku z tym wchodzi na płytę. Często trzeba pójść na kompromis. W Europe mamy taką zasadę, że decyduje większość, więc w kwestiach spornych po prostu głosujemy. A na solowym albumie od początku do końca sam wybieram materiał.

MS: Skoro już się tak chwalisz - wielokrotnie spotkałam się z opinią, że jesteś jednym z najlepszych gitarzystów w swoim gatunku. Co ty na to?

John: Cóż, muszę się z tym zgodzić (śmiech). Nie będę przecież wysilał się na fałszywą skromność. Wiem, że jestem dobry. Nie twierdzę, że najlepszy, ale zdecydowanie lepszy niż wielu grających obecnie gitarzystów. Wystarczy wybrać się na jakikolwiek festiwal, na którym prezentuje się czasami kilkadziesiąt zespołów. Można wówczas usłyszeć i porównać sobie, jak grają ich gitarzyści. Niektórzy przecież ledwo potrafią grać. A mimo to są zapraszani na popularny festiwal. Po takim doświadczeniu utwierdzam się tylko w przekonaniu, że owszem, jestem wśród najlepszych gitarzystów. Jest wielu takich, którzy grają lepiej i szybciej pod względem technicznym, ale ja mam swój własny, niepowtarzalny styl. Grałem przy różnych okazjach z wieloma świetnymi gitarzystami - z Joe Bonamassą, Eddim Van Halen, ze Slashem, Stevem Morse z Deep Purple i uważam, że wcale nie odstaję poziomem, każdy z nas ma inny styl grania, ale jesteśmy w tej samej lidze.

MS: Na koniec powiedz coś o dzisiejszym koncercie. Po raz ostatni zagraliście w Polsce 2 lata temu w Lublinie. Czym tym razem nas zaskoczycie? Ile z nowego materiału zaprezentujcie?

John: Zagramy prawie połowę nowego albumu. W sumie to jeszcze nie ustaliliśmy setlisty, pewnie zrobimy to na jakąś godzinę przed koncertem. Tzn. wiemy, co zagramy, nie wiemy tylko w jakiej kolejności. Z nowej płyty będą cztery piosenki, do tego te wszystkie hity z lat 80-tych i jakieś wybrane piosenki z nowszych albumów. Taka mieszanka, jak zwykle. Wiesz, zawsze w setliście mamy te kawałki, które akurat sami najbardziej lubimy grać.

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.