Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Lilly Hates Roses - Jeszcze długa droga przed nami

16 Sierpnia 2013

Lilly Hates Roses to nowe zjawisko na polskiej scenie muzycznej. Duet stworzony przez Kasię Gołomską i Kamila Durskiego nagrał niedawno debiutancką płytę "Something To Happen", która zbiera dobre recenzje i cieszy się sporym zainteresowaniem słuchaczy, nie tylko w naszym kraju. My na okoliczność rosnącego zamieszania wokół zespołu, mieliśmy okazję zadać Kamilowi kilka pytań.


Paweł Lach: Ostatnio dzieje się wokół Was sporo ciekawych rzeczy. Wydanie płyty, wywiady, koncerty, dobre recenzje i pochwały. Jesteście zdopingowani do zdobywania wciąż nowych lądów i czujecie głód kolejnych wyzwań, czy może pojawia się gdzieś myśl: "no tak, to już sukces, teraz to tylko z górki"?

Kamil Durski: Jest pewnego rodzaju "ulga", którą czuję, takie wrażenie, że coś się udało, lecz głupim byłoby osiąść na laurach, gdyż jeszcze długa droga przed nami. Wydanie płyty i całe zamieszanie związane z tym faktem jest bardzo miłe i z pewnością nas dopinguje, bo czujemy, że to, co robimy kogoś interesuje, wzrusza, zastanawia, że wzbudza emocje. Kiedy młody zespół znajduje się w tym miejscu, w którym jesteśmy my, wytwarza się pewnego rodzaju presja, by nie odpuścić, by dalej tworzyć i pozostać w zgodzie z samym sobą i jednocześnie nie zawieść nikogo, kto na nas liczył.

Paweł: Mam wrażenie, co zresztą sami podkreślacie, że wiele spraw rozgrywa się wokół zespołu bardzo spontanicznie, trochę przypadkiem - jeśli coś takiego, jak przypadek, istnieje. Łut szczęścia jest niezbędnym czynnikiem, by można myśleć o sukcesie? Czy może talent, szczerość w tym, co się robi i konsekwencja w działaniu wystarczą?

Kamil: Wszystko dzieje się przypadkowo; gdybym nie pożyczył w wieku 12 lat od kumpla płyty "Nevermind" Nirvany, to prawdopodobnie nigdy nie chwyciłbym za gitarę. Tak samo sprawa wygląda jeśli chodzi o Lilly Hates Roses - przypadkowo dowiedzieliśmy się o konkursie, dzięki któremu mamy teraz kontrakt z Sony Music, ba nawet przypadkowo się poznaliśmy. Jest w tym też trochę szczęścia. Trafialiśmy na wielu życzliwych ludzi, którzy pomogli nam w trasie. Uważam, że miałem wiele szczęścia, że poznałem Kasię. Jednakże kluczową rolę w naszej historii gra determinacja, konsekwencja oraz ciężka praca (Kasia zaczęła śpiewać już jako siedmioletnia dziewczynka), które teraz owocują. Lilly Hates Roses to niespełna roczny duet, lecz każde z nas wcześniej robiło wszystko, by usprawniać swój warsztat.

Paweł: Zainteresowanie wokół Lilly Hates Roses to pewnie dowód na przesyt komercyjną, sztuczną muzyką, której pełno w popularnych rozgłośniach radiowych. Idzie zatem ku lepszemu? Słuchacze stają się bardziej świadomi i dopominają się dźwięków, w których tworzeniu mniej kalkulacji, a więcej prawdziwej twórczej energii?

Kamil: O tym, że ludzie mają dość komercji słyszę równie często, jak o tym, że rock'n'roll umiera i uważam, że oba te slogany nie mogą w żaden sposób opisywać rzeczywistości polskiej muzyki; wciąż wychodzą płyty dicopolowe i mają swoją publiczność, mają ją również rockmeni. Być może jesteśmy świadkami otwarcia się polskiej publiczności (w szczególności młodych ludzi) na nowe horyzonty dzięki dużym i mniejszym festiwalom, które stają się źródłem inspiracji, zgoła innym od koncertów na dożynkach. Dziś dostęp do muzyki jest łatwiejszy niż kiedykolwiek, są portale, programy, torrenty, chomiki i wiele innych miejsc, gdzie możemy uraczyć się nowościami i szlifować swój gust - jak dla mnie, bomba.

Paweł: Gdzie można usłyszeć Lilly Hates Roses? Zapraszają Was na koncerty? Kluby są zainteresowane tego typu graniem?

Kamil: Jesteśmy na etapie bookowania jesiennej trasy koncertowej. Zagramy prawdopodobnie w każdym zakątku naszego kraju. Większość koncertów zagramy sami, sześć z nich (m.in. w Warszawie, Gdańsku i Łodzi) zagramy wraz z Dawidem Podsiadło. Medialne zainteresowanie i dobre recenzje naszej płyty ułatwiają nieco zadanie, a my skupiamy się na dobrym wykoniu na koncertach.

Paweł: Są jakieś plany i szanse na to, by zawitać z koncertami poza granice Polski?

Kamil: Jak najbardziej! Mamy dogranych już większość szczegółów związanych z naszymi wojażami za granicą. Na poprzedniej trasie graliśmy dwukrotnie w Berlinie i chcielibyśmy te doświadczenie powtórzyć.

Paweł: Praca w duecie jest specyficzna. Nie ma tutaj miejsca na koalicje, trzeba się po prostu dogadać "face to face". Jak Wam to wychodzi? Talerze czasem latają nad głowami, czy jesteście bardzo zgodni i kompromisowi?

Kamil: Jesteśmy zgodni, nie mamy problemów ze współpracą. Nie musimy również na każdym kroku robić kompromisów. Bardzo dobrze się dogadujemy, może dlatego, że jesteśmy podobni, z pewnością mamy podobny gust muzyczny. Gdy wyjeżdżaliśmy na pierwszą trasę w zeszłym roku, byliśmy wobec siebie obcy i było to dość ciekawe doświadczenie tak poznawać się na koncertach. Dziś już jest inaczej, staliśmy się przyjaciółmi, a ja często łapię się na tym, że opiekuję się Kasią jak młodszą siostrą. Granie w duecie ma dużo plusów; łatwo umówić się na próbę.

Paweł: Angielskie teksty pasują do muzycznej propozycji, którą prezentujecie słuchaczom i nie wydają się wymuszone. Ale po polsku też Wam wychodzi ciekawie i niebanalnie. Pójdziecie w przyszłości tą drogą? Czy rosnące zainteresowanie zespołem poza granicami kraju sprawi, że polskie teksty pójdą w odstawkę?

Kamil: Płyta "Something to happen" jest bardzo ważna dla mnie z wielu powodów, między innymi dlatego, że znajdują się na niej pierwsze piosenki, jakie napisałem w języku angielskim, była to dla mnie swojego rodzaju forma sprawdzenia się jako tekściarza. Język polski jest dla nas językiem ojczystym i nigdy nie pójdzie w odstawkę. Dwa utwory po polsku, tak samo jak reszta po angielsku wyszły zupełnie naturalnie i bez ideologii. Jest wiele zespołów w naszym kraju, które bawią się formą językową i sprawia to, że scena robi się ciekawsza. Może kiedyś napiszę piosenkę po włosku i moje studia nie pójdą na marne ;) . Nigdy nie przejmowałem się tym, skąd pochodzi dany zespół i dlaczego tworzy w tym czy innym języku (na przykład Sigur Ros, który wzrusza mnie odkąd pamiętam, choć nie zrozumiałem jeszcze ani jednego tekstu) i dopóki pozostaje szczery, to ja jestem kupiony.

Paweł: Niewątpliwym atutem waszej płyty są aranżacje. Prostą formę gitarowej piosenki udało się podać w taki sposób, że słucha się albumu z zaciekawianiem od początku do końca. Ciekawie wypadają zwłaszcza różne "smaczki", wzbogacające rdzeń, który stanowią wasze głosy i gitara akustyczna. Brzmienie "Something to Happen" to w 100% Wasza wizja, czy Andrzej Smolik, chociażby, który zajął się masteringiem podpowiedział to i owo? A może ktoś inny służył jeszcze radą i pomocą?

Kamil: Bardzo mi miło, że tak sądzisz. Forma została rozwinięta w studio i w dużej mierze jest to zasługa Macieja Cieślaka, z którym pracowaliśmy nad "Something to happen". Część aranżacji była przygotowana już wcześniej i zarejestrowana w wersji demo w domowym zaciszu w okolicach marca, lecz możliwości jakie daje dobre studio zawsze inspirują i człowiek zaczyna bawić się produkcją i piosenki zaczynają oddychać zupełnie innym powietrzem. Od Andrzeja Smolika pożyczyliśmy klawisz, by zarejestrować te dronowe basy w "Bridges, tickets and old relatives", a Maciej specjalnie kupił melodikę, by dograć refreny w "Lost Kids". Zawsze staram się słuchać rad bardziej doświadczonych muzyków w różnych kwestiach związanych z muzyką (na przykład moje upierdliwe telefony do Piotra Roguckiego, który radził mi, jak mam postąpić w kilku sprawach związanych z kontraktem płytowym) i tak też było tym razem, jednak "Something to happen" to przede wszystkim nasza sprawka.

Paweł: Nowoczesne media bardzo pomagają w promocji, także takiej muzyki, którą Wy gracie. Z drugiej strony obserwując Wasz profil na facebooku i widząc radość z trzymania w dłoni fizycznego, namacalnego wydania debiutanckiego albumu, można sądzić, że wciąż cenicie to, o czym wielu już zapomniało. Czujecie się bardziej dziećmi ery internetu, czy analogowej ery?

Kamil: Wychowałem się w latach 90. i nie jestem pewien czy już mogę być kwalifikowany do dzieci Internetu czy jeszcze łapię się na analogi. Pamiętam jak kupowałem piraty na targu przy ul. Bema w Poznaniu albo jak zgrywałem sobie Paktofonikę na kaseciakach od kumpli z osiedla i to z pewnością wektoruje nieco mój pogląd co do zapachu pudełka albo samej przygody związanej z wyjazdem i zdobyciem muzyki. Uważam, że Internet jest bardzo pomocny w promocji, w krystalizowaniu się grupy fanów, ale nigdy nie zastąpi fizycznej płyty.

Paweł: Jakie były Wasze inspiracje? Kto z wykonawców najbardziej na Was wpłynął? Pytam przede wszystkim o zachętę do zajęcia się muzyką.

Kamil: Było ich naprawdę wielu, którzy inspirowali mnie lub nadal inspirują. Jestem wielkim fanem twórczości Beck'a , Sonic Youth, Shellac'a, Bon Ivera, czy też wspomnianego wyżej Sigur Ros. Ostatnio trochę wycofałem się z śledzenia muzycznych trendów i słucham sporo awangardowej muzyki lat 60. albo etnicznej, choć nie ukrywam, że debiut Metz rzucił mnie na kolana i na długo pozostawił w tej niewygodnej pozycji.

Paweł Lach

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.