Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Andrzej Urny. Wyspa, drzewo, zamek...

Z Andrzejem spotkałem się po raz kolejny. Po raz kolejny umówiliśmy się na rozmowę do mikrofonu. Najpierw Andrzej nastroił mojego "akustyka" potem siedliśmy do rozmowy. Zanim włączyłem mikrofon, Andrzej zdjął czarny kapelusz z głowy i uśmiechnął się. Zaczęliśmy rozmawiać...

Kamil Rubik: Jak się zaczęła Twoja przygoda z gitarą? Dlaczego wybrałeś właśnie ten instrument? Ponoć już w czasach szkolnych interesowała Cię gitara...

Andrzej Urny: Tak! Już w czasach szkoły podstawowej... kogo wtedy nie interesowała gitara! (śmiech) Chociaż pierwszym moim instrumentem był akordeon, ale od szóstej, siódmej klasy szkoły podstawowej mieliśmy już zespół. Nosiliśmy radia - stare, lampowe i graliśmy na tych dziwnych sprzętach (śmiech).

KR: Pamiętasz swój pierwszy koncert, który zagrałeś?

AU: Tak, pamiętam. To było w szkole podstawowej. Graliśmy właśnie na takich dwóch, starych radiach, do tego perkusja i mikrofon podpięty do wkładki gramofonowej. Zostaliśmy potem poważnie skrzyczeni przez dyrektora, że było tak głośno (śmiech).

KR: Czy to prawda, że na samym początku grywałeś w Leśniczówce?

AU: Na samym początku nie. Na samym początku grywałem w takim klubie "Kwadraty" w Ligocie. Tam są moje korzenie i tam zaczynałem. Jechałem kiedyś w autobusie, z gitarą i spotkałem takiego bardzo fajnego człowieka - Jurka Węglowskiego. Obecnie mieszka w Kanadzie. I tak jechałem bodajże z Bielszowic, na jakichś przesłuchiwaniach byłem i Jurek tak zapytał: "o, na gitarze grasz? Przyjedź tam kiedyś do "Kwadratów". W ten sposób tam zakorzeniłem...

KR: W 81 roku okresowo zastępowałeś Jurka Styczyńskiego w Dżemie, wtedy też zagrałeś w słynnym "Pawiu" i "Whisky". Czy to był Twój pierwszy poważny zespół w którym grałeś?

AU: Ja nie zastępowałem Jurka Styczyńskiego w Dżemie. My właściwie razem graliśmy... Adaś Otręba właśnie pojechał gdzieś w okolice Kuwejtu. W zasadzie oni się zmieniali: Adaś grał, potem Jurek dochodził - Adaś wyjeżdżał. Potem znowu Jurek... i tak w kółko.
Wiem, że Rysiu [Riedel] miał coś do Jurka. Bodajże nie pasowało Mu, że Jurek był z Chrzanowa (śmiech). Mnie to absolutnie nie przeszkadzało, bo ja uważam Go za jednego z lepszych tutaj gitarzystów.

KR: Jak wspominasz tamten okres? Czy zechciałbyś coś opowiedzieć o czasie gdy grałeś w Dżemie? Twoich relacjach z Ryśkiem Riedlem...

AU: Moje relacje z Ryśkiem Riedlem były znakomite. Zresztą pod koniec Jego życia chcieliśmy powrócić do starych czasów i znów razem grać. Cztery lata przed śmiercią umawialiśmy na zespół, ale Rysiu prawie nigdy na próby nie dojeżdżał. Mieliśmy grać w składzie: Jurek Kawalec, Michał Giercuszkiewicz, ja miałem grać na gitarze, a Rysiu śpiewać. Miał to być kwartet. Chcieliśmy to zrobić, ale niestety nie zrobiliśmy...
W tej chwili gram czasami z Bastkiem - też jest fajnie (śmiech).

KR: Tego samego roku przeszedłeś do Krzaka, debiutując podczas Rock na Wyspie we Wrocławiu. Skąd decyzja zmiany?

AU: Hmm.. jak to powiedzieć? Każdy chyba stara piąć się w hierarchii w górę. Zespół Krzak był w tym momencie zespołem bardzo znanym, który istniał w nurcie muzyki nowej generacji. Oni wówczas bardzo dużo grali.
My z Dżemem graliśmy bardzo mało koncertów, generalnie nie zarabialiśmy żadnych pieniędzy. No i w końcu dostałem taką propozycję od zespołu Krzak i z tej propozycji skorzystałem.

KR: Jak oceniasz teraz po tylu latach okres grania w Krzaku?

AU: Świetnie się grało w tym zespole, ale nie podobały mi się tam pewne sprawy poza muzyczne. Były naprawdę nieprzyjemne i nie chce do nich wracać.

KR: Nagrałeś znakomity album "Paczka". Co możesz o nim powiedzieć?

AU: To jest zdecydowanie najlepszy album w historii grupy Krzak. Zagrałem tam też i jestem zadowolony.

KR: Minął rok i znów zmieniłeś zespół: tym razem trafiłeś do zespołu Perfect, wówczas święcącego triumfy. Co spowodowało Twój awans?

AU: Przez trzy miesiące Hołdys z managerem (Krzysiem Konarzewskim - od.red.) wszędzie zostawiali mi informacje w Hotelach, gdy koncertowałem z Krzakiem. Przyjeżdżałem do hotelu i już miałem informację, że "mam się skontaktować z Panem Hołdysem".
Przez trzy miesiące nie dzwoniłem, bo mi koledzy mówili: "a co będziesz z Warszawą grać, jakieś bla bla bla" (śmiech). No, ale sytuacja w Krzaku była taka, że ja zarabiałem 400 zł, Leszek Winder kasował 1600 zł, Andrzej z Jurkiem 800 zł. I tak np. oni śniadania i kolacje jedli w restauracjach, a ja musiałem żywić się w barach mlecznych (śmiech). No i przeszedłem do Perfectu.

KR: Czy nie uważasz, że okres 82-83 był najlepszym okresem Perfectu?

AU: Trudno powiedzieć. Nie mnie oceniać, ale na pewno w tym okresie ten zespół był na największej fali. Był to zdecydowanie najlepiej odbierany zespół w Polsce...
może ze względu na czasy, które przyszły wówczas? To był w zasadzie zespół antypolityczny. No i jak trafiłem do Perfectu to zaczęła się fantastyczna przygoda. Mało kto grał tak jak my. My graliśmy przecież po dwie hale, wypełnione po brzegi każdego dnia.
To był naprawdę świetny okres jeśli chodzi o nasze granie. W idiotyczny sposób się skończył, gdy Zbyszek Hołdys, któregoś dnia powiedział, że gramy jeszcze tydzień i rozwiązujemy zespół. To było dla mnie idiotyczne. Jeżeli zespół jest na fali to po co go niszczyć? My tak naprawdę zaczęliśmy się rozkręcać...
Wiesz, Hołdys miał takie pomysły... także w dalszej historii.

KR: Słychać Cię ze znakomitej płyty koncertowej "Live", chyba najważniejszej płyty " Live'owej " Perfectu. Zechciałbyś coś o tym koncercie opowiedzieć?

AU: Nie wiem czy ona była faktycznie najlepsza. W tamtych czasach na pewno tak, ale dzisiaj po latach? Mnie się wydaje, że później wraz z Rysiem Sygitowiczem zagraliśmy najlepszy koncert. Bez Hołdysa...

KR: W Spodku w 94 roku ?

AU: Tak. Moim zdaniem to jest w ogóle najlepsza płyta koncertowa w dorobku zespołu Perfect. To był czad ! (śmiech)

KR: W czerwcu i lipcu 82 roku nagraliście płytę "UNU", moim zdaniem najważniejszą i najlepszą w dorobku zespołu Perfect [ze studyjnych]. Jakie jest Twoje zdanie?

AU: Ja przyszedłem tam jak mówisz - na początku czerwca. Mieliśmy 2 tygodnie prób... wcześniej musiałem się jeszcze wywiązać ze zobowiązań wobec Krzaka. No i graliśmy intensywnie przez te dwa tygodnie.
Wiesz Kamil, nie jestem do końca pewien czy graliśmy przed tą płytą jakiś koncert...

KR: ... mnie się wydaje Andrzej, że musieliście grać, bo np. "Autobiografia" jest na "Live"..

AU: Hmm.. chyba masz rację. W każdym razie było nas dwóch nowych - ja i Andrzej Nowicki, niestety już świętej pamięci. Przygotowywaliśmy materiał na płytę "UNU", ale także ćwiczyliśmy utwory naszych poprzedników.

KR: Chciałbym zatrzymać się na chwilę przy płycie "UNU"... czym dla Ciebie jest "Autobiografia"?

AU: Znakomita kompozycja. Jest bardzo ważna pod względem tekstu. Jak każda tzw. "pościelówa" - rozbraja. Z dobrym tekstem weszła ludziom do głowy. Była kultowym hymnem w tamtych czasach i wydaję mi się, że jest do dzisiaj.

KR: Kto gra solówkę w tym utworze - Ty czy Zbyszek Hołdys?

AU: Solówkę gra Zbyszek Hołdys.

KR: Do kogo kierowana była piosenka "Idź Precz"?

(śmiech) do mamusi, do tatusia (śmiech)

Ciągle jeszcze jestem pod wrażenie Twojej solówki w "A kysz - biała mysz", za każdym razem jej słuchając, przechodzą mnie ciarki. Czy to była improwizacja?
Wszystko było improwizacją, bo to był bardzo krótki okres czasu. Trudno przyjść do zespołu, zrobić w ciągu dwóch tygodni materiał na płytę i zagrać z ludźmi - z którymi gra się pierwszy raz w życiu - znakomitą płytę.
Mnie się wydaje, że trochę się z tym pośpieszyliśmy. Było jednak takie ciśnienie, że musieliśmy to bardzo szybko nagrać. Była zmiana składu i Zbyszek tak to wymyślił, że nagrywamy materiał i jedziemy dalej.
Tak się też stało. Generalnie, po tych dwóch, trzech tygodniach intensywnej pracy w takiej kanciapie, w "Stodole" mało pracowaliśmy nad materiałem.
Potem do czasu rozpadu nic wielkiego się nie wydarzyło.

KR: Grzesiek Markowski najbardziej zadowolony jest z jednej piosenki na tej płycie, a mianowicie: "Wyspa, Drzewo, Zamek". Jakie jest Twoje zdanie?

AU: Moim zdaniem jest to zdecydowanie najlepszy kawałek na tej płycie i tu zgadzam się z Grzesiem. Nawet lepszy od "Autobiografii", ale pod względem muzycznym i to podkreślam.
Ktoś może mieć inny odbiór, kochać "Autobiografię", ale ja uważam, że "Wyspa, Drzewo, Zamek" to było coś.

KR: Zawsze intrygował mnie Twój pogląd na "Nieme Kino"...

AU: To też fajny kawałek. Wszystko to miało podtekst tego, co się w tamtych czasach działo. Były to teksty o tym, jakie zmiany w Polsce następowały, pod tym kątem było to wszystko grane.
Tak mi teraz o tym przypomniałeś... fajna kompozycja. W ogóle te stare piosenki bardzo mi się podobały i lubiłem je grać, ale przyznać trzeba, że trochę za mało pracy było w to włożone - zarówno na LIVE i UNU.

KR: Powróćmy na chwilę do historii... W momencie wydania UNU już głośno było o decyzji Hołdysa dotyczącej rozwiązania zespołu. Wystąpiliście na Rock Opolu, potem już tylko w Berlinie Zachodnim i zespół przestał istnieć. Dlaczego Zbigniew Hołdys podjął wówczas taką decyzję?

AU: Trzeba Jego o to spytać. Nie tylko dla mnie to była idiotyczna decyzja. Wszyscy bardzo dobrze zarabialiśmy, On zarabiał jeszcze z tantiem autorskich oraz jako lider zespołu więcej. Miał widocznie taki kaprys... może myślał, że zrobi coś jeszcze większego?
Mogło się to wszystko tak potoczyć, że mogliśmy pograć jeszcze parę lat, każdy z nas nagrałby płytę solową i można by było to na jakiś czas zawiesić? Nie rozwiązywać tego...
Zresztą z wielką ochotą wrócił do tego... może Mu zabrakło pieniędzy. Wrócił do starego składu w 1987 roku.

KR: O co tak naprawdę oskarżył Cię Hołdys w wywiadzie udzielonym "NON STOP"?

AU: Wiesz, to była nieprzyjemna sprawa. Grzesia Markowskiego nazwał alkoholikiem, Piotrka, że nie gra równo, a je do dzisiaj nie wiem o co Mu chodziło - wobec mnie.
Jeśli chodzi o zarzuty wobec Grzesia, to teraz można o tym powiedzieć, ale wtedy największym alkoholikiem był Hołdys. Nie będę roztrząsał, ale doskonale pamiętam jak wyglądał mój dzień z Hołdysem. Mieszkałem wówczas u Niego.

KR: Podczas przerwy istnienia Perfectu zacząłeś grać z formacją Morawski, Waglewski, Nowicki, Hołdys. Słynna sesja nagraniowa dała skutek w postaci albumu "I ching". Jak oceniasz tamten okres?

AU: To był pomysł bardzo spontaniczny, bardzo fajny. Tzw. "spontan" nie ze wszystkimi można robić i nie ze wszystkimi wychodzi. Ja byłem przyzwyczajony do spontanicznego grania tutaj, na Śląsku. Mogliśmy grać godzinami, a w Warszawie nie dało się tego zrobić.
Jeśli chodzi o sam "I ching" to jest to dobra płyta, ale ja tam wiele nie grałem. W tym czasie miałem nieco inny do tego stosunek... nie byłem z tym tak emocjonalnie związany.

KR: Perfect wraca w 87 roku. Zagrałeś z zespołem 3 wielkie koncerty w Hali Oliwii w Gdańsku, w Spodku, a przede wszystkim na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie w ramach " Perfect Day ". Jaki dla Ciebie był ten powrót?

AU: Też się coś dobrego wydarzyło. Zagraliśmy 3 znakomite koncerty, po czym pan Hołdys znowu rozwiązał zespół. To jest takie znamienite, że po koncercie na Stadionie Dziesięciolecia, szukali Go ludzie z czasopism amerykańskich, a On zgubił się i nikt Go nie potrafił znaleźć.
Wyobraź sobie Kamil - to był chyba jakiś rekord wtedy przyszło 30 tysięcy osób. Hołdys zawalił potem sprawę...
Nikt nic nie wiedział, po czym wysłał nam wszystkim listy gdzie obraził Andrzeja Nowickiego, a jedynie do mnie miał dobry i pozytywny stosunek.
Potem znowu gdzieś w jakimś wywiadzie mnie "obsmarował". Generalnie ja po tych latach uważam, że On nie jest szczerym człowiekiem. Był czas kiedy grało się z Nim dobrze, ale nie ma w Nim szczerości.

KR: Następny raz wracacie bodajże 13-ma występami w Kanadzie, następnie spektakularny występ w Spodku w 94 roku. Już bez Hołdysa. Czy to nie był w pewnym sensie nowy etap w Twoim życiu?

AU: Ja to całe przedsięwzięcia zorganizowałem, a także ten koncert w Spodku wraz z Sewerynem Reszką - naszym byłym managerem, który mieszkał w Kanadzie. I tak kiedyś rozmawialiśmy: "a może zaczniemy znowu grać?" Ja mówię, "że z Hołdysem nie". A On na to: "a musisz to z Hołdysem robić? Sygit [Ryszard Sygitowicz - od. red.) jest w Kanadzie."
I tak zrobiliśmy próby przez telefon, między Chicago a Kochłowicami. Najpierw tutaj zrobiliśmy próby w czwórkę - z Grzesiem, Andrzejem i Piotrkiem.
Potem pojechaliśmy do Kanady, tam jeden dzień prób i zagraliśmy całkiem fajną trasę.
Uważam, że ten skład był rewelacyjny. Brzmiał zdecydowanie najlepiej i był bardzo dojrzały. Z Hołdysem ciężko było dojść do porozumienia.

KR: Na płycie "Jestem" jesteś współkompozytorem dwóch piosenek. Których?

AU: "Całkiem inny kraj" i "Siódmej czytanki dla Janka". Ja Ci powiem, że to było trochę na siłę... koniecznie musieliśmy zrobić materiał. Zresztą w niedługim czasie rozstałem się z Perfectem, ponieważ oni stwierdzili w jakimś wywiadzie, że we mnie było za dużo rock'n'rolla.
No to w takiej sytuacji ja nie wiem co oni grają...

KR: Jednak w 95 roku miał miejsce spektakularny koncert na centralnym korcie warszawskiej Legii. Zespół Perfect wsparli Czesław Niemen i Krzysztof Cugowski. Jak się wtedy czułeś?

AU: Tak, też zagrałem z Nimi. Ja nie jestem człowiekiem, który obraża się na całe życie. Zaprosili mnie na ten koncert, nie pamiętam już z jakiej okazji to było. Może dlatego, że Czesław też tam zagrał?
Chociaż na tym koncercie nie zagrałem bardzo dobrze, ponieważ miałem zblokowane dwa palce lewej ręki i grałem jedynie dwoma palcami.
Nie wiem co mi się stało, miałem jakiś ucisk kręgosłupa na nerw. Już się bałem, że przestanę grać w ogóle. Nie gniewam się, nawet bardzo się cieszę, że tam zagrałem. Zresztą parę lat temu, obecny ich manager - Adaś Galas miał taki pomysł, żeby zagrać w takim składzie, aby wszyscy zagrali. Ja, Rysio Sygitowicz, niestety Andrzej o Zdzisiek już nie żyją... ale mieli zagrać wszyscy ci, którzy tam grali. Jednak widzę, że do realizacji tego nigdy nie dojdzie. Szkoda, bo warto by było.

KR: Wiem, że to dość delikatna sprawa - podczas koncertu na Stadionie Dziesięciolecia sprzedawano bilety na koncert w 2000 roku. Do koncertu jednak nie doszło. Jak tak naprawdę sprawa wygląda?

AU: No tak, do koncertu nie doszło. To jest dla mnie pełne oszustwo ze strony Hołdysa. Mogło do tego koncertu dojść, chociaż była taka klauzura: jeżeli ktoś z przyczyn natury wyższej nie może wziąć udziału w koncercie, czyli nie żyje. Akurat w tymże roku zmarł Andrzej Nowicki. Niby dlatego nie zagraliśmy tego koncertu. To nieprawda. Tym bardziej powinniśmy go zagrać dla uczczenia Jego pamięci.
A drugą sprawą jest kwestia tego, że nie można ludzi tak urządzać. Brać od nich poważne pieniądze jak na tamte czasy. Było dość dużo sprzedanych tych certyfikatów, które miały zasilić fundację. Nie wiem co się z tą fundacją w tej chwili dzieje. Nie wiem też co się z tymi pieniędzmi dzieje. Nie będę pytał Hołdysa co się z nimi stało, podobno gdzieś są.
To była fundacja, której byliśmy założycielami. To się nazywało Fundacja Sztuki Rockowej "Na Zawsze".
Uważam, że to było wielkie nieporozumienie, żeby kłócić się w tych sprawach. W tym zespole tak było - bardzo dziwne sytuacja się tworzyły.
Np. taką nieprzyjemną pamiętam, że na pogrzebie Andrzeja Nowickiego widziałem tylko Piotrka Szkudelskiego. Nikt więcej z kolegów nie przyszedł. To bardzo przykre.

KR: Czy utrzymujesz obecnie kontakt z kimś ze starego składu Perfectu?

AU: Czasami ich spotykam, trochę się kontaktujemy. Jeśli chodzi o stały kontakt to jedynie z Rysiem Sigitowiczem. Często się spotykamy i rozmawiamy, nawet dość często gramy. 3 lata temu zagraliśmy taką trasę - Andrzej Ryszka na bębnach, Jurek Kawalec na basie, "Pazur" zaśpiewał...
A z Rysiem zawsze znakomicie mi się grało. Z Nim utrzymuje notoryczny kontakt (śmiech). To mój przyjaciel.

KR: A jakie są Twoje stosunki z Grzegorzem Markowskim?

AU: Nasze stosunki zawsze były i są dobre. Powiedziałbym po prostu normalne. Nie ma między nami jakiejś "wielkiej miłości", ale nie ma żadnej nienawiści.
Jak gdzieś grają, to Go spotykam i rozmawiamy. Chociaż powiem szczerze, że powoli zaczyna przybierać to wszystko gwiazdorstwa. Bilboardy, reklamy i inne rzeczy robią swoje. Takie mamy czasy (śmiech).

KR: Zmieńmy na chwilę temat... na jakich gitarach obecnie grasz?

AU: Obecnie gram na gitarze Fender Telecaster de Lux, gitarze Dobro i Fenderze Stratocasterze.

KR: Jakie są Twoje muzyczne fascynacje? Wiem, że uwielbiasz np. plytę Thin Lizzy "Live and Dangerous" i tam solówkę w utworze "Rosalie"...

AU: No tak... pięknie grali. Zespół bardzo czadowy, ale mam jeszcze dużo innych fascynacji jak Jimi Hendrix, Eric Clapton czy Johnny Winter.
Czarnych bluesmanów lubię. Słucham przeróżnej muzyki, aczkolwiek nie każdej. Przede wszystkim starą muzykę - koniec lat 60., początek 70. Uwielbiam zespoły Allman Brothers Band czy Led Zeppelin. Są świetne.

KR: Czy pamiętasz kiedy dostałeś pierwszą gitarę?

AU: Tak, pamiętam. W siódmej klasie dostałem pierwszą gitarę. Ona się nazywała Jolana Alexandra. Wszyscy mi jej zazdrościli, ponieważ mój ojciec w tamtych latach pracował w Czechosłowacji i przywiózł mi taką gitarę, która była bardzo droga, ale dostałem ją w prezencie od Niego.

KR: Grywasz ostatnio dość często w różnych formacjach bluesowych, czy to znaczy, że kochasz teraz bardziej bluesa niż rocka?

AU: (śmiech) Tego nie można tak generalnie rozdzielać. To jest wszystko muzyka. Jakby nie było bluesa, nie byłoby rocka. Taka jest prawda.
A ja zawsze bliższy byłem korzeniom bluesowym. Zresztą lubię obracać się w tych dźwiękach bardziej niż grać jakieś poważne rockowe "ogony" (śmiech). Bliżej jestem rock'n'rollowi niż hard rockowi.

KR: Gdyby była możliwość czy zgodziłbyś się ponownie zagrać z Perfectem?

AU: Hmm... gdyby była możliwość i jeżeli byłby to koncert, który miałby określony charakter - zagrałbym.
Wiesz Kamil to była fajna przygoda i na pewno zrobiła mi jakiegoś splendoru. Ogólnie ja dobrze wspominam te czasy, ale w moim odczuciu - nie mówię w odczuciu innych czy w odczuciu popularności - to generalnie grałem chyba z ciekawszymi ludźmi.

KR: Czego chciałbyś, aby Ci życzyć?

AU: Przede wszystkim zdrowia. No i dalej dobrej inwencji oraz spotkań z fajnymi muzykami, z którymi mogę pograć. Ale nie tylko. "Zespół" to nie jest spotkać się na próbie, zagrać koncert, szybko jechać do domu i tu się kontakt urywa.
Ja mam inne pojęcie zespołu - ja lubię z chłopakami z którymi gram spotkać się nawet jak nie ma prób.
A w Perfectcie było coś takiego, że np. ja przyjeżdżałem do Warszawy, kończyła się próba, oni powsiadali w samochody i ja zostawałem sam w jakimś hotelu.
W latach 82-82 mieszkałem w bardzo dobrych hotelach, w 87 też, ale teraz w 94 zmieniły się trochę ceny i w ogóle standard nie był już taki dobry.
Ja tam siedziałem od poniedziałku do piątku, jechałem do domu, wracałem w poniedziałek i koledzy naprawdę mną się nie interesowali.

KR: Dziękuje Ci bardzo za rozmowę.

AU: Dziękuje Tobie również.

Wywiad został przeprowadzony na początku maja 2003

Kamil "Rubiccon" Rubik

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.