Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Urszula - Uzależnia sama muzyka - a my na jej tle. Nie wywiady, sława...

11 Grudnia 2013

Urszulę odwiedziliśmy w jej domu tuż przed próbą. Dzięki temu mogliśmy porozmawiać nie tylko z nią, ale również z członkami jej zespołu. Wywiad miał być standardowy, a zamieniał się momentami w toczoną w przemiłej atmosferze dyskusję na tematy takie jak świadomość muzyczna młodzieży czy wolność artystyczna. Szczegóły poniżej.

fot. Katarzyna Chmielewska
fot. Katarzyna Chmielewska

Dominik Zawadzki: Jak wspominasz okoliczności powstawania swojej pierwszej płyty? Pytanie o tyle zasadne, że właśnie obchodzisz jubileusz 30 lecia kariery scenicznej.

Urszula: Nie mam pojęcia! Nie wiem w ogóle jak do tego doszło w sensie technicznym, ponieważ to nagrywali Panowie z Budki Suflera, zrobili to wcześniej, a ja nagrałam tylko wokale, kiedy materiał był już gotowy. Oczywiście był stres z tym związany, tym bardziej, że miałam kilkuletnią przerwę w śpiewaniu - od 1978 do chyba 1982. Wcześniej coś tam robiłam w kościele, kiedy byłam na studiach muzycznych, kościelne zespoły itd., ale raczej mało śpiewałam. I nagle taka propozycja. No wiesz, granie z Budką to była duża sprawa. A do tego nagrywaliśmy w Poznaniu, więc było to dla mnie nowe miejsce. Pamiętam tylko jak stamtąd wracaliśmy, zupełnie nic z nagrań, ale kiedy jechaliśmy miałam takie totalne zatrucie, nie wiem, może to było z nerwów, leżałam zwinięta w kłębek z tyłu. Lipko prowadził i na fulla słuchaliśmy "Fatamorgany", "Bogowie i demony" też leciały, bo chyba 2 kawałki wtedy nagraliśmy. Strasznie się tym jarali, mówili "jakie to świetne", a ja tylko: "taa, no jasne" (śmiech). Tak, pamiętam, że stres był straszny.

D.Z.: Już od początku swojej kariery miałaś na koncie duże hity. Jak dawałaś sobie radę ze sławą, z tym, że ludzie zaczynają rozpoznawać Cię na ulicy?

Urszula: Słabo. Powiem Ci, że zupełnie nie mogłam sobie z tym dać rady. Nie było to takie lekkie i przyjemne jakby się mogło wydawać. Nie miałam takiego poczucia, że "jest!, teraz nareszcie mnie rozpoznają". Właśnie wręcz przeciwnie, to mnie przytłoczyło. Nie miałam pojęcia na czym ta branża polega, moi rodzice nie są muzykami, w związku z czym mieliśmy normalny dom, spokojną rodzinę. Na pewno inaczej niż Pati (Patrycja Markowska, Grzegorz Markowski mieszka po sąsiedzku - red.), ona jakby "wyssała to z mlekiem ojca". Natomiast dla mnie przejście z takiego normalnego życia do funkcjonowania w biznesie muzycznym nie było łatwe. Wiesz, to też zależy jakie były komentarze. Bywało różnie, trzeba było się z tym zmierzyć. Ale z drugiej strony jak szłam na jakąś dyskotekę nad jeziorem, gdzie zawsze wyjeżdżałam na wakacje, i leciała "Fatamorgana", jeszcze nikt nie wiedział, że ja to śpiewam, bo nikt mnie jeszcze nie znał, patrzyłam na reakcje ludzi i to było fajne. No i koncerty. Powoli się rozkręcało, bo pamiętaj, że ja byłam gościem Budki Suflera. Na początku śpiewałam 2 piosenki w ich programie, więc wychodziłam sobie tak na te 2 utwory, aż do wydania płyty - wtedy było już 10 numerów do śpiewania.

D.Z.: W nawiązaniu do Budki Suflera - czy zastanawiałaś się kiedyś, jak potoczyłaby się Twoja kariera gdybyś nie spotkała...

Urszula: Nie

D.Z.: Tak myślałem. Ale jednak dokończę. A więc jakby było, gdybyś nie spotkała Lipki i swojego późniejszego męża Stanisława Zybowskiego?

Urszula: Może miałabym inne propozycje. Może ominęła mnie jakaś jeszcze lepsza? A może nic bym nie robiła? Nie myślę o tym bo to nie ma sensu.

D.Z.: A miałaś wówczas jakieś inne plany na życie poza muzyką?

Urszula: Studia muzyczne. Byłabym belfrem od muzyki. Strasznie mi się wtedy podobał ten pomysł. Albo bibliotekarką, to był mój drugi wymarzony zawód (śmiech). Ale do muzyki mnie ciągnęło.

D.Z.: Muzyka jest chyba trochę jak narkotyk - uzależnia...

Urszula: No nie wiem... Narkotyk, to musiałoby być na zasadzie, że wychodzę na scenę i wiesz odlot, haj.

D.Z.: A nie jest tak?

Urszula: Jest, ale uzależnia sama muzyka - a my na jej tle. Nie wywiady, sława itd.

D.Z.: Pytanie trochę z innej beczki. Zaczynałaś swoją karierę na różnych festiwalach. Dziś młodzi ludzie chcący grać lub śpiewać chodzą na przesłuchania do wszelkiej maści talent shows i często nawet ich zwycięzcy nie są w stanie wypłynąć. Czy Twoim zdaniem "za komuny" było łatwiej młodym muzykom zrobić karierę? Zakładając, że mamy dziś tak samo utalentowanych młodych ludzi jak kiedyś.

Urszula: Myślę, że nie ma jednego patentu. Może było nam łatwiej, bo było nas mniej, mniej zespołów. To były trudne czasy, ale ciekawe. To, że człowiek się rodził "pod obrazem Stalina". Nie wiem, może to właśnie te czasy sprawiały, że ludzie byli bardziej kreatywni. Może Ty coś powiesz? (Urszula zwraca się do Piotra Mędrzaka, który do tej pory tylko przysłuchiwał się rozmowie - red.)

Piotr: W ogóle wydaje mi się, że kiedyś ludzie bardziej żyli muzą, zobacz, na przykład ludzie mieli od cholery płyt w domu. Teraz przy wódeczce tylko telewizorek i tak dalej, a ja pamiętam swojego starego i jego przyjaciół, oni znosili na spotkania płyty, słuchali tych płyt razem.

D.Z.: Może to jest przejaw ogólnych zmian kulturowych. Dziś muzyka nie stanowi już jedynego sposobu oderwania się od szarej rzeczywistości. Ludzie coraz częściej wybierają jakieś wirtualne światy, gdzie mogą funkcjonować nie martwiąc się tym, co się dzieje za oknem.

Piotr: Ja to widzę tak, że u nas, to znaczy w moim domu muzyka zawsze była obecna. Całe moje pokolenie czyli 76', moi przyjaciele mają mnóstwo płyt w domu. Później była taka przerwa, ludzie przestali interesować się muzą. A teraz na przykład, jak chodzę po knajpach w Bielsku i spotykam młodych ludzi - oni się zajebiście znają na muzie. Chodzą w koszulkach jakichś dziwnych kapel, takich, o których już dawno nikt nie słyszał. Mnie się wydawało, że tego już nie będzie. Prędzej sobie pogadam teraz z młodymi ludźmi o Tadeuszu Nalepie na przykład. Jakieś takie dziwowiska (śmiech). Mam wrażenie, że to pokolenie nie interesujące się muzyką było właśnie dziwne, a teraz nagle to zainteresowanie wróciło.

D.Z.: Może to lekko socjologiczne spostrzeżenie, ale może było tak, że po przemianach ustrojowych ludzie zaczęli się bardziej interesować rzeczami materialnymi, które nagle zaczęły być ogólnie dostępne i osiągalne, a kultura, w tym muzyka zeszła na dalszy plan...

Piotr: Ja w ogóle nie doceniam lat 90., zawsze mi się wydawało, że...

Urszula: Ale zauważcie ile w latach 90. płyt się sprzedawało. Mimo tego zalewu podróbek na Stadionie, Boże ile się wtedy płyt sprzedawało, tak czy inaczej. A teraz...

(wchodzi Hubert Gasiul - perkusista Wilków, Ani Rusowicz, współpracujący też z Urszulą)

Piotr: O jaki pachnący jesteś!

Hubert: Chyba McDonaldem...

Piotr: Hubert ma takie indiańskie papierosy, które się palą 2,5 godziny!

Hubert: Nie mam... Ale wiecie to nie jest "diabelska sałata" (śmiech). Są strasznie nabite, tylko Indianie robią takie w Ameryce.

D.Z.: Możemy później pogadać o paleniu, bo jak tak dalej pójdzie to nie zaczniecie tej próby. Spodziewałaś się takiego dużego sukcesu "Białej drogi" z 1996 roku? Sprzedała się w 800 tys. egzemplarzy, co dziś jest ilością niewyobrażalną.

Urszula: Miałam świadomość, że to jest dobra płyta, ale nie spodziewałam się. Natomiast mój mąż Stanisław na pewno tak. On absolutnie wierzył, że to jest zajebista płyta, i że musi to ruszyć, że nie ma innej opcji, tylko, że trzeba poczekać chwilę, że to musi dotrzeć do ludzi. Na zasadzie poczty pantoflowej. Tak jak z koncertami - jesteś na dobrym koncercie, wracasz do domu i mówisz, że było fajnie, zabierasz następne 5 osób. Z tą płyta było podobnie. Bo w sumie "zjebkę" dostała płyta ze wszystkich stron. Łącznie z "Machiną" której szefem był wówczas szef naszej wytwórni (śmiech).

D.Z.: Chciałem zapytać o wyjazd do USA. Był spowodowany m.in. weryfikacjami ministerialnymi artystów...

Urszula: Może między innymi, ale przede wszystkim tym, że tu nie było pracy. Wtedy choćby Grzesiu (Markowski - red.) miał firmę budowlaną, budował metro. To był bardzo trudny okres, artyści czepiali się wielu różnych zajęć. Nie było roboty, nie było w ogóle gdzie grać, więc uznaliśmy, że nie ma sensu siedzieć w Polsce. Te weryfikacje to był po prostu gwóźdź do trumny.

D.Z.: Czy pojawiła się w Waszych głowach myśl, że zrobicie w Stanach karierę? Większą, mniejszą, ale jakąś.

Urszula: No way. To znaczy, wiesz, wszystko się może zdarzyć, tam takie rzeczy się zdarzają. Ale w naszym przypadku było to raczej niemożliwe. Nie było szans. Może jak się tam urodzisz, masz szczęście, jesteś totalnie utalentowany, ale tam są setki takich ludzi.

D.Z.: Czy płyta "Urszula & Jumbo", która została wydana w Stanach, miała Twoim zdaniem jakieś szanse powodzenia. To był chyba słabo promowany album?

Urszula: W ogóle nie był promowany... Album został nagrany w Polsce, przez polskich muzyków i tylko reanimowany, że tak powiem, w USA. Zgłosiło się do nas dwóch producentów, którym bardzo podobała się "Rysa na szkle". Niestety, później była wojna w Zatoce i wycofali się z jakichś dalekosiężnych planów, trzeba byłoby czekać. A my nie chcieliśmy czekać. Pojechaliśmy do Chicago, potem do Nowego Jorku, trochę pograliśmy i wszystko rozeszło się po kościach.

D.Z.: No właśnie, gdzieś przeczytałem, że będąc w Ameryce nie tylko dużo koncertowaliście, ale również obejrzeliście wiele koncertów. Czy te "amerykańskie" inspiracje miały wpływ na brzmienie "Białej Drogi"? Przyznasz, że to tak "amerykańska" w brzmieniu płyta.

Urszula: Na pewno koncerty w małych klubach bluesrockowych. Na pewno jakieś inspiracje były. Chociaż Stasiek po prostu z takich korzeni wyrósł, dla niego to było potwierdzenie, że ma rację, że tak się właśnie gra. Mnie na pewno to ośmieliło do innego sposobu śpiewania. Nie tylko te "Dmuchawce..." , tylko żeby spróbować zaśpiewać coś innego. W Stanach jest fajnie, bo nikt nie czeka na twoje potknięcie, tylko cię motywują, że jest super. Tej właśnie odwagi można się tam nauczyć.

D.Z.: Na "Białej drodze" są 2 covery. Jeden z nich to Led Zeppelin "What is and what should never be", a drugi to "Konik na Biegunach". Wiem, że słyszałaś to pytanie wielokrotnie, ale i tak je zadam. Kto wpadł na pomysł zrobienia akurat tego kawałka?

Urszula: Stasiek. Na niego wszystko zrzucam, bo tak właśnie było.

D.Z.: To jest utwór, który chyba niespodziewanie stał się wielkim hitem...

Urszula: Stasiek stwierdził, że kiedy grał na weselach i innych tego typu zabawach, to nie było imprezy bez tego numeru. Tylko oczywiście w innej spokojniejszej wersji - Michała Hochmana. Spotkaliśmy Michała w Stanach, zresztą dalej tam mieszka, puścił nam "Konika...". Stasiek powiedział, że ma patent na ten kawałek, i że zrobimy go w takiej wersji, jaka jest na płycie. Ludzie różnie odebrali tę piosenkę. Chłopaki z IRY powiedzieli kiedyś o "Białej Drodze": "no, fajna płyta, tylko ten "Konik", kurwa, ale siara" (śmiech).

D.Z.: Ale paradoksalnie to jest do dziś jeden najlepiej kojarzonych Twoich hitów. Masz wrażenie, że dzięki tej piosence masz zapewnione miejsce w historii naszego rocka?

Urszula: Na pewno jest kojarzony. No i świadczy chyba o kondycji naszego narodu. Jesteśmy sentymentalni i takie rzeczy nas kręcą. Ale nie pojmuję do końca tego fenomenu, nie pytaj mnie dlaczego akurat "Konik.." tak się podoba. Ludzi to z jakichś względów porywa i koniec. No cóż "Dmuchawce..." ludzie raczej nie krzyczą na koncertach.

D.Z.: Na ostatnim trochę krzyczeli.

Urszula: Bo wiedzieli, że trzeba (śmiech). Zresztą ostatnio w Kongresowej to byli bardzo wychowani muzycznie ludzie.

D.Z.: Często łapię się na tym, że dzielę Twoją karierę na okres...

Urszula: Przed Stanami i po Stanach.

D.Z.: No właśnie. Czy taki podział ma jakiś sens, według Ciebie?

Urszula: No ma, na pewno ma. Chociażby najprostszy podział, czyli zmiana stylu. Na pewno Stany zmieniają też mentalność, raz tam pojedziesz i wszystko Ci się przestawia. Zresztą trzeba sobie powiedzieć, że wyjechałam w dobrym momencie, dojrzałym. Nie jako dziecko czy ktoś, kto już nic nie może zrobić, tylko w momencie bardzo twórczym. Wiesz 30 lat to jest czas największej kreatywności, ale też już dużego doświadczenia muzycznego.

D.Z.: Są jakieś utwory, które szczególnie chętnie gracie na koncertach?

Hubert: Ja bardzo lubię "Białą Drogę" i "Dnie - Ye!".

Urszula: Lubisz "Dnie-ye!"?!

Hubert: Lubię, jest tam fajny riff...

Piotr: Kiedyś "Żegnaj więc" lubiłem. No i "Białą Drogę" też, wiadomo, że to dobra piosenka.

Urszula: A ja nie wiem, co lubię najbardziej. Zawsze na takie pytania odpowiadam, że "Rysę na szkle", ale chyba sobie tak wmówiłam (śmiech).

D.Z.: Na tym skończylibyśmy kwestie historyczne, a teraz kilka pytań o "Eony snu". To jest krążek, zwłaszcza w porównaniu z "Dziś już wiem" zdecydowanie bardziej rockowy, zadziorny. Od początku mieliście takie założenie, żeby było bardziej rockowo, czy to wynikło już w czasie nagrywania?

Urszula: Trochę gramy już ze sobą, więc mamy określone zdanie w kwestii tego, co chcemy osiągnąć. Natomiast co wychodzi, to jest wypadkowa tego, co się w studiu dzieje. Niektóre numery powstawały na bieżąco, a inne Piotrula miał w swoim "banku piosenek", ale nie wiem, Piotrek mów coś...

Piotr: Płyta miała być rockowa, gitarowa, zadziorna. Zresztą dziś myślę sobie, że ku..., mogliśmy ją zaj..ać 2 razy mocniej.

Urszula: Mogliśmy. Tylko trochę się cykaliśmy.

Piotr: Mój największy ból teraz polega na tym, że nie przywaliliśmy jeszcze mocniej.

Urszula: Zgadza się. I nie uparliśmy się na singla takiego, którego chcieliśmy wydać.

Piotr: Chcieliśmy pogląd na świat troszkę zmienić, to nie miała być płyta "rmfowa". Chcieliśmy tą płytą powiedzieć, że jako artyści działamy, poszukujemy. Wiem, że ta płyta nie do wszystkich trafi, bo to się tylko tak wydaje, że to jest prosta płyta. Nie mnie oceniać, czy ona jest dobra czy zła, ale moim zamiarem było cały ten rock "zepsuć", żeby nie był zbyt ugładzony. Przecież na "Eonach..." jest dużo różnych dysonansów, to jest nagrane na bardzo starych gratach, chciałem, żeby to wszystko brzmiało w sposób wręcz archaiczny. Nagrywaliśmy wszystko na taśmę, analogowo. To też jest celowy zabieg. Taśma ma zniekształcenia, obcina ci pasmo, szumi... Ale jak mi ta taśma szumi, to jest tak, jakby mi z tyłu ocean zapi...lał w tle. I to jest fajne. Poza tym to są takie analogowe graty, na których nagrywali giganci, np. Led Zeppelin. Tych urządzeń jest już niedużo, część się popsuła, nie istnieją. Zresztą teraz się zastanawiam, czy te wszystkie smaczki są w ogóle do odebrania dla zwykłego słuchacza, np. że są na "Eonach.." odwołania do moich ukochanych kapel jak Budgie.

D.Z.: Pociągnę temat staroci. Kręciłoby Cię, żeby wyjechać, tak jak to robili w swoim czasie Kyuss i Queens of the Stone Age, gdzieś na pustynię i tam na jakimś totalnie dziadowskim sprzęcie sobie ponagrywać?

Piotr: Człowieku! Kiedy jedziemy?

D.Z.: Tylko z pustynią w pobliżu może być feler. Chyba że Pustynia Błędowska...

Hubert: Nie ma tam peyotla. To już by był totalny odlot. Prawdziwy Happy Meal (śmiech). Ja bardzo bym chciał czegoś takiego spróbować, mam na myśli nagrywanie na pustyni.

Piotr: Wracając do płyty, to chodziło nam jeszcze o to, żeby nie nagrać albumu jakby pod zamówienie, ale nagrać muzę, z której będziemy mieli przyjemność. Ty robisz ten wywiad, bo kochasz muzę i się nią interesujesz, a my chcieliśmy nagrać krążek, o którym możemy powiedzieć: "OK, to jest taka płyta, jakiej chcieliśmy". A i tak nie jest tak do końca, wychodzi na to, że się samoouszukałem (śmiech). Np. mieliśmy zrobić pół płyty po angielsku.

Urszula: Tak rzeczywiście miało być. Tak się jakoś wszystkim kojarzy, że muszę śpiewać po polsku. Dlaczego ja mam mieć gorzej, pytam się? (śmiech) Młodzież teraz nie ma problemu z językiem angielskim, to jest powszechne. Ale nie, Urszula nie, tylko po polsku (śmiech). To jest zresztą presja wszystkich, nie tylko wytwórni. Takie wyobrażenie o artyście - jesteś taki i koniec.

D.Z.: A sam proces nagrywania lubicie czy wolicie grać na żywo? Pytam, bo są kapele, które do studia wchodzą jak za karę.

Urszula: Ja polubiłam! Wcześniej wchodziłam do studia trochę zestresowana, co sprawiało, że nie zawsze wychodziło mi tak, jak chciałam, ale teraz już polubiłam i jest fajnie.

Piotr: Fajnie jest nagrywać, nie? Najlepiej jest wtedy, kiedy improwizujesz, nie wchodzisz do studia z gotowym pomysłem.

Urszula: Tak, kiedy grasz w studio na zasadzie jam session i muzyka z ciebie "wychodzi".

D.Z: "Miłość" to również "przeróbka". Zakładam, że to pomysł Piotrka, więc powiedz mi, czemu ten kawałek i czemu po polsku?

Piotr: Bo to jest kawał dobrego numeru. Jestem bardzo za tą piosenką, to jest bardzo porządna melodia, fajna harmonia. Tam w ogóle "beatlesowe" rzeczy się dzieją. Dlatego też dograliśmy tę końcówkę z powtarzaniem frazy "all you need is love". No i masterował to facet, który pracował z Lennonem.

D.Z.: To również pierwszy singiel z "Eonów..."

Urszula: Tak, ale to nie był nasz pomysł, żeby to był pierwszy singiel. Mam wrażenie, że wszystko jest teraz bardzo zachowawcze.

Piotr: Ale co?

Urszula: Ludzie. To jak np. dobiera się utwory na płytę. Takie korporacyjne myślenie, bezpieczne. Coś, co nie budzi kontrowersji, więc się sprzeda.

Hubert: Oni się boją wyjścia ze strefy komfortu. Do tej pory mieli wszystko ładnie podane, ładnie się układało. Teraz muzyka się zmienia, artystka chce iść dalej, ale strefa komfortu nie pozwala na to. I mówią: "było fajnie, to niech tak zostanie, po co to psuć". A to wcale nie jest wyjście, bo to, co jest bardziej niebezpieczne czy ekstremalne, to jest właśnie to, dzięki czemu może narodzić się coś nowego.

Urszula: Na przykład nie chcieli nam puścić "Kamieni", zrobiliśmy teledysk, ale Wytwórnia nie zgodziła się go puścić, gdyż według Nich psuje mój wizerunek.

Piotr: Co zabawne, sam teledysk został ocenzurowany przez kamerzystę, przez nas. Wydawało nam się, że już nic tam się nie dzieje, dziecinada. A jednak. Ale się zbulwersowaliśmy (śmiech).

D.Z.: "Nadzieja", utwór instrumentalny, kojarzy się dość powszechnie z Led Zeppelin, a mi z twórczością Soundgarden...

Piotr: Też dobre (śmiech). Dziś na płytach rzadko pojawiają się kawałki instrumentalne i chyba o to mi chodziło. Cała gitara jest strojona w C, co sprawia, że nawet jakbyś nie umiał grać i uderzył we wszystkie struny, to daje to akord i to pełny. Już jest fajnie. Podoba mi się takie podejście do strojenia, które kiedyś było powszechne. Nie używam wiele efektów gitarowych. Im prościej, tym lepiej. Kabel, gitara i piec.

D.Z.: Intryguje mnie Twój śpiew w "Pasujesz mi" - czyj to pomysł?

Urszula: To jest utwór Sebastiana Piekarka. Kiedy zaczęłam śpiewać okazało się, że to zupełnie nie pasuje do muzyki. Zaczęliśmy trochę się tym bawić, wyszło trochę postpunkowo. Kiedy Piotrula wyszedł i zaryczał, to po prostu leżałam na podłodze w studio, nie wyrobiłam. Chyba najlepiej bawiłam się właśnie przy nagrywaniu tej piosenki.

D.Z.: Ostatnie pytanie. Czemu tak rzadko decydujesz się na własnoręczne komponowanie? "Wiara" wyszła fajnie.

Urszula: Dopiero się oswajam z tą rolą i na pewno rozwinę się w tym kierunku, myślę, że jeszcze coś fajnego mogę zrobić. Koledzy cały czas podpuszczają mnie, żebym dawała z siebie więcej (śmiech).

D.Z.: Dzięki za wyczerpujący wywiad i arcyciekawą dyskusję.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.