Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Kuba Kawalec - Happysad - Już nie jesteśmy grzeczni...

5 Grudnia 2014

Z Kubą Kawalcem, liderem zespołu happysad, spotkałem się krótko po wydaniu ich najnowszej, bardzo intrygującej płyty "Jakby nie było jutra...". Rozmawialiśmy o takich kwestiach jak problemy w studio czy stopniowa metamorfoza kapeli - zapraszam do przeczytania wywiadu.

fot. Dominik Zawadzki
fot. Dominik Zawadzki

Dominik Zawadzki: W marcu rozmawiałeś z moim redakcyjnym kolegą i powiedziałeś wtedy o planach nagraniowych, cytuję: "Jesteśmy ciekawi co z tego wyjdzie, bo chcemy stworzyć coś, co będzie nieco inne od naszych dotychczasowych dokonań. Zawsze chcieliśmy stawiać kolejne kroki w rozwoju happysad". I rzeczywiście pozmieniało się trochę. Powiedz mi, co było motywacją do tych zmian.

Kuba Kawalec: Motywacja jest zawsze ta sama - nie chcemy wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Każda płyta jest obrazem mijających 2 lat (w naszym przypadku średnio płyta co dwa lata). Jest to zapis wspomnień, tego czego się nauczyliśmy w tym czasie, itd. Z naszego punktu widzenia ciężko byłoby nagrywać rzeczy podobne do siebie. I właściwie zawsze (może wyłączając dwie pierwsze płyty, które nagrywaliśmy rzuceni na głęboką wodę, będąc zespołem amatorskim) celem było to, by każdy następny krążek czymś się różnił. Trzecia płyta, "Nieprzygoda" to był dopiero milowy krok w porównaniu z pierwszymi krążkami! Ale nam się wtedy oberwało od fanów! (śmiech) Przy czwartej płycie chcieliśmy mieć trąbki, bardziej folkowe klimaty, bo wówczas zaczęła nam się podobać właśnie taka muza. Przy piątej chcieliśmy osiągnąć efekt, który słychać dopiero na szóstej - takiego zadziora, muzyki bez zobowiązań, mniej grzecznej...

DZ: Mniej "ogniskowej"...

Kuba: Wiesz, "ogniskowość" chyba zawsze będzie obecna w naszym graniu, bo te piosenki powstają na "pudle", jako piosenki akordowe. Naszym zadaniem jest sprawić, by jak najmniej było słychać, że w większości piosenki powstają jako akustyczne, "song writerskie". Ale lata spędzone na tym co robimy dały nam dużo doświadczenia. Wiemy, co chcemy osiągnąć i kto nam może w tym pomóc. Z Marcinem Borsem chcieliśmy współpracować już przy piątej płycie, ale nie zgraliśmy terminów. Wiedzieliśmy, że to będzie krok w nieznane, ale też krok do przodu. Byliśmy podekscytowani i ciekawi, jakimi środkami Marcin będzie chciał osiągnąć zamierzony cel. Naszym celem było, żeby to nie była grzeczna płyta. Żeby materiał nie był ułożony, chłopięcy. Wiesz, mamy prawie po 40 lat. (śmiech)

DZ: Skoro już wspomniałeś o Borsie. Jaki był jego wpływ na brzmienie "Jakby nie było jutra"? To nie jest raczej producent, który siedzi w studio i tylko kręci gałkami...

Kuba: Pierwszy raz spotkaliśmy producenta, który jest... producentem. Leszek Kamiński jest fantastycznym realizatorem dźwięku. Pracuje bardzo szybko, jest genialnym dźwiękowcem, natomiast nigdy nie miał wpływu na kształt materiału. Z nim wchodzisz do studia z przygotowanymi wcześniej numerami, które musisz po prostu super nagrać. Super zaśpiewać, ładnie, równo, do metronomu. A ten wariat jest dokładnym przeciwieństwem! Mówi: "macie nie kończyć" albo "jeśli nie macie pomysłów aranżacyjnych - olać to! Początki, końce - nic nie róbcie!". Marcin kocha otwierać formy i pracować na bieżąco w studiu. Totalne przeciwieństwo. Z Marcinem możesz mieć gotową większość materiału, teksty, melodie i musisz być gotowym na rewolucję - tu się zmieni, tam przełoży. Z szybkich piosenek zrobią się wolne i na odwrót. Zastanawialiśmy się na ile będziemy gotowi zaakceptować te szaleńcze pomysły Marcina, bo nie znaliśmy siebie od tej strony. Jestem dumny z nas, że byliśmy otwarci na nowości do tego stopnia. W wyniku rozmów powstawały pomysły, które w większości przyjmowaliśmy z otwartymi gębami.

DZ: Opowiedz o procesie nagraniowym, a właściwie o tym co działo się tuż przed planowanym wydaniem płyty. Zaczęło się od, nomen omen, powodzi stulecia... (mam tu na myśli zalanie studia Marcina Borsa - red.)

Kuba: Wszystkie najprzyjemniejsze rzeczy działy się do momentu, kiedy wbiliśmy ostatni ślad. Potem zaczęły się rzeczy nieprzyjemne. Największą tych wydarzeń ofiarą był zresztą Marcin Bors. Najpierw studio uległo zalaniu, potem jakaś energetyczna usterka, spowodowała rozwalenie dużej części sprzętu. Jedyną naszą stratą było zniknięcie piosenek. Materialnych strat nie ponieśliśmy. Mogliśmy albo zabrać ocalały materiał i pójść nagrywać gdzie indziej, albo cierpliwie czekać, aż Marcin pozamawia sprzęty. Zrobiliśmy to drugie. Ani my, ani Marcin nie wiedzieliśmy kiedy studio ruszy, stąd nie mogliśmy podać rzeczowej daty premiery albumu. Z odpaleniem każdego uszkodzonego sprzętu okazywało się, że uszkodzone są kolejne. Nie mógł odpalić całego studia z częścią sprzętu. Walczyliśmy o ten materiał, ponieważ mieliśmy zaplanowaną trasę, podrukowane plakaty etc. Trasa zaplanowana, a my nawet nie słyszeliśmy swojej płyty. Koszmar. Wiadomo, że musimy i zresztą chcemy się z zaistniałej sytuacji tłumaczyć. Ale w niej nie ma winnego. To było zdarzenie losowe, na które nikt nie miał wpływu. Mam nadzieję, że za jakiś czas cała ta heca pójdzie w niepamięć i nikt nie będzie rozstrząsał tematu, skupiając się na muzyce.

DZ: Myślę, że tak powinno się stać, bo materiał jest dobry.

Kuba: To czy jest dobry, czy nie, to jest kwestia arcysubiektywna. My chcieliśmy nagrać taką a nie inną płytę, gonieni chęcią doświadczeń i przygody, a nie udowodnienia czegoś komuś. Zrobiliśmy piosenki, które zawierają bardzo silny ładunek naszych emocji kumulujących się w przeciągu dwóch ostatnich lat. Jesteśmy maksymalnie dumni, że ten materiał ukazał się właśnie w takim kształcie. Że to nie jest płyta wesoła, bo nie miała taka być. To nie są wesołe historie. A to czy ludzie odbiorą płytę jako dobrą lub złą, to już jest coś, na co nie mamy wpływu.

DZ: No właśnie, album jest zarówno lirycznie jak i muzycznie dość smutny, melancholijny. Może poza ostatnim kawałkiem.. Co na Was do tego stopnia wpłynęło, że zrobiło się smutniej niż dotychczas?

Kuba: Dla mnie ten ostatni też jest melancholijny... Powiem tak: dla niektórych jesteśmy esencją smutku, dla innych esencją optymizmu. Trudno mi więc na to spojrzeć globalnie. Ta płyta ma w tekstach mnóstwo historii. Przede wszystkim zespół był bliski rozpadu. W piosenkach jest więc rozpad zespołu. Z drugiej strony jest też triumf, jakim było dla nas pogodzenie się ze sobą. Jest kilka bardzo niefajnych historii, choćby śmierć syna Jareczka (Jarek Dubiński, perkusja - red.), którą wszyscy przeżywaliśmy. Wiesz, jesteśmy facetami mającymi po 35 lat i do głosu zaczynają dochodzić historie naprawdę poważne. Cała płyta jest przesiąknięta emocjami związanymi z życiem osobistym i zespołowym, które zresztą przeplatają się ze sobą. Jesteśmy zespołem, ale również rodziną. Nasze rodziny także są wspólnymi rodzinami (śmiech). W końcu ileśtam lat razem, praktycznie ciągle, spędziliśmy. Każda, nawet najdrobniejsza rzecz, ma wpływ na kolejną. Dobrze, że możemy to skanalizować muzyką i tekstami, bo to naprawdę uzdrawia. To może wydawać się banalne, ale bez tego ciężko byłoby pewne sytuacje rozwiązać. Co do tekstów, to zawsze powtarzam, że to nie są meble z Ikei, żeby wymagały instrukcji obsługi. Tłumaczenia słuchaczom. Część ludzi lubi sobie po swojemu interpretować piosenki. Niezręcznie jest odbierać im radość z tego.

DZ: Ugryźmy "Jakby nie było jutra" od muzycznej strony. Po raz pierwszy na płycie happysad pojawia się tak dużo elektroniki, która pełni do tego bardzo istotną rolę.

Kuba: Już przy "Ciepło/Zimno" próbowaliśmy zawrzeć nieco tego typu brzmień. To wynika z chęci doświadczeń. Z chęci usłyszenia nowych rzeczy. Jareczek kupił syntetyczną perkusję TD20, na której nagraliśmy 2 numery już przy okazji "Ciepło/Zimno". Nakupowaliśmy jakichś klawiszy... Ja generalnie chciałem, żeby było strasznie dużo tej elektroniki...

DZ: To teraz jest mało?

Kuba: Wiesz, myślę że nie jest wcale tak dużo (śmiech). Ona nie jest nachalna. Są zespoły typowo elektroniczne, które mogą się śmiać, że happysad jakąś szczyptę elektroniki wykorzystał. Dużą robotę wykonał Maciek Ramisz. Chłopak, który właściwie nagrał z nami tę płytę. Wziął się z konkursu coverowego, czyli właściwie z kosmosu (śmiech). Przysłał nam cover, który spodobał nam się najbardziej ze wszystkich. Był formą takiej muzycznej plamy. Okazało się, że robi fantastyczne rzeczy. Ma między innymi zespół Young Stadium Club. Jest młodym, fajnym i otwartym człowiekiem. Nam kompletnie elektronika nie przeszkadza. Dla nas to jest po prostu kolejny środek wyrazu. Sposób na nadawanie piosenkom kolorytu, w jakimś sensie innego smaku. Ciężko było przekazać bardziej złożony zestaw emocji za pomocą gitar i sekcji. Dla mnie na przykład męczarnią są solówki gitarowe. Wyobrażam sobie idealny świat bez solówek. Jeśli ktoś się w nich odnajduje, to wszystko fajnie, ale nie ja. To było dużym wyzwaniem, ale świetnym - zróbmy płytę bez solówek. I tego na "Jakby nie było jutra" nie ma. Oczywiście jesteśmy zespołem gitarowym. Ale chcemy, pozostając tym zespołem, próbować nowych rzeczy. Kiedy siedzisz w "próbowni" 10 rok z rzędu i ciągle słyszysz te same rzeczy, to trochę cię to nuży. Szukasz nowych form wyrazu, budowania kompozycji, nowych brzmień, nowych dźwięków. Jeżeli znajdujesz takie, które cię inspirują, to czemu z nich nie skorzystać?

DZ: Zresztą to, co mówisz, że jesteście dalej zespołem gitarowym, to raczej rzecz nie do podważenia.

Kuba: Sprawa rozegrała się w zasadzie o piosenkę "Ciała detale", która jest w zasadzie w całości syntetyczna. Ale już na "Ciepło/Zimno" był utwór "Biegnę prosto w ogień", który również w całości jest elektroniczny, w zasadzie tylko pod koniec wchodzi tam taka bluesowa gitarka. Więc nie wiem, czy zrobiliśmy aż tak duży krok, jeśli chodzi o elektronikę. Chcieliśmy, żeby jej wykorzystanie było uzasadnione. To nie są brzmienia przypadkowe, dodane po to, by wzbudzić sensację. One są wyselekcjonowane. Długo szukaliśmy tych brzmień.

DZ: Zrezygnowaliście też w wielu utworach z klasycznej budowy zwrotka - refren - zwrotka.

Kuba: Tak i to chyba największa zmiana. Zaczęliśmy tak budować piosenki już przy płycie "Mów mi dobrze". Np. "Długa droga w dół" jest zupełnie bezrefrenowa. "Nie ma nieba" jest bezrefrenowe. Nam podobają się takie formy, bo są nieoczywiste. O ile piosenka w klasycznym rozumieniu ma dla nas wartość, bo jest bardziej koncertowym tworem, to 10 utworów na płycie w układzie zwrotka - refren- zwrotka stało się dla nas przewidywalne. Najgorszą rzeczą jaką może usłyszeć, w cudzyslowie "artysta", to, że jest przewidywalny. Budowanie każdej piosenki na tej samej zasadzie zwrotki, refreny, potem solówka (najczęściej jakaś chujowa) i znowu refren, a na koniec jeszcze jeden refren. Znamy tę formułę bardzo dobrze. Zaznaczam jednak, że nie rezygnujemy z niej - chcemy po prostu spróbować nowych rzeczy. Każda zmiana daje poczucie, że właśnie zrobiłeś coś, czego wcześniej nie dokonałeś. Zgadzam się, że to duża zmiana. Jeszcze dwie pierwsze piosenki mają dość klasyczny układ. Im dalej w las, tym jednak ciekawiej. Chcieliśmy osiągnąć taki efekt, żeby wszystko się rozjeżdżało. Takie rzeczy wymagają zupełnie innego poziomu skupienia od słuchacza. Rozumiem, że to jest trudniejszy materiał i część ludzi ma z tym problem, ale no cóż... to jest ich problem (śmiech). Kurde, to jest nasza szósta płyta, możemy sobie pozwolić na wszystko. Oczywiście jest ryzyko, że ludzie powiedzą "was wszystkich całkiem pogięło" i nikt więcej nie przyjdzie na nasz koncert, ale to nie może nas blokować. Nie może być tak, że mówimy: "no dobra, zaciśnijmy zęby i grajmy tak, jak nie chcemy". Poza tym to wychodzi tak naturalnie... Wiesz, czasem ludzie postrzegają muzykę, przez pryzmat jakiegoś zawiłego planu, od punktu do punktu. Musi być tak, albo tak, bo jak nie, to cośtam. Muzyka ma przede wszystkim sprawiać radość twórcy. Jeżeli przestaje, to chyba coś jest nie tak. Nas akurat dopadła potrzeba nowych przeżyć. Może dlatego, że dużo przeżywamy, że słuchamy dużo muzyki. Może jesteśmy lekko nadwrażliwi? Nie wiem.

DZ: Jednym z moich ulubionych kawałków na "Jakby nie było jutra" jest "Mbtv" ("Matka Boska Telewizyjna - red.)., który zaczyna się taką quasi jazzową codą, by potem przejść w post punkową jazdę. Myślisz, nawiązując do tego, co mówiłeś przed sekundą, że starzy fani zaakceptują taki happysad?

Kuba: Nie wiem (śmiech). Utwór "Matka Boska Telewizyjna" zaczął się od tekstu. Pierwsze wersje były mocno zimnofalowe, trochę jak wczesny Maanam. Nie bardzo jednak grało nam to z tekstem. Chcieliśmy pociągnąć nieco grubiej. Przy czym granie po punkowemu wydaje nam się już nieco archaiczne. Postanowiliśmy z Marcinem, że zrobimy z tego totalny chaos. Wszystkie szalone pomysły wrzuciliśmy do jednego wora i zaczęliśmy odejmować lub dodawać. Potem Marcin dograł jeszcze do tego sekcję dętą. Efekt jest moim zdaniem zajebisty. Fajnie tworzy się coś, co wynika z dyskusji. "Mbtv" brzmi trochę jak Atari Teenage Riot, tyle że w polskiej, softowej wersji. Natomiast trochę trudno jest sprzedać taką energię na koncertach, ponieważ utwór ma w sobie mnóstwo pracy studyjnej, jak zniekształcone i nałożone na siebie wokale. Ale koncert jest zupełnie czymś innym niż płyta. Stawiamy na gitarową energię, ale są syntetyki Maćka Ramisza, jest sekcja dęta, dajemy dużo grzechotek. A "Mbtv" pozornie potworny chaos, ale jednocześnie to jest jedna z najbardziej zamkniętych, jeśli chodzi o formę piosenek. Ma wyraźny początek i koniec.

DZ: Łatwo było z tak różnorodnego, nawet eklektycznego materiału wybrać single?

Kuba: Nomenklatura singla nie jest najbardziej na miejscu. Dwa pierwsze utwory ukazały się jako "single", bo tylko te dwa kawałki mieliśmy w tamtym momencie. Marcin je zrobił, ale potem miał kolejne problemy sprzętowe. Ludzie zaczęli się już niecierpliwić, płyty jak nie było tak nie ma. Chcieliśmy fanom dać jakąś informację, ale nie wiedzieliśmy sami, kiedy uda się uporać z problemami. W końcu wpadłem na pomysł, że skoro mamy gotowe te dwa numery, to udostępnijmy je - to pozwoli nam przeczekać. Jak widzisz, nie nosi to żadnych znamion świadomego wybierania singla. Media jednak szybko podchwyciły temat i piosenki wydane z braku innych (co nie oznacza, że się ich wstydzimy) zostały ochrzczone singlami. Nie chcieliśmy z tym walczyć. Powiedzieliśmy: trudno. Świadomie wybraliśmy tylko "Tańczmy". Powiem Ci jednak tak: dla mnie singlem może być każdy z utworów, które znalazły się na "Jakby nie było jutra". I tak stacje radiowe niespecjalnie nas grają. W telewizji raczej nie lecą teledyski. Single mają ci, którzy są puszczani w RMFie. Mamy jednak świadomość, jak to nazwałeś, eklektyzmu tej płyty. Nie jest tak, że co by nie było singlem to "zażre". Zdajemy sobie z tego sprawę. Zawsze jednak kierujemy się intuicją. Przy kolejnych płytach zakładamy, że: "tak, tym razem wszystko zaplanujemy i przemyślimy". Jeszcze nigdy się nie udało (śmiech). Zawsze coś się wysypie, ale to też dodaje kolorytu.

DZ: Mamy za sobą stwierdzenie, że przechodzicie pewną transformację. Masz jakieś wizje, w którą stronę ona zmierza?

Kuba: Oczywiście, że o takich kwestiach się myśli. Już po nagraniu "Jakby nie było jutra" zaczęliśmy się zastanawiać co dalej. Ale nie mamy jasnych założeń w stylu: "Ej, robimy teraz płytę reggae". Pewnie jednak będzie jak zawsze. Zobaczymy co nam w danym momencie będzie grało w sercach. Płytę będziemy nagrywać za ok 2 lata. Nie wiem, co się wydarzy w tym czasie. Jakich historii będziemy bohaterami. I bardzo dobrze, że nie wiemy. Wiesz, po tej płycie zrozumiałem parę rzeczy. Na przykład to, że zawsze musieliśmy się tłumaczyć z tego, co my właściwie gramy. W końcu padło na jakąś głupotę w stylu "rock regresywny". Teraz wiem, że nie jesteśmy wyznacznikiem żadnego gatunku. Jesteśmy muzyką "bezgatunkową" (śmiech). Nie jesteśmy obarczeni żadnym ciężarem, niezaszufladkowani. Nie musimy grać w kółko reggae czy punka. Możemy korzystać z dobrodziejstw elektroniki czy jazzu. Form, które nas inspirują. To jest fantastyczne! Dopiero po tej płycie do mnie to dotarło, że nie jesteśmy ciężarem dla samych siebie. Przy okazji powiem Ci, że myślałem, że ludzi nie będących w stanie zaakceptować tej muzyki będzie dużo więcej. Tymczasem olbrzymia część fanów nas chwali! To daje nam wiatr w żagle. Myślę, że możemy sobie pozwolić na dużo więcej niż na tej płycie. Nie chciałbym przede wszystkim uciec od fajnych historii. Nie chciałbym porzucić melodii. Jeśli czegoś się boję, to tego, że nie będziemy w stanie stworzyć piosenek z fajną melodią albo takich z emocjami w tekście. A muzycznie chyba sobie poradzimy.

DZ: A te negatywne opinie, które się pojawiają nie bolą Cię trochę?

Kuba: One pojawiają się od trzeciej płyty. To nie jest więc dla nas wielka nowość. Ludzie przywiązują się do poprzednich naszych płyt i nie mamy na to wpływu. Zawsze znajdzie się grupa, której nie będzie się coś podobać. Robimy swoje. A czy się przejmujemy? O ile nie są to nachalne komentarze, np. ktoś postanowi 30 razy napisać, że mu się nie podoba, to jest spoko. Ja też jak jestem z czegoś niezadowolony, to o tym mówię. Generalnie jestem w szoku, że złych opinii jest relatywnie niedużo. I dumny z naszych fanów. To pokazuje, że mamy dziś w Polsce dobry czas dla muzyki, dobry dla zmian czy "eksperymentów". Przede wszystkim jednak, choć to trochę "onaniza", ale chcemy zadowalać samych siebie. Jeżeli my bylibyśmy niezadowoleni z materiału, który nagraliśmy, to coś byłoby nie tak. Czekamy na koncerty i okazję, żeby się wyżyć (śmiech).

DZ: Życzę Ci wobec tego wyżycia się na koncertach i dzięki za rozmowę.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.